środa, 23 października 2013

Kiedy nowy?

Hej wszystkim :) Odzywam się (znów) po długim czasie i (znów) mam moralnego kaca. Tak, nie napisałam jeszcze rozdziału. Na chwilę obecną mam 1 stronę napisaną, resztę gotową, ale tylko w głowie. Nie chodzi o to, że nie mam czasu, żeby przysiąść na godzinkę, dwie i go napisać, bo jakoś bym wygospodarowała tę chwilkę. Mam teraz naprawdę dużo na głowie (a należę do osób przyzwyczajonych do harowania), nie będę pisała tutaj jak wygląda mój typowy dzień, ale powiem tylko, że dwa konkursy, o których wspominałam, ciągną się dalej - drugi etap przede mną. Może dla niektórych z Was wyolbrzymiam, ale jestem naprawdę wykończona fizycznie i psychicznie.

Ale nie o użalanie się nad sobą chodzi. W napadach pesymizmu i depresji, myślę nad usunięciem bloga, ale gdy widzę wciąż rosnącą liczbę wejść, przypominam sobie siebie czekającą na kolejny rozdział innego Dramione. Teraz zaniedbałam czytanie blogów i raczej do niego nie wrócę (przepraszam wszystkich), no i nasuwa się pytanie - Czy usunąć bloga? Rozumiem, że takim postępowaniem zawiodłabym Was wszystkich, straciłam pewnie szacunek wielu osób no bo kto szanuje osobę wciąż powtarzającą, że rozdział się pojawi, a się nie pojawia? Dlatego przez ten tydzień postaram się zastanowić co dalej, i wstawić rozdział, lub informację o zawieszeniu/zamknięciu bloga.

Nie mówię, że zamknę bloga, chcę po prostu się zastanowić. Mam nadzieję, że to zrozumiecie, i że nie zniechęci Was to do ewentualnego czytania dalszych losów Hermiona/Draco.
No to tyle ode mnie :/  Niezbyt optymistycznie, ale co tam!

Buziaki! :*
Alicia*

środa, 9 października 2013

Miniaturka 1 - Nowe życie cz. 2



- Nie wejdę tam Chris! – głośny krzyk Hermiony wypełnił opustoszały korytarz świętego Munga. Kobieta stała oparta o ścianę, oddychając niespokojnie i patrząc spode łba na mężczyznę naprzeciwko. On westchnął jedynie i pomasował flegmatycznie skroń.

- Hermiono nie zachowuj się jak dziecko… - zaczął, ale szatynka popatrzyła na niego z furią dając mu tym samym do zrozumienia, że obrał złą taktykę. – Nie możesz tak długo chować do niego urazy… Cóż takiego mógł ci zrobić? – rozłożył bezradnie ramiona mając nadzieję, że to przemówi jakoś koleżance do rozumu, ale znów niefortunnie dobrał słowa. Kobieta zaczerwieniła się ze złości i gwałtownie wyprostowała.

- Tak się składa Chris, że niewiele wiesz o moim życiu – wysyczała głosem, który aż ociekał jadem, a mężczyzna zrozumiał, że przesadził. – Draco Malfoy to arystokrata, sługa samego Voldemorta, który gardzi takimi szlamami jak ja – wyszeptała patrząc na Chrisa beznamiętnie. Zapadła cisza, która trwała pół minuty? pięć? Aż wreszcie kobieta odwróciła się i szybkim krokiem ruszyła w głąb korytarza.

I mimo tego, że cieniutki głosik w głębi duszy mówił jej, że Malfoy się zmienił, nie chciała stanąć z nim oko w oko. Nie teraz. Nigdy.

***

Czuł się okropnie… Nie, okropnie to stanowczo zbyt słabe określenie – do dupy to dużo lepsze określenie, ale i tak nie oddające wszystkich uroków tego stanu. Precyzując, głowa go bolała jakby wypił kilkanaście litrów ognistej, w klatce piersiowej kłuło tysiąc igieł, ręka dziwnie mrowiła, a stopa… Właściwie to nie czuł stopy i to go przerażało. Do tego doszła jeszcze ogromna suchość w gardle i totalny zanik pamięci. Jedyne co sobie przypominał to kłótnia z matką i Astorią, ale i to jakby przez mgłę.

Gdy przestał oglądać swoje obandażowane ciało rozejrzał się wokoło. Leżał na pojedynczym, bardzo skromnym łóżku, z białą pościelą. W sali były takie 4, jednak nikt inny na nich nie leżał. Ściany pomalowane były na kremowo i widniały na nich całe sentencje po grecku i łacińsku, jednak mózg mężczyzny nie dawał sobie rady z odczytywaniem liter, a sentencji już na pewno. Zgrabnie namalowane literki dodawały jednak pustej sali uroku i wypełniały ją w pewien sposób. Dopiero, gdy Draco zauważył szafkę stojącą obok i znajdujące się na niej fiolki, płyny i różne kartki papieru, uświadomił sobie, że leży w szpitalu.

- Cholera jasna! – zaklął podnosząc się na łokciach i nerwowo rozglądając  się po sali w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby mu powiedzieć co się stało. Jakby na komendę, drzwi do pokoju otworzyły się i do środka wszedł wysoki, przystojny szatyn w stroju magomedyka trzymający w dłoni plastikową magiczną kartę pacjenta (Draco niejeden raz takie widywał).

- Och, widzę, że nasz uroczy pacjent się obudził! – zawołał z udawaną radością lekarz i podszedł do szafki stojącej tuż obok łóżka arystokraty, otworzył ją i zaczął w niej grzebać. Nie zważając na zdziwiony, i morderczy zarazem, wzrok pacjenta, nieśpiesznie wyciągnął różnokolorowe fiolki, po czym wyczarował sobie krzesełko i na nim usiadł. – Zanim zaczniesz bombardować mnie serią pytań ostrzegam, że nic nie powiem jeśli nie przejdziesz kontroli – uśmiechnął się z triumfem, ale Draco nie poddał się tak łatwo.

- A ja nie poddam się kontroli dopóki mi tego nie wyjaśnisz – wymamrotał niewyraźnie, bo w głowie pulsował mu tępy ból. Ostatkiem sił zdobył się na Malfoyowski uśmieszek „To ja tu jestem panem, zrozum to”, ale Chris Palmer (tak przynajmniej było napisane na plakietce) pokiwał tylko głową z politowaniem.

- Tyle, że mi nie zależy na tym, żebyś jak najszybciej wyzdrowiał – powiedział patrząc na blondyna jak na dziecko z próchnicą, które prosi mamę o lizaka. – Mogę stąd pójść i przysłać kogoś innego później, ty wciąż nie będziesz nic wiedział i się źle czuł, a ja zyskam tylko dodatkowe 15 minut na kawę – wzruszył teatralnie ramionami. – To co panie Malfoy, mogę zacząć… ?

Draco nie odpowiedział, zrobił jednak naburmuszoną minę (jako Malfoy nienawidził przegrywać) i pokiwał w milczeniu głową. Magomedyk uśmiechnął się i szepnął pod nosem coś, co brzmiało jak „Dobry chłopiec…”, a następnie wziął się za odczytywanie długiej listy symptomów z plastikowej karty.

- Nudności?

- Nie.

- Zawroty głowy?

- Cholerne.

- Suchość w gardle?

- Potworna.

- Krwawienie z… odbytu? – Chris uśmiechnął się niezręcznie.

- Proszę wybaczyć, ale nie sprawdzałem – odpowiedział zjadliwie blondyn.

- Eee… Ból brzucha?

- Nie.

- Kłucie w klatce piersiowej?

- Taa.

Lista była bardzo długa, a Malfoy odpowiadał jedynie zdawkowymi tak lub nie, co utwierdziło szatyna we wrażeniu, że arystokrata faktycznie do milutkich nie należy. Gdy wreszcie skończyli, lekarz podał Draconowi kilka fiolek i kazał je wypić, co mężczyzna (o dziwo!) zrobił bez marudzenia. Gdy ostatnia fiolka zniknęła, blondyn otarł usta z reszki płynu, jakby chcąc pozbyć się paskudnego smaku i spojrzał spode łba na magomedyka.

- Co się stało? – spytał sucho nie mając zamiaru bawić się w precyzowanie. Chciał dowiedzieć się wszystkiego, odbębnić badania i wyjść stąd jak najszybciej.

- Cóż, przyjechałeś do nas  opłakanym stanie, połamane żebra, poważne uszkodzenia mózgu, złamana ręka i zmiażdżona stopa i dużo, dużo więcej… - urwał na chwilę, żeby zebrać myśli, ale arystokrata chrząknięciem dał mu do zrozumienia, że nie chce czekać. – Powiedzieli nam, że miałeś wypadek samochodowy, wjechałeś sportowym autem ponad 300km/h w mur i ktoś od razu wezwał nas. Miałeś szczęście, że pomagała mi He… - odchrząknął nerwowo uświadamiając sobie, że koleżanka nie chciałaby, żeby o niej wspominał - pani ordynator, bo sam nie dałbym rady – zakończył i w niesamowicie szybkim tempie wstał z krzesła, które rozpłynęło się w powietrzu, po czym udał się żwawym krokiem w stronę drzwi.

- Jaka pani ordynator? – z tyłu dobiegł go chłodny głos pacjenta. – Jest tutaj?

- Pani ordynator… - Chris podrapał się po głowie w poszukiwaniu wymówki. – Yyy… Ona ma teraz szkolenia, więc raczej nie jest dostępna – widząc pełen niedowierzania wzrok blondyna. – No wiesz, nowe reformy weszły i oprócz oprowadzania tej hołoty trzeba też zrobić tonę papierkowej roboty… Protokoły, listy obecnych, przeglądanie CV, pisanie raportów… - uśmiechnął się, żeby zamaskować kłamstwo, a gdy mężczyzna pokiwał głową na znak, że zrozumiał, szybko opuścił tę salę.

***

Hermiona siedziała w pokoju wspólnym magomedyków rozmawiając ze Stellą MacFrenk, nieco starszą koleżanką po fachu znajdującą się jednak na niższym stanowisku, bo pielęgniarki. Wreszcie znalazła chwilę spokoju, szkolenie młodych i przemądrzałych praktykantów nieźle dało jej w kość. Sczególnie jeden dziewiętnastolatek, Robert Yellod, działał jej na nerwy. Był to wysoki, szczupłej postury blondyn, mogący się pochwalić arystokratycznymi francuskimi korzeniami czarodziej, który dopiero ukończył Bouxbotons. Przez prawie całe zajęcia obsypywał ją komplementami, rzucał dwuznaczne propozycje, a także „dyskretnie” obmacywał w nieodpowiednich miejscach… Gdy musnął jej udo, przeżyła, lecz gdy jego dłoń przypadkiem zatrzymała się w okolicy biustu, udzieliła mu ostrej reprymendy.

- Słuchaj, a co właściwie dzieje się z tym młodym Malfoyem? – Stella zmarszczyła zabawnie zadarty nosek, a czarną grzywkę zmierzwiła tak, że opadała teraz ona delikatnie na bok.

- Obudził się – odparła zdawkowo Hermiona mając nadzieję, że koleżanka zaprzestanie dalszych pytań. Niestety, plotkarska dusza brunetki miała teraz pole do popisu i zamierzała je wykorzystać.

- Wiesz, widziałam jego zdjęcia w Wizzzard World i nawet, nawet niezłe z niego ciacho… - kobieta uśmiechnęła się filuternie. – Co ja gadam, on jest po prostu boski! Poza tym ty to wiesz…

- Wiem? – spytała nieco zbyt szorstko Hermiona.

- No tak, chodziliście przecież razem do Hogwartu! – pielęgniarka zmarszczyła ze zdziwieniem brwi. – W artykule jak wół było napisane, że chodził do Hogwartu ze świętą trójcą…

- Ach tak? – spytała bez cienia zainteresowania panna Granger.

- Mhm – czarnowłosa pociągnęła spory łyk kawy i zapatrzyła się na koleżankę jakby szukając czegoś w pamięci. – Reporterka pytała o wasze relacje, o wojnę którą rzekomo z wami toczył. Powiedział, że pogodził się z wami po wojnie, więc w sumie miło, że się spotykacie po tylu latach! Co nie? – wykrzyknęła radośnie, a Hermiona pokiwała jedynie w zamyśleniu głową. – Szkoda tylko, że w takich okolicznościach.

Nagle do drzwi rozległo się głośne pukanie i szatynka zerwała się z fotela mając nadzieję, że ktoś wybawi ją od trajkotu miłej, ale zbyt hałaśliwej koleżanki.

- O, tu pani jest! – do środka weszła ta sama recepcjonistka, którą kilka dni wcześniej Blaise porządnie ochrzanił. – Pan Palmer kazał to przekazać, mówi, że pilne – wręczyła szatynce świstek i wolnym krokiem wróciła na recepcję.

Herm,

Wiem, że mnie zabijesz, ale musisz to zrozumieć. Wezwano mnie na akcję, jakąś wyjątkowo paskudną (4-6 rannych), muszę natychmiast jechać. Nikt poza mną i tobą nie może wejść do uroczego pana Malfoya, dyrektor nie chce, żeby jakaś napalona pielęgniarka pobiegła do Proroka i nagadała bzdur, a on musi dostać leki. Proszę, wejdź tam, zrób co musisz i wyjdź.
Przykro mi.

Chris

***

- Zabiję go… Zabiję, zabiję, zabiję… - Hermiona przemierzała korytarz do pokoju numer 8 z pchanym wózkiem, na którym znajdował się obiad, picie i leki dla Malfoya. Wiedziała, że nie może nie iść, ale sama myśl o przebywaniu w tym samym pokoju, co ON przyprawiała ją o samobójcze myśli. Chciała użyć zaklęcia zmieniającego wygląd, ale wtedy ktoś mógłby pomyśleć, że niepowołana osoba wchodzi do sali...

Była w kropce.

A jakby tego było mało, zauważyła otwarte drzwi do pustej sali, a w niej Roberta zachłannie całującego niewielką blondyneczkę w okularach, a jego ręka wyraźnie szukała pokaźnych gabarytów praktykantki. No pięknie, zboczeniec w grupie!

Powstrzymując się przed wtargnięciem do sali i przerwaniem spotkania studentów, pchnęła dalej wózek i już po chwili stanęła przed szerokimi drzwiami oznaczonymi wielką, tłustą ósemką.

Wejdź tam, zrób co musisz i wyjdź.

No tak, gdyby to było takie łatwe!

Krótkie pchnięcie drzwi i już po chwili ogarnął ją zapach klinicznej czystości.

***

Draco leżał w łóżku wpatrując się tępo drzwi, przez które już dawno miał ktoś wejść. Miał nadzieję, że przyślą mu jakąś pielęgniareczkę z serii takich, które robią się mokre już na jego widok, a są łatwe i niebrzydkie. W końcu jest tylko facetem i tylko Malfoyem. Wyjątkowo znudzonym, należy dodać.

Już stracił nadzieję na jakąkolwiek rozrywkę, gdy usłyszał ciche skrzypnięcie i do środka weszła…

- GRANGER?! – jego wrzask wypełnił pomieszczenie i odbił się z echem od ścian. Tuż przed nim stanęła Hermiona Granger w stroju magomedyka. Zmieniła się nieco od czasów szkolnych, to fakt. Przede wszystkim była kobietą i miała wszystko co kobieta powinna mieć. Jedyne co się nie zmieniło, to burza loków, upięta w koka, czekoladowobrązowe oczy, patrzące na niego z rezerwą i chłodem (czyli jak zawsze) i delikatne piegi na nosie. No i doszła plakietka z napisem Hermiona Granger, ordynator.

- Miło cię widzieć w jednym kawałku, Malfoy… - ostatnie słowo wyrzuciła z siebie z czymś na kształt obrzydzenia i zatrzymała wózek. Wtedy blondyn doznał olśnienia.

Skoro to ona jest ordynatorką… Czy Granger mnie uratowała?

- Co ty tu robisz? – zapytał sucho świdrując grzebiącą w fiolkach kobietę.

- Przyjechałam na wakacje – parsknęła marszcząc brwi w zamyśleniu. Ignorowała go, a zarazem ostro ripostowała. Ignorancja zdenerwowała Dracona, a cięty język… Podniecił i zaimponował.

- Ach, a gdzie rudzielec? – uśmiechnął się złośliwie mając nadzieję, że kobieta choć na chwilę oderwie wzrok od starannie opisanych etykietek i spojrzy na niego.

- Siedzi sobie w domu z Lavender i pewnie je obiad – podniosła jedną z cieczy i uśmiechnęła się ze znużeniem. – Wypij to, później pomarańczowe, zielone, niebieskie i połknij te 4 tabletki – wskazała na niewielki spodeczek. – Później coś zjedz i zażyj resztę leków i wypełnij kartę przebiegu choroby, a gdy skończysz, prześlę ją do siebie – zlustrowała go szybko wzrokiem i westchnęła. – Rozumiesz?

- Nie zostaniesz przypilnować, żebym wziął odpowiednie eliksiry w odpowiedniej kolejności? – blondyn uniósł znacząco brew i poklepał krzesło obok siebie.

- Nie potrafisz zapamiętać kilku kolorów? – spytała kąśliwie. – Biały, pomarańczowy, zielony, niebieski i tabletki, kolory chyba znasz – zironizowała i odwróciła się, żeby wyjść.

- Ach, ale jeśli się przypadkiem pomylę, mogę pozwać św. Munga o niekompetencję ich chluby, ordynatorki, samej Hermiony Granger – uśmiechnął się złośliwie, w głębi duszy układając plan działania. Kobieta odwróciła się powoli i wbiła w niego zabójczy wzrok.

- Dobrze więc – wysyczała. – Jako chluba św. Munga, ordynatorka Hermiona Granger, zostanę i dopilnuję, żebyś ty niczego nie pomylił – pochyliła się nad nim i wycedziła mu prosto w twarz ostatnie słowa, po czym usiadła na krześle i wzięła kartę pacjenta do ręki.

A Draco w głębi duszy triumfował, miał bowiem plan, żeby poskromić tę cholerną gryfonkę. Skoro on musi poślubić Astorię, chce przynajmniej udowodnić sobie, że może zdobyć każdą. Nawet samą Hermionę Granger.


---------
 Hej wszystkim, wreszcie druga część (i nie ostatnia!) miniaturki :D Zebrałam się i ją napisałam, trochę późno - fakt, ale nie mogłam zasnąć :/ Jutro pewnie będę nieprzytomna i nie będę uważała na lekcjach, ale chrzanić to :) 
Miniaturka miała wyglądać inaczej, ale... Mogę z niej zrobić 18+. Muszę jednak wiedzieć, czy taka Was ucieszy, więc koniecznie piszcie w komentarzach, co chcecie :)
Kolejny rozdział pojawi się naprawdę wkrótce, na usprawiedliwienie powiem tylko, że mam 2 konkursy przedmiotowe w tym tygodniu (traktuję je poważnie) i nie chcę ich zawalić :) Tak więc PROSZĘ trzymajcie kciuki w czwartek i piątek ^^
Jeśli są jakieś błędy, przepraszam, jest za późno i mózg nie funkcjonuje jak powinien ;)
Pytania na aska (link w Informacjach) :)

Buziaki! :*
Alicia*

Ps. Dzięki za ponad 10 000! Kocham Was! :*