niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 10 - Spotkanie po latach



Hermiona stała wpatrując się w otwarte na oścież drzwi, w których stał Draco Malfoy bezczelnie się uśmiechając. On jak gdyby nigdy nic poprawił swoje gęste, platynowe włosy, a jego uśmiech stał się jeszcze szerszy i, o ile to możliwe, bardziej bezczelny. Ubrany był w luźną, ciemnozieloną koszulę z podwiniętymi rękawami i czarne materiałowe spodnie. Nie przypominał szkolnego Malfoya – fretkę z przylizanymi włoskami i zasłaniającą się tatusiem. Teraz, gdy Lucjusz siedział w Azkabanie i nic nie zapowiadało, że szybko z niego wyjdzie, a Narcyza  zaginęła w tajemniczych okolicznościach, Draco musiał nauczyć się samodzielności. Zmężniał i wyprzystojniał, co nie zmienia faktu, że Hermiona wciąż uważała go za wrednego ślizgona arystokratę.

- Wiem, że wyglądam bosko, ale szkoda tego wina, Granger – mruknął i jednym machnięciem różdżki posprzątał rozlany alkohol z podłogi, wprawiając tym samym szatynkę w jeszcze większe osłupienie. Jakby tego było mało, wszedł do salonu i rozejrzał się dookoła, po czym dodał – Luksusów to tu nie ma, ale nieźle się urządziłaś.

Te słowa sprawiły, że Hermiona otrząsnęła się z pierwszego szoku i, wciąż nieco skołowana, zamknęła drzwi, po czym czujnie sięgnęła na półkę z różdżką. Niestety, nie poczuła znajomego kawałka patyka, usłyszała za to śmiech nieproszonego gościa.

- Nie sądzę, aby różdżki były nam potrzebne – na potwierdzenie tych słów Draco odłożył własność swoją i kobiety na komodę i rozsiadł się wygodnie na kanapie. – Nie spodziewałem się takiego przyjęcia – rzucił w powietrze wiedząc, że gryfonka zareaguje.

- Takiego? – spytała kąśliwie. – Myślałeś, że rzucę ci się w ramiona? – dodała wciąż złośliwym tonem czując rosnące zdenerwowanie.

- Byłoby miło… - blondyn uniósł znacząco brew, i teatralnie westchnął. – Choć szczerze mówiąc spodziewałem się sierpowego jak w trzeciej klasie, lub paskudnego zaklęcia – dodał beznamiętnym tonem wpatrując się w fotografię Hermiony, Harry’ego, Rona i Ginny stojącej nad kominkiem.

- Ach, rozczarowałam cię? – szczerze zdziwiło ją zachowanie mężczyzny. Przyszedł do niej po 4 latach ukrywania się i leżał teraz beztrosko na jej kanapie. Mimo wszystko Hermiona czuła, że to tylko pozory, a uraza z dawnych lat nie pozwoliła jej na milszy ton. – Jeśli tak, to mogę to szybko naprawić – popatrzyła zimno w jego twarz, ale zobaczyła ten sam kamienny wyraz twarzy, jak po Bitwie o Hogwart.

- Och, odsuńmy złośliwości na bok – Draco pokręcił głową z politowaniem. – Wy, Gryfoni, nigdy nie odpuszczacie? – zironizował.

- A powinnam odpuścić siedem lat poniżania, wyśmiewania i wyzywania od szlam? – popatrzyła mu hardo w oczy, a uśmieszek nagle zniknął z twarzy Malfoya. Zamiast tego pojawiła się kamienna maska nie zdradzająca żadnych emocji. Ale w jego stalowoszarych oczach błysnęło coś na kształt smutku. A może tak jej się tylko wydawało?

- Nie przyszedłem tutaj po to, żeby się kłócić – odparł szorstko mężczyzna podnosząc się nagle do pozycji siedzącej. Wlepił wzrok w ścianę i splótł palce obu dłoni. – Gdzie jest Leonard? – spytał sucho.

- Myślisz, że pozwolę ci się do niego zbliżyć po tym, jak musiałam ratować mu życie? – parsknęła i zmroziła go wściekłym wzrokiem. – Lepiej się stąd wynoś – dodała podnosząc się z fotelu i sięgając po swoją różdżkę. Niestety i tym razem ślizgon był szybszy, poczuła mocny uścisk na swoim nadgarstku i gwałtowne szarpnięcie. Stała tyłem do Dracona i była mocno przyciśnięta do jego ciała.

- Miła pogawędka się skończyła – wysyczał jej prosto do ucha, a po jej ciele przeszły ciarki. – Gdzie jest… - nie dokończył, ponieważ poczuł mocne uderzenie w tył głowy i puścił nadgarstki Hermiony. Odwrócił się i poczuł kolejny cios, tym razem w szczękę. Upadł na podłogę klnąc głośno, a kobieta wykorzystała moment i szybkim ruchem zgarnęła różdżki z komody, po czym spojrzała na swojego wybawiciela. Nad blondynem stał Leonard ubrany w same bokserki i oddychał niespokojnie. Z jego wilgotnych włosów kapały kropelki wody i spływały leniwie po umięśnionym torsie mężczyzny. W przypływie złości szatyn chciał jeszcze raz kopnąć leżącego Malfoya, ale powstrzymał go krzyk Hermiony.

- Zostaw go! – wrzasnęła wyczarowując między nimi niewidzialną barierę. Uklęknęła przy leżącym blondynie i przyłożyła mu do szczęki przywołany woreczek z lodem. Po chwili Draco z sykiem podniósł się ostrożnie i popatrzył się z nienawiścią na Leonarda.

- Zabiję cię pierdolony sukinsynie! – wrzasnął i rzucił się na niego, ale odbił się od niewidzialnej bariery.

- Przestańcie do jasnej cholery! – wydarła się Hermiona, a mierzący się do tej pory wzrokiem mężczyźni popatrzyli na nią. Miała potargane włosy i wściekły wyraz twarzy. – Leonard, idź natychmiast do pokoju gościnnego! – spojrzała na niego znacząco, a on niechętnie wykonał polecenie. – A ty – dźgnęła Dracona w pierś – zabieraj swoją różdżkę i wynoś się!
Przez chwilę stali tak naprzeciwko patrząc sobie w oczy – Hermiona gniewnie i ze złością, Draco z chłodem i spokojem, aż wreszcie blondyn zabrał swoją różdżkę i aportował się z głośnym trzaskiem.

***

- Strasznie tu śmierdzi – Ron skrzywił się zniesmaczony i mocniej ścisnął różdżkę. Nie lubił kanałów od czasów wyprawy do Komnaty Tajemnic z drugiej klasy, więc niezbyt przypadła mu do gustu lokalizacja kryjówki organizacji, którą próbowali rozbić. Było to miejsce ciasne, brudne i niezbyt przytulne. Szedł za Wadimem, który okazał się rosłym mężczyzną (miał ponad dwa metry wzrostu!) z bujnym wąsem i brodą. Po spotkaniu Nadii zarówno Harry, jak i Ron byli przekonali, że nie spotkają dziwniejszej osoby, ale jak widać mylili się. Wadim miał surowe, ostre rysy twarzy, lecz jego charakter był zupełnie inny. Cały czas rzucał żarciki, które były śmieszne tylko w jego mniemaniu, ale aurorzy grzecznie udawali rozbawienie. Dodatkowo kilka razy próbował namówić mężczyzn do „skosztowania” wódki robionej przez niego, ale udało im się wymigać.

Wędrówka przez kręty labirynt korytarzy ciągnął się w nieskończoność, ale w końcu dotarli do dużego pomieszczenia wypełnionego różnymi sprzętami. Na samym środku stał ogromny stół z licznymi fiolkami, próbówkami i innymi alchemicznymi sprzętami. Niektóre próbówki były wciąż napełnione, a w pracowni panował niezmierny bałagan świadczący o opuszczaniu go w pośpiechu. Mężczyźni rozdzielili się i Harry ruszył do magazynu ukrytego za ledwo trzymającymi się we framudze drzwiami. Delikatnie je odsunął i ruszył do pomieszczenia, w którym walało się mnóstwo pudełek. Przesuwał je ostrożnie czubkiem buta zaglądając do każdego z nich ukradkiem. Przesuwał właśnie ogromne tekturowe pudło nasiąknięte jakimś płynem, gdy usłyszał mrożący krew w żyłach głos:

- Znów się spotykamy – z mroku wyszedł chłopiec. Dokładnie ten sam, którego widział z Hermioną w Teatrze.

Harry ostrożnie cofnął się do tyłu, a chłopak zaśmiał się chłodno.

- Wielki Harry Potter, który pokonał Czarnego Pana boi się dziecka? – zakpił, po czym uśmiechnął się paskudnie. – Lepiej nie oddalaj się od przyjaciół… Mogłoby ci się coś stać – odwrócił się i wszedł w mrok rozpływając się w powietrzu.

Dopiero wołanie Rona przywołało Harry’ego do porządku, ale w uszach wciąż dźwięczał mu zimny głos chłopaka.

Mogłoby ci się coś stać.

***

- Ile jeszcze będziemy tkwić w tym zamczysku? – wysoki blondyn jęknął cicho z nieukrywanym niezadowoleniem. Siedział przy stole jedząc udko z kurczaka, a miejsce obok niego zajmowała kobieta z ogniście czerwonymi włosami.

- Wiesz, że Pan czeka, aż minister da mu tę rzecz – szepnęła cicho rozglądając się nerwowo, jakby ktoś ich podsłuchiwał.

- A czy ktokolwiek wie czym jest TA rzecz? – mruknął nabierając na widelec nieco ziemniaków. – No i ileż można czekać! Nie po to zgodziłem się u niego służyć, żeby teraz tkwić w tym zamku przez wieczność – westchnął załamany swoim losem.

- Scorpius wie, ale ponoć złożył wieczystą przysięgę. A poza tym nie marudź, tylko jedz szybciej, bo mamy za godzinę zebranie – dodała widząc tempo, w jakim jej przyjaciel przeżuwał pokarm.

- Ciekawe o czym będzie mowa – uśmiechnął się paskudnie. – Jeśli wierzyć plotkom, najlepsi z nas dostaną zabaweczki…

- Och, błagam! – Amber skrzywiła się widząc minę mężczyzny, ale on to zignorował.

- Zostałaś nową ulubienicą Pana, wiesz? – spytał kąśliwie. – Co robiliście u niego w komnatach? – spojrzał na towarzyszkę znacząco, a ta zbladła nagle.

- Skąd wiesz? – jej ton był ostry jak brzytwa, a oczy ciskały błyskawicami.

- Plotki rozchodzą się szybko… A poza tym ja bym się na twoim miejscu cieszył, to wielki zaszczyt – dodał, po czym odłożył sztućce na pusty talerz. – Chodź, bo się spóźnimy.

***

Po wojnie Hogwart został odbudowany niemal od podstaw, lecz odzyskał swoją dawną świetność. Minęło 5 lat od finału największej dotychczas wojny w czarodziejskim świecie – II Bitwy o Hogwart i życie czarodziei było spokojne i pełne dobrobytu. Na pokrytych resztkami marcowego śniegu Błoniach przechadzali się uczniowie w czarnych szatach. Niektórzy siedzieli na ławkach, inni rzucali w siebie śnieżkami, a tu i ówdzie widoczne były zakochane pary tulące się pod ścianą. Przez te pięć lat nienawiść między domami nieco zmalała, co bardzo cieszyło Minerwę McGonaggal stojącą teraz w oknie swojego gabinetu i podziwiającą krajobraz. Była z siebie dumna widząc radość malującą się na twarzy najmłodszych, jak i najstarszych uczniów Hogwartu. Wojna zebrała duże żniwo i bardzo odczuwalny był brak Severusa, Dumbledore’a oraz innych poległych, lecz starano się nie rozdrapywać starych ran.

Z zamyślenia wyrwał ją widok ptaka lecącego prosto do jej gabinetu. Był to piękny, wyjątkowo zadbany, czarny puchacz. Kobieta nieśpiesznie odwiązała list przywiązany do jego nóżki i przywołała miseczkę z wodą. Usiadła wygodnie przy biurku i przyglądnęła się kopercie zapieczętowanej znakiem Malfoy’ów. Zdziwiona otworzyła ją i wyciągnęła kartkę papieru ze pismem, które dobrze poznała sprawdzając eseje z transmutacji.

Szanowna Pani Minerwo McGonaggal

Piszę do Pani w bardzo pilnej sprawie. Zapewne czytała Pani ostatnie numery Proroka Codziennego, w których opisywane są niepokojące wieści ze świata czarodziei. Mam na myśli serię porwań oraz Masakrę w Teatrze Wielkim. Dowiedziałem się kilku rzeczy, o których wiedzą tylko nieliczni, i sądzę, że światowi czarodziei może grozić niebezpieczeństwo. Myślę, że mogłaby mi Pani pomóc, więc proszę o pilne spotkanie.

Draco Malfoy

Kobieta drżącymi rękami odłożyła kartkę papieru na gładką powierzchnię blatu i westchnęła.

Spokój nie trwał długo.


--------
Witam po tak długiej przerwie i od razu przepraszam! Wena uciekła, zajęć było niemało i w efekcie rozdział pojawia się tak późno, ale jest mi naprawdę przykro! :/ Postaram się dodać kolejny rozdział jak najszybciej, w ramach rekompensaty :)  
Dziękuję za wszystkie komentarze, bardzo mnie cieszą!
No i na koniec zachęcam do pytania na moim ask.fm - chętnie odpowiem na WSZYSTKIE pytania ;)

Buziaki i cieszcie się ostatnimi dniami wakacji!
Alicia*

10 komentarzy:

  1. Uhh, czyżbym była pierwsza? ^^ :D rozdział świetny, najlepsza akcja na początku. A jak Harry i Ron znaleźli tego chłopca to aż ciarki mi przeszły. Pisz kolejny i więcej scen z Draco i Mioną

    OdpowiedzUsuń
  2. No, nareszcie doszło do spotkania Dracona i Hermiony. Muszę przyznać, że zaczęło się ostro. Harry i Ron jak zwykle znajdują się na zadupiu. Ta Amber już od początku wydawała mi się podejrzana. Mam nadzieję, że wena do ciebie powróciła. Czekam oczywiście na następną notkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że tak krótko było o Dramione, mam nadzieję, że się rozkręci. I ciekawi mnie ten Pan, wtf ?

    A.S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że się rozkręci! :) To jedynie początek, za niedługo będziecie mieli aż za dużo Dramione w Dramione :P

      Usuń
  4. Ale Hermiona ma temperament! :)
    Strasznie jetem ciekawa, o co chodzi z tym małym chłopcem.
    Cieszę się, że Draco napisał do Minerwy. Jakoś tak lepiej się poczułam, bo akja nie kręci się tylko wokół kilku osób ;3
    Pozdrawiam, em.
    potterowskie-co-nieco.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda,że tak mało było Malfoya i Hermiony w jednym momencie, ale już widać, że będzie się między nimi działo!
    Fajnie, że Draco napisał do McGonagall, jej charakter na pewno jeszcze bardziej rozkręci akcję. :D
    Dzisiaj napisałam pierwszy rozdział mojego Dramione, więc jeśli chcesz to zapraszam do czytania :)
    http://dramione-pod-oslona-nocy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. No faktycznie mało naszych dramionków... ale pewnie w następnych rozdziałach się nimi nacieszymy :) Podziwiam twoją kreatywność i to jak budujesz emocje - super! :)
    Pozdrawiam!
    Venetiia

    OdpowiedzUsuń
  7. niedawno trafiłam na twoje opowiadanie. bardzo mi się podoba, szczególnie fajna jest wielowątkowość fabuły :) pozdrawiam i życzę dalszej weny :)

    PS. "czarodziejów", nie "czarodziei" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że zdobyłam nowego czytelnika :) Wydaje mi się, że obie formy są poprawne, ale dzięki za zwrócenie uwagi :)

      Usuń
  8. Może skorzystam jak dostanę szablon ;)

    OdpowiedzUsuń