Draco stał opierając się nonszalancko o mur pokryty różnymi
napisami. Z wymalowanym na twarzy spokojem palił papierosa niespiesznie
wydmuchując dym, który tworzył piękne kształty. Jego postawa mówiła sama za
siebie – „Jestem Draco Malfoy, pan i władca świata”. To chłodne opanowanie
było sztuczką wyuczoną w latach młodości, gdy na świecie panował Voldemort, a
jego rodzice byli gorliwymi śmierciożercami. Wtedy ukrywanie swoich emocji nie
raz uratowało młodemu arystokracie życie. Wojna nie trwała jednak już od 5 lat,
a taktyka dziedzica Malfoyów nie zmieniła się. I tu pojawia się problem – Jego
opanowanie to faktycznie sztuczka, czy może prawdziwy charakter?
Pustą stację metra wypełniał smród charakterystyczny dla
dawno opuszczonego miejsca, mocz, brud, alkohol i fetor bliżej nieznanego
pochodzenia. Blondyn skrzywił się, gdy wiatr powiał mocniej przyciągając za
sobą tę zabójczą mieszankę, ale nie przestał rozkoszować się papierosem. Nagle
w oddali rozległ się głośny trzask, a następnie tupot stóp. Draco ze spokojem
rzucił niedopałka w pobliską kałużę i zaczął pedantycznie otrzepywać swój
garnitur z nieistniejącego brudu.
- Spóźniliście się – rzucił w powietrze beznamiętnym tonem
nie spoglądając nawet na dwóch przybyszów. – Jakie wieści?
- Gorszego miejsca na spotkanie nie było? – wysoki,
czarnoskóry mężczyzna zmarszczył ze zniesmaczeniem nos ignorując pytanie
przyjaciela. Owinął się mocniej płaszczem czując lodowaty powiew wiatru.
- Zadałem pytanie Zabini – wycedził Draco, który był dzisiaj
w widocznie złym humorze. – Jakie wieści? – powtórzył.
- Minister wysłał Weasleya i Pottera do Rosji, z tego co
kojarzę mają szukać laboratorium, w którym prowadzone są nielegalne
eksperymenty – odparł sucho Blaise zerkając na milczącego blondyna, lecz ten
nie odezwał się. – Zatrudnił też Granger, ponoć leczy teraz Leonarda – urwał i
zapadła głucha cisza.
- Nott? – na twarzy Dracona pojawiło się zdenerwowanie, ale
odwrócił się szybko i zaczął powoli chodzić.
- Granger miała w domu jakąś dziewczynkę, na oko
siedmioletnią. Niska, długie ciemnoblond włosy, niebieskie oczy… - odpowiedział
zimno.
- Miała? – oczy Malfoya błysnęły.
- Tak, teraz jest u Weasley. A Ty czego się dowiedziałeś? –
spytał i spojrzał pytająco Teodor.
- Amanda wie dość dużo, mówiła, że Rufus dostał od zabójcy
list, w którym grozi, że zabije zakładników, jeżeli nie dostanie czegoś… - jego
źrenice zwężyły się. – Granger jest w niebezpieczeństwie – dodał wywołując tym
samym szok kolegów.
- Od kiedy interesuje nas ta szlama? – trafnie zauważył
Nott. – Jak dla mnie może…
- Zamknij się kretynie – wysyczał i stanął tuż przed
brunetem. – Tu nie o tylko o nią chodzi, to jest coś większego – popatrzył
wściekle na mężczynę.
- Więc o co chodzi do jasnej cholery?! – krzyknął mu prosto
w twarz Teodor.
- Póki co szperajcie dalej – zignorował bruneta Malfoy i
odwrócił się do niego tyłem. – Gdy tylko się czegoś dowiecie, napiszcie do
mnie. Ja wyślę list do McGonaggal i… - uśmiechnął się chytrze. – Odwiedzę kogoś
– po tych słowach aportował się z trzaskiem zostawiając dwóch mężczyzn samych.
- Jak myślisz, kogo odwiedzi? – spytał szczerze zdziwiony
Nott.
- Jeśli dobrze podejrzewam, lepiej żeby tylko żartował… -
odparł tajemniczo Zabini i wyciągnął paczkę papierosów po czym podsunął ją
koledze. – Chcesz?
***
Wyprawa do Rosji okazała się być istnym horrorem dla Harry’ego
i Rona. Najpierw musieli podróżować do Wołgogradu tanim pociągiem wypełnionym
po brzegi ludźmi, później czekać na Nadię Repnin i zostać u niej w domu, gdzie
(o zgrozo!) jedynym jedzeniem była solanka ze zdechłej ryby, a teraz podróżować
stuletnim autobusem. Rudzielec i jego przyjaciel nie rozumieli dlaczego nie
mogą używać magii, co bardzo ich irytowało. Okazało się, że ta wyprawa będzie
ich kosztować dużo nerwów oraz uszczerbku na zdrowiu. Podróż do Gorodishche
ciągnęła się w nieskończoność.
- Masz jakieś informacje? – spytał Ron, który większość
drogi przespał co widać było po jego nieprzytomnym spojrzeniu.
- Nadia powiedziała, że mamy dojechać do Gorodishche i tam
spotkać się z Wadimem, który zaprowadzi nas do opuszczonej kryjówki tych
sukinsynów – odparł beznamiętnym tonem. Póki co nie mieli żadnych śladów
organizacji zajmującej się testowaniem nielegalnych eliksirów i brunet zaczął
szczerze wątpić w sens całej tej akcji.
- A Gin coś pisała? – Harry wyczuł w tonie kolegi nutkę
nadziei.
- Ach, napisała że wszystko jest w porządku – odparł zdawkowo
i zamilknął na chwilę tocząc w myślach bitwę. Powinienem mu powiedzieć? On i Herm nie lubią się tak jak dawniej… -
Dostałem list od Herm – oznajmił.
- Ach tak? – Weasley wydawał się być niezainteresowany tą
informacją. Z obojętną miną przerzucał strony proroka codziennego, którego
zdążył już przeczytać 5 razy.
- Minister magii zatrudnił ją do siebie. Spotkał się z nią
tuż po naszym wyjeździe i oznajmił, że nie pracuje już jako magomedyk – urwał na
chwilę i spojrzał w oczy towarzysza. Był niemal pewien, że zobaczył w nich
dziwny błysk… - Ron, coś tu nie gra – ściszył nieco głos, który brzmiał teraz
bardzo poważnie. – Boję się o nią.
***
Czerwonowłosa kobieta przemierzała szybkim krokiem wąskie
korytarze wypełnione stukotem jej obcasów. Włosy miała niezgrabnie ułożone, a
ubrania pomięte, ale nie interesowało jej to. Wspięła się po schodach tak
szybko, jak tylko mogła i biegiem ruszyła w stronę ogromnych, dębowych drzwi na
końcu sali. Gdy wreszcie do nich dotarła, stojący po bokach strażnicy pchnęli
je lekko i, z widocznymi złośliwymi uśmieszkami, odstąpili na boki. Kobieta
odetchnęła głęboko i weszła do środka.
- Spóźniłaś się, Amber – zimy głos mężczyzny odbił się od
ścian i wypełnił całą komnatę. Była ona ogromna, ale prosto urządzona. Pod ścianą stało
duże biurko zawalone stertą pergaminów i ksiąg. Po drugiej stronie widać było
masywną, czarną szafę. Okiennice zasłonione były krwistoczerwonymi ciężkimi
zasłonami, przez co w pokoju panował półmrok. Oprócz biurka i szafy był tu
również barek, dwa fotele i sofa, kominek oraz ogromne łoże idealnie zaścielone
czarnym atłasowym kompletem. – Wiesz, że tego nie lubię.
- Tak panie – kobieta z przerażenia wbiła paznokcie w
dłonie. Wysoka postać wynurzyła się z mroku i ruszyła w jej stronę. Był to
mężczyzna, dość szczupłej sylwetki okryty czarną peleryną. Gdy wkroczył w
światło ognia, zobaczyła, że ma srebrną maskę.
- A skoro tego nie lubię, muszę to ukarać – blada dłoń
wysunęła się spod peleryny i dotknęła policzka Amber, a ta starała się
powstrzymać drżenie ze strachu. – Jesteś taka ładna… - dłoń zjeżdżała coraz
niżej i niżej, aż zatrzymała się na obojczyku. Mężczyzna wyciągnął drugą dłoń w
powietrze i nagle pojawił się w niej bat. – Rozbierz się i połóż na łóżku –
rozkazał, a Amber bez protestu to zrobiła.
Ostatnią rzeczą którą później pamiętała był świst bata, jej
przeraźliwy krzyk i sadystyczny śmiech mężczyzny.
***
Hermiona była wściekła i zestresowana jednocześnie. Czuła
się jakby dostała czymś wyjątkowo ciężkim w głowę, ale cudem stała wciąż na
nogach. Zdenerwowanie było winą ministra magii, który dzień wcześniej oznajmił
jej, że dziewczyna pracuje teraz dla niego. Wciąż nie mogła zrozumieć o co mu
chodziło. Wymyślała przeróżne scenariusze, ale wszystkie wydawały się jej
śmieszne i nierealne. Do tego doszedł nagły wyjazd Harry’ego i Rona… W liście
od wybraniec przyznał, że zupełnie nie spodziewał się tej misji oraz, że
minister zabronił im używać magii podczas podróży. Przecież to jest nienormalne! – z oburzenia potrząsnęła głową.
Pomimo tego, że panna Granger była uważana za jedną z najinteligentniejszych
czarownic nie rozumiała absolutnie nic z tej sytuacji.
Nalała zimnej wody do szklanki i wyjęła z szafki fiolkę z
żółtawą cieczą. Odkręciła ostrożnie korek i wlała dokładnie 5 kropli. Gdy po
raz pierwszy zobaczyła swojego pacjenta, przeraziła się. Leżał bez ruchu, cały
we krwi, a jego twarz miała trupioblady odcień. Naprawdę go szkoda – westchnęła i ze szklanką w ręku ruszyła do
pokoju gościnnego. Wciąż nie znała imienia swojego pacjenta, ale musiała
przyznać, że był on niesamowicie przystojny. Około trzydziestki z lekkim
zarostem i gęstymi, brązowymi włosami. Miał też niesamowite ciało, o czym
przekonała się lecząc połamane żebra. Wyraźnie zarysowany kaloryfer oraz…
seksowny pas Achillesa! Gdy Hermiona zdjęła mu koszulkę poczuła, że brak
jakiegokolwiek przez partnera źle na nią wpłynął.
- Gdzie ja jestem? – głęboki, aksamitny męski głos wyrwał ją
z zamyślenia i omal nie wypuściła z rąk szklanki. Stanęła w progu pokoju
gościnnego i zobaczyła, że jej pacjent odzyskał przytomność i patrzy na nią ze
zdziwieniem.
- U mnie w domu – wymamrotała zaskoczona tym pytaniem i
dopiero po chwili uświadomiła sobie głupotę tej wypowiedzi. – Minister kazał
cię tutaj przenieść i leczyć – sprostowała i zdobyła się na lekki uśmiech.
Podeszła do łóżka, w którym leżał i podała mu wodę. – Wypij, powinno pomóc.
- Minister? – szatyn skrzywił się lekko czując smak
eliksiru, ale posłusznie dopił resztę i odstawił szklankę.
- Tak, powiedział, że znaleziono cię w środku lasu –
przyglądnęła mu się z troską i usiadła na stołku. – Kto ci to zrobił?
- Co? – uniósł brwi i przyjrzał się kobiecie. Miała na sobie
turkusowy luźny sweterek i czarne obcisłe jeansy. Lekko pofalowane włosy miała
spięte w wysokiego kucyka, którego przytrzymywały wsuwki. No i ta twarz! Duże,
czekoladowe oczy patrzące na niego z troską i rezerwą zarazem. Mleczna skóra, a
na policzkach śliczne zaróżowienia. Oj tak, była bardzo piękna. Nawet nie
wiedział ile jej się przygląda, gdy usłyszał miękki głos nieznajomej.
- Ekhem… - odkaszlnęła cicho, a on skarcił się w myśli za
swoją głupotę. – Kto cię tak zranił?
- Ach, to… - mruknął cicho. – Powiedzmy, że stary przyjaciel – sposób w jaki zaakcentował
ostatnie słowo zaintrygował Hermionę.
- Przyjaciel chyba by czegoś takiego nie zrobił –
uśmiechnęła się i zauważyła, że opatrunek na klatce piersiowej jest
przesiąknięty krwią. Wstała i zaczęła go powoli odwijać.
- On zrobił – wymamrotał starając się zachować spokój. Dotyk
nieznajomej niesamowicie na niego działał. Czuł, jak drobnymi palcami przesuwa
po jego klatce piersiowej i musiał przyznać, że było to… przyjemne. – Cholerny Malfoy
zapłaci mi za to – szepnął gdy kobieta odsunęła się a on zobaczył swoją ranę.
- Co powiedziałeś? – w niewielkim pokoiku rozległ się dźwięk
tłuczonego szkła. Twarz szatynki wyrażała nienawiść i szok.
- Nic takiego… - mężczyzna starał się wybrnąć z sytuacji.
- Malfoy? – podeszła do niego i zmrużyła oczy. – Draco
Malfoy? On żyje?
- Tak – westchnął zrezygnowany i opadł na poduszki.
- Opowiedz mi wszystko – zażądała i usiadła na łóżku.
Minęło pół godziny, a ona siedziała samotnie w fotelu. Jej
pacjent, który okazał się być tajnym agentem, nazywał się Leonard Farewell.
Brał teraz prysznic, a ona próbowała ułożyć sobie w głowie jego opowieść.
Malfoy zniknął ze świata magicznego na 4 lata i dopiero teraz minister
rozpoczął poszukiwania. Leonard wyśledził go i spotkał się z nim, ale w wyniku „dawnych
spraw”, jak to ładnie określił, został pobity przez młodego arystokratę i
porzucony w środku lasu. Hermiona była pełna podziwu, że ostatkiem sił
wyczarował patronusa i wściekła na tego pieprzonego dupka – Dracona Malfoya. Jak on mógł?! Leonard mógł zginąć! –
myśli kłębiły się w jej głowie, więc sięgnęła po kieliszek wina stojący na
stoliku. Nim zdążyła upić łyk, usłyszała głośne pukanie do drzwi. Z miną
skazańca podeszła do nich i leniwie przekręciła klucz w zamku. Gdy je
otworzyła, kieliszek wypadł z jej dłoni i z głośnym brzękiem rozbił się na
podłogę, a ona sama rozdziawiła buzię.
- Tęskniłaś?
---------
Witam wszystkich! :) Rozdział miał być w poniedziałek/wtorek, a jest... w czwartek :< Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam! Notka pisana raczej szybko, bo jutro wcześnie wyjeżdżam i nie będzie mnie do niedzieli. Rozpoczęłam tutaj nowy wątek - Amber, którą możecie zobaczyć w zakładce bohaterowie . Mam nadzieję, że spodoba Wam się ten rozdział, ja go nawet lubię ;)
Dziękuję za wszystkie komentarze, ale znów robię "żebranie" :/ Jeśli uda Wam się osiągnąć magiczną 10, kolejny rozdział w niedzielę późnym wieczorem, jeśli mniej dopiero w środę.
Mam dużo zajęć, muszę się poduczyć niemieckiego i informatyki, więc dlatego to robię :)
Buziaki! :*
Alicia*
Jejku!
OdpowiedzUsuńTajemnice, tajemnice wszędzie ! :3
Jestem bardzo zaintrygowana tym wszystkim. To jst straszliwie ciekawe.
I praerwane w takim momencie :(
Ja nie wiem, to jakaś mania :D
A teraz do czytelników: KOMENTUJCIE! Bo to jest zajebiste. (przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać)
pisałam już kiedyś, że kocham Twoją historię? Nie? No to teraz: KOCHAM TWOJĄ HISTORIĘ! ;)
pozdrawiam emersonn
potteroeskie-co-nieco.blogspot.com
Dobra, komentarzy zazwyczaj nie piszę no chyba, że już muszę.
OdpowiedzUsuńRozdział wspaniały, czego Dracuś chce od Hermiony w jej domu? Biedny spotka Leonarda i będzie źle :c
Czekam na nn :D
Interesująco. Czyżby to Draco :D ? Podoba mi się u ciebie, tyle tajemnic, wątków. Aż chce się czytać ;) Pisz szybko kolejny rozdział :) bo już się nie mogę doczekać :D
OdpowiedzUsuńhttp://hgdm-baby-i-wait-for-you.blogspot.com/
Hmm, Leonard vs. Draco ? ;d Chcę więcej ! ;)
OdpowiedzUsuńA.S.
Wątki zaczynają się powoli łączyć. Strasznie mnie zaciekawiłaś końcówką. Co ty masz się z tymi batami xD Cholera, pisz dalej. Niestety w niedzielę nie będę mogła przeczytać twojego rozdziału :(
OdpowiedzUsuńRozdział genialny! Zgaduję, to Draco przyszedł do Hermiony? I jak to Emersonn ładnie ujęła "Tajemnice, tajemnice wszędzie!" w czym w pełni się z nią zgadzam :3 Pisz szybciutko nowy rozdział, bo doczekać się nie umiem :D Weny.
OdpowiedzUsuńRose
ach ten Draco ;)
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział :d Nie mogę się doczekać następnego :)
OdpowiedzUsuńI pomyśleć, że zastanawiałaś się czy publikować te historię. Widzisz jaka jest fajna?:) Jestem naprawdę pod wrażeniem! życzę ci bardzo, bardzo dużo weny :)
OdpowiedzUsuńJesteś nominowana do Libster Award :) Informacje znajdziesz na www.if-tomorrow-never-comes-dramione.blogspot.com :)
OdpowiedzUsuń:*
OdpowiedzUsuńBardzo wymowne :D
UsuńNie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! :)
OdpowiedzUsuńM.
Super notka
OdpowiedzUsuńEwe.G
Przeczytałam Twojego bloga jednym tchem i chce więcej :D Czekam z niecierpliwością na rozwiązanie tych wszystkich tajemnic.
OdpowiedzUsuńJuż nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów.
Pozdrawiam E. :)