Po niemiłej wizycie Dracona Leonard unikał Hermiony jak
ognia. Zamykał się w przeznaczonym dla niego pokoju gościnnym i nie wychodził
nawet po jedzenie, przywoływał je zaklęciem. Nie chciał jeszcze bardziej
denerwować dziewczyny, ale sumienie podpowiadało mu, że powinien z nią
porozmawiać. Nie wiedział niestety, jak zareaguje szatynka, co bardzo go
trapiło. A co jeśli się na mnie
zdenerwuje i wyrzuci?
Załamany tą wizją postanowił przemknąć się do łazienki i
wziąć prysznic. Delikatnie uchylił drzwi, upewnił się, że na korytarzu nikogo
nie ma, i cicho wyślizgnął się z pokoju. Była już późno, bo dochodziła 23.00,
ale zauważył palące się światło w salonie. Przystanął na chwilę i stoczył
krótką bitwę z myślami.
Pogadać z nią?
Nie chcę jej
zdenerwować…
A może się ucieszy?
Zachowałem się
okropnie.
Przeprosić?
Ale czy przyjmie
przeprosiny?
CHOLERA JASNA,
ZACHOWUJĘ SIĘ JAK IDIOTA!
Wreszcie Leonard podjął decyzję i szybkim krokiem ruszył w
stronę salonu. Gdy stanął w progu, zawahał się przez sekundkę, ale w końcu
wszedł do środka. Wtedy ujrzał Hermionę. Siedziała po turecku na kanapie i
uważnie czytała jakąś grubą książkę. Włosy podpięła czarną spinką tak, że nie
opadały jej na oczy i nie przeszkadzały w czytaniu. Wyglądała ślicznie,
zupełnie inaczej niż wszystkie kobiety z którymi Leonard się spotykał. Amanda,
będąca niewątpliwie piękną kobietą, nie miała „tego czegoś”, co mężczyzna
widział u panny Granger. Cały czas zastanawiał się dlaczego tak długo była
samotna…
- Hermiono, możemy porozmawiać? – spytał ze skruchą w
głosie, a dziewczyna oderwała się od lektury i spojrzała na niego.
- Oczywiście… - zmarszczyła ze zdziwieniem brwi, ale
odłożyła książkę. Leonard usiadł obok niej tak blisko, że czuła jego ciepło i
odruchowo się zarumieniła.
- Przepraszam za tę sytuację z Malfoyem… -westchnął cicho. –
Zachowałem się jak totalny kretyn i rozumiem, że możesz być na mnie zła…
- Zła? – Hermiona zaśmiała się cicho. – Za to, że
przywaliłeś Malfoyowi? Ja też miałam ochotę zdzielić go po tej pięknej buźce, i
to niejeden raz – dodała z iskierkami w oczach, a szatyn zrobił głupią minę.
- Ale.. Ja myślałem… - przerwał na chwilę zastanawiając się
co powiedzieć. – To dlaczego przyłożyłaś mu potem lód?
- No… - rumieniec na twarzy kobiety stał się bardziej
intensywny. – Z przyzwyczajenia – wydukała wreszcie, a Leo pokiwał głową ze
zrozumieniem. Dlaczego ja mu właściwie
dałam ten lód? – dopiero teraz dotarło do niej co zrobiła. Chociaż z
drugiej strony dlaczego nie? Czy taki drobny gest był podejrzany?
Zapadła krępująca chwila ciszy. Każdy pogrążył się w swoich
myślach i nie śmiał przerwać tego milczenia. Hermiona wpatrywała się w kominek,
a Leonard w swoje splecione dłonie.
- O co się pokłóciliście? – dziewczyna wyrwała szatyna z
zamyślenia. Gdy spojrzał na nią ze zdziwieniem dodała – No wiesz, tamtego dnia
w lesie…
- Ach – rzucił krótko, a na jego twarzy pojawiła się nutka
smutku. Nie lubił opowiadać tej historii, niosła ze sobą wiele emocji i
bolesnych wspomnień. Za każdym razem odpowiadał „Stara historia”, ale dziś
poczuł potrzebę wyżalenia się. Brązowooka budziła w nim zaufanie, choć znał ją
dopiero tydzień. – Podczas wojny śmierciożercy porwali wiele osób, jedną z nich
była Elisabeth Sherman, dziewczyna w moim wieku ucząca się w Bouxbotons. Była
piękna, a w dodatku pochodziła z najbogatszej rodziny w całej Francji, więc
trafiła prosto do najwyższego kręgu… - w jego oczach pojawiły się łzy, a
Hermiona nieznacznie objęła go ramieniem. – Oni… Te dziewczyny musiały znosić
okropne rzeczy… Były bite, gwałcone, poniżane, głodzone i traktowane jak
najgorsze ścierwo. A Elisabeth miała pecha i trafiła do Lucjusza Malfoya –
urwał na chwilę i spojrzał kobiecie w oczy. Jej pocieszający wzrok podniósł go
nieco na duchu, więc drżącym głosem kontynuował. – On był najokrutniejszy ze
wszystkich. Po trzech dniach zrobił z niej marionetkę w opłakanym stanie.
Musiałaby znosić ten horror niewiadomo jak długo, gdyby nie Draco – Hermiona wytrzeszczyła
oczy, co nie uszło jego uwadze. – Znaliśmy się dość długo, a ja nie stałem po
żadnej stronie w tej wojnie, więc kazał mi zabrać dziewczynę z ich głównej
kwatery i uciec z nią na skraj Zakazanego Lasu. Mieszkaliśmy w tym domku dwa
tygodnie, a ja nie spuszczałem jej z oka nawet na minutę. Wszędzie chodziliśmy
razem i ja… - znów urwał na chwilę. – Pokochałem ją. Aż pewnego razu poszedłem
do lasu upolować coś do jedzenia, ale ona chorowała i musiała zostać. Gdy
wróciłem, była martwa. Lucjusz Malfoy rzucił na nią zaklęcie namierzające i
śledził nas, by ją zamordować.
Hermiona spojrzała mu prosto w oczy i przytuliła jeszcze
mocniej. Nie wiedziała dlaczego to robi, po prostu czuła, że on tego
potrzebuje. Siedzieli tak wtuleni w siebie, a ciepło bijące od drugiej osoby
pozwalało im stawić czoła powracającym wspomnieniom.
Gdy minęło pół godziny, zasnęli razem trzymając się nawzajem
kurczowo, spragnieni bliskości drugiego człowieka.
***
Drzwi do gabinetu otworzyły się z cichym zgrzytem i do środka
wszedł Draco Malfoy. Poprawił swoją marynarkę i podszedł do biurka, przy którym
siedziała Minerwa McGonaggal lustrująca go wzrokiem. Musiała przyznać, że młody
Malfoy bardzo się zmienił. Zamiast ironicznego uśmieszku, na jego twarzy
widniał obojętny wyraz twarzy podszyty prawdziwym szacunkiem. Jego rysy
wyostrzyły się i stały się bardziej dorosłe, co dodało mu powagi. A tak niedawno był jeszcze dzieckiem…
- Witam pani profesor – powiedział beznamiętnym tonem
mężczyzna siadając na krześle. – Nie mam zbyt wiele czasu, więc zacznę od razu.
Dowiedziałem się od prywatnej doradczyni ministra, że morderca wysłał list z
żądaniem jakiejś rzeczy. Jeśli nie dostanie tego szybko, zacznie mordować
zakładników. Jako podpis dał pieczęć z czaszką na klepsydrze.
- Wiesz czego zażądał? – kobieta ściągnęła usta w wąską
linię, jak to miała zwyczaj robić, gdy myślała. – Przedmiotu, dokumentu…
- Nie – przerwał jej blondyn. – Podejrzewam, że chodzi o
Granger – dyrektorka zmarszczyła ze zdziwieniem brwi.
- Hermiona Granger? – wyszeptała, a w jej oczach błysnął
strach. Popatrzyła poważnie na mężczyznę. – Jesteś pewien? – jej ton drżał z
przerażenia.
- Tak, minister kazał mi zaprowadzić ją w jakieś miejsce,
gdy o to poprosi. Nie sądzę, żeby to był zbieg okoliczności – mruknął.
Minerwa wstała i podeszła do dużej przeszklonej szafki z
fiolkami i wyszeptała coś, po czym machnęła różdżką, a drzwiczki się otworzyły.
Drżącą dłonią sięgnęła w głąb i wyciągnęła zakurzoną fioleczkę ze srebrnym
płynem w środku, podpisaną „Severus”. Wróciła do biurka i zaczęła przegrzebywać
dolną szufladkę. Wreszcie znalazła mały rulonik zapieczętowany znakiem Hogwartu
i wręczyła go wraz z fiolką Draconowi.
- W fiolce znajduje się wspomnienie Severusa, w którym
wszystko jest wyjaśnione – szepnęła. -
Obejrzyj je w domu, bez żadnych świadków, a później je zniszcz,
rozumiesz? – chłopak pokiwał głową. – Na pergaminie zapisane jest miejsce, do
którego będziesz musiał się udać, a także wszystkie instrukcje. Nie otwieraj go
dopóki nie wyruszysz w podróż, nie możesz pozwolić, żeby wpadł w niepowołane ręce – spojrzała na
niego z troską. – A teraz idź, nie mów nikomu o tej rozmowie.
Blondyn schował przedmioty do kieszeni i ruszył w stronę
wyjścia. Gdy otworzył drzwi, usłyszał jeszcze zaniepokojony głos Minerwy:
- Nie daj się zabić Draco.
***
Ogromna, kamienna sala wypełniona była ludźmi ubranymi w
krwistoczerwone peleryny. Wśród tłumu panowało zaniepokojenie i ekscytacja
jednocześnie, powietrze aż wibrowało od tych emocji. Ciche szepty wypełniały
zimną komnatę odbijając się echem od szarych ścian. Wszyscy patrzyli w jeden
punkt – wielki, czarny tron stojący na środku. Nie był to zwykły tron, jego
czerń miała tak intensywny odcień, że patrząc na nią czuło się jakąś
niezdefiniowaną grozę. W pokoju panował półmrok rozświetlany jedynie niewielką
liczbą świeczek wiszących w powietrzu. Amber przecisnęła się przez kilka rzędów
ludzi i stanęła obok przyjaciela.
- Co się dzieje? – wyszeptała najciszej jak potrafiła. –
Przecież niedawno było zebranie…
- Mają zabić kogoś z zakładników – ton mężczyzny wyrażał
chorą ekscytację. – Cicho, zaczyna się – dodał, gdy do środka wkroczył
mężczyzna w czarnej szacie zakrywającej twarz. Amber na ten widok przeszły
ciarki, doskonale pamiętała tę sylwetkę…
- Drodzy poddani! – jego głos wypełnił całą salę, a tłum
zamilknął. – Dziś odbędzie się publiczna egzekucja jednego z zakładników.
Minister Magii nie wywiązał się z umowy, więc z każdym dniem zwłoki ginął
będzie jeden zakładnik. Uroczystość czas zacząć! – na twarzach zebranych
pojawiło się wyczekiwanie. Mężczyzna usiadł na tronie, a do Sali weszli
strażnicy niosący związaną nagą brunetkę. Była to młoda kobieta z ostrymi, ale
seksownymi rysami twarzy. Na jej bladej twarzy malował się strach. Strażnicy
wnieśli ją do sali i za pomocą czarów zawiesili w powietrzu. Mężczyzna w czarnej
pelerynie wstał i powoli podszedł do kobiety. Wyciągnął spod szaty nóż i
delikatnie przejechał po nim opuszkami palców. Pochylił się nad uchem kobiety i
ściągnął jej knebel, po czym wyszeptał:
- Możesz krzyczeć do woli złotko.
Przejechał dłonią po płaskim brzuchu kobiety i przyłożył do
niego nóż. Sprawnym ruchem przeciął skórę i zaczął wycinać znak – klepsydrę z
czaszką na wierzchu. Kobieta zaczęła krzyczeć z bólu, lecz im głośniej to
robiła, tym głębiej wbijał nóż. Cała sala przypatrywała się temu w milczeniu.
Gdy wreszcie mężczyzna skończył, odrzucił nóż w głąb sali i znów pochylił się
nad ofiarą.
I wtedy zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. Szybkim
ruchem wbił się w tętnicę kobiety i zaczął pić jej krew.
Ich władca był wampirem.
----------
Hej, wreszcie przybywam z nowym rozdziałem! :D Początkowa koncepcja była nieco inna, ale w tak wygląda efekt końcowy :) Nie jestem zbytnio z niego zadowolona, moim zdaniem jest zbyt brutalny, ale nie mogłam pominąć ostatniej sceny :/ Nie wiem dlaczego to zrobiłam, chyba dlatego, że czytałam ostatnio obrzydliwy horror, bleh! :< Postaram się robić nieco łagodniejsze rozdziały, bo wiem, że nie każdy lubi brutalność ;)
Co do Leonarda - wiem, że chcecie mnie zabić :D Ale nie martwcie się, od kolejnego rozdziału zaczyna się prawdziwe Dramione :D
Co do Leonarda - wiem, że chcecie mnie zabić :D Ale nie martwcie się, od kolejnego rozdziału zaczyna się prawdziwe Dramione :D
Pytania jak zwykle kierujcie na ask.fm ;) Odpowiadam na wszystkie.
Buziaki i cieszcie się ostakiem wakacji! :*
Alicia*