Gdy budzik zadzwonił głośno, Hermiona zerwała się z łóżka
obijając sobie przy tym boleśnie rękę.
- Cholera – syknęła i walnęła budzik, po czym opadła z rezygnacją
na łóżko. Dziś musiała wstać o 6.00, ponieważ o 8.30 miała się spotkać z ministrem
magii. Nie miała pojęcia o co chodzi, ale raczej nie chciał z nią po prostu
pogadać. Od początku nienawidziła tego człowieka i zastanawiała się jakim cudem
jeszcze utrzymuje się na tej posadzie. Musi
być sprytny – pomyślała i niespiesznie wyszła z pokoju.
Cichutko zapukała do pokoju gościnnego, aktualnie
zajmowanego przez Laurę i weszła do środka. Dziewczynka wyglądała jak aniołek z
blond włoskami, różowymi usteczkami i pięknymi, niebieskimi oczami. Jednak ta
na pozór niewinna dziecinka okazała się być bardzo inteligentną i dojrzałą jak
na swój wiek. Hermiona zaczęła ją nawet lubić, z wzajemnością o czym nie
wiedziała.
- Wstawaj Lauro – potrząsnęła delikatnie ramieniem małej, a
ta leniwie rozsunęła powieki. – No już śpiochu, zawożę cię do Gin – uśmiechnęła
się widząc zdezorientowaną minę blondynki.
- Do Ginny? – ziewnęła przeciągle. – Dlaczego mi nie
powiedziałaś?
- Ach, pilne wezwanie – kobieta uśmiechnęła się tajemniczo.
Od kiedy dziewczynka pojawiła się w jej mieszkaniu, coraz częściej się
uśmiechała, ale robiła to nieświadomie. – No wstawaj, spieszę się – zerwała kołdrę
i nie zważając na reakcję małej ruszyła do łazienki.
Po wzięciu szybkiego i orzeźwiającego prysznica założyła
jedne z bardziej eleganckich rzeczy – czarną plisowaną spódnicę do kolana i
białą bluzkę z koronkową wstawką. Spojrzała w lustro i sięgnęła po kosmetyczkę.
Nałożyła nieco fluidu, pudru po czym podkreśliła oczy tuszem i kredką, a na
koniec pociągnęła usta brzoskwiniową pomadką. Zadowolona z efektu rzuciła
zaklęcie utrwalające i spięła magicznie włosy we francuza. Gdy weszła do
kuchni, czekała na nią uśmiechnięta, ale wciąż ziewająca Laura.
- Przygotowałam pani kawę – pokazała niewielką filiżankę na
stole, a Hermiona szczerze się uśmiechnęła.
- Mów mi Herm, złotko – pogłaskała zdziwioną małą po głowie
i wypiła łyk kawy. Była dokładnie taka, jaką lubiła – czarna mocna espresso. –
Dziękuję – dodała i popatrzyła badawczo na dziewczynę. – Idź się umyć, a ja
zrobię ci śniadanie.
Mała posłusznie ruszyła do łazienki, a kobieta uśmiechnęła
się pod nosem. No, tego by się nie spodziewała. Musiała zauważyć, że lubię małą czarną. – pomyślała czując, że ta
mała istotka wzbudza w niej sympatię.
***
Draco obudził się i poczuł, że coś miękkiego łaskocze mu
twarz. Zamrugał ze zdziwieniem oczami, a gdy obraz stał się wyraźny, zobaczył,
że to blond włosy leżącej obok kobiety. Ach
tak, Amanda… - zmarszczył brwi i podniósł się na łokciach – Cheney! Po chwili na jego twarzy pojawił się grymas
niezadowolenia. Musiał jeszcze przez jakiś czas udawać zainteresowanego,
inaczej ze „śledztwa” nici. Owszem, Amanda należała do kobiet pięknych,
zadbanych i zgrabnych, ale jednak… Draco wolał szatynki. Na przykład Granger? – zawołał złośliwy głosik w jego głowie, a on
ze złością zacisnął pięść. Czy podobała mu się Hermiona Granger? Jest cholernie seksowna – przyznał sam
sobie. – Ale jest też nieznośna, a to
wszystko chrzani. A tak właściwie dlaczego ja o niej myślę? Potrząsnął głową i przybrał uwodzicielską
minę, po czym zdecydowanym ruchem przyciągnął do siebie Amandę. Nie miał
zamiaru grać delikatnego, a zeszłej nocy przekonał się, że bardzo podniecają ją
wszelkie akty agresji. Ciekawe czy
Granger by jęczała, gdybym bił ją batem… Jego wyobraźnia powoli odpływała,
ale uświadomił sobie, że trzyma blondynkę za nadgarstek.
- Wstajemy kotku – wyszeptał ostrym, a zarazem seksownym
głosem po czym mocno ugryzł płatek ucha kobiety, na co ona zareagowała zduszonym
piskiem.
- Draco, chcę więcej – wychrypiała, a na jego twarzy pojawił
się paskudny uśmieszek triumfu. Nawet zbytnio się nie starając potrafił
doprowadzić kobiety do szału i był tego świadom. Jednak okres na podrywanie
wszystkich, jak popadnie minął mu już dawno, teraz robił to w wyjątkowych
przypadkach.
- Dostaniesz, jeśli mi coś powiesz – wymruczał jej do ucha,
po czym brutalnie odwrócił ją na drugi bok. – Co wiesz o sprawie w Teatrze
Wielkim?
- Hmm… - zmarszczyła w skupieniu brwi czując, że puls
przyśpiesza pod wpływem bliskości mężczyzny. – Nie wszyscy zostali zabici, jest
wielu zakładników. Sprawca napisał o tym w liście do ministra i nie podpisał,
przybił jedynie pieczęć z czaszką na klepsydrze.
- Liście? – przerwał jej Draco. – Powiedz mi co w nim
napisał – rozkazał tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Ach, zagroził Rufusowi, że jeżeli nie dostanie czegoś do
końca roku, zabije wszystkich zakładników i
porwane sławne osoby – odparła spokojnie.
- Czego? – spytał szczerze zdziwiony blondyn.
- Nie wiem, w liście napisane było „doskonale wiesz o co
proszę” – powiedziała, po czym spojrzała w oczy mężczyzny i na nowo zapłonęła w
niej żądza. – Powiedziałam wszystko, teraz nagroda – uśmiechnęła się lubieżnie.
- Oczywiście – wysyczał Draco z ironią, ale ona jej nie
wyczuła. W głowie miał jeden wielki mętlik, ale uznał, że warto było się
poświęcić dla takich informacji. Westchnął cicho i powoli polizał szyję kobiety
czując jak jej serce zaczyna szybciej bić.
***
- Witam panno Granger, jak zwykle przyszła pani punktualnie –
Rufus wygiął usta w fałszywym uśmieszku i wskazał fotel naprzeciwko.
- Witam ministrze – odparła oschle Hermiona sztyletując
wzrokiem lekko siwego już mężczyznę. – Proszę bez owijania w bawełnę przejść do
rzeczy – mruknęła ignorując jego rozbawioną minę.
- Ale skąd ten pośpiech? – spytał swobodnym tonem, a Herm
poczuła, że krew ją zalewa. No tak,
mogłam ugryźć się w język, teraz będzie rozwlekał spotkanie.
- Chciałabym zdążyć do pracy choćby na kilka godzin –
zmusiła się do beznamiętnego tonu, a nawet krzywego półuśmiechu.
- Ależ jest pani w pracy – ton Rufusa był prawie beztroski,
ale kobieta podniosła pytająco brew nie mogąc wykrztusić ani słowa. – Ach, od
dzisiaj pracuje pani dla mnie – dodał stanowczym tonem.
- Nie przypominam sobie, abym składała u pana podanie –
odgryzła się kąśliwie szatynka wciąż zastanawiając się co ten człowiek
kombinuje. Spodziewała się, że zdenerwuje go ta uwaga, lecz on jedynie zaśmiał
się szczerze.
- Ach, panno Granger – pokręcił głową i zabębnił palcami o
stolik. – Jestem ministrem magii i gdy mówię, że od dziś pracuje pani dla mnie
nie pytam pani o zdanie – popatrzył na nią znacząco, ale ona uparcie milczała z
założonymi rękami. - Nie ma pani wyboru.
- A jeśli odmówię?
- Ach, równie dobrze mogłaby pani popełnić samobójstwo –
odparł i uśmiechnął się złośliwie, a Hermiona wiedziała co to oznacza. Zniszczy mi życie. Nie znajdę wtedy pracy,
mieszkania i sprawi, że będę znienawidzona – poczuła jak strach ściska ją w
gardle. O co więc mu chodzi? – Jako,
że jest pani magomedykiem dziś uleczy pani jednego z naszych ludzi, a kolejne
zadania podam pani później – udzielił jej wszystkich potrzebnych instrukcji, a
ona w milczeniu słuchała. Wiedziała, że walka z tym człowiekiem jest niemożliwa
i nie chciała go denerwować. W końcu
jestem teraz zdana na jego łaskę.
Gdy skończył, zadała kilka pytań dotyczących pacjenta, lecz
on milczał co do jego tożsamości. Nie naciskała więc, czując, że i tak się tego
dowie. Wreszcie minister wstał i ruszył w kierunku wyjścia, a ona podążyła za
nim. Miał ją zaprowadzić do chorego. Gdy wsiadała do ekskluzywnej limuzyny
myślała już tylko o jednym – kim jest mój pacjent?
***
- Zimno tutaj – mruknął Ron otulając się ciaśniej kurtką i
patrząc z nadzieją na towarzysza. Stał na niewielkim schodku, a za jego plecami
rozpościerała się tablica z napisem „Wołgograd, stacja kolejowa” w kilku
językach. Otaczał ich tłumek ludzi poubieranych w kożuchy, kurtki lub inne
ciepłe rzeczy z ogromnymi walizkami u
boku. Wszyscy mieli zaczerwienione twarze od przeszywającego mrozu. Luty był w
tym roku wyjątkowo surowy w Rosji, ale dla przyzwyczajonych do łagodnego
klimatu obcokrajowców był nie do zniesienia.
- Ron, minister wyraźnie zaznaczył żadnej magii podczas
podróży! – warknął zdenerwowany Harry. Od półtorej godziny czekali na niejaką Nadię,
która miała im podać szczegóły misji, ale nie było na dworcu żadnej kobiety
pasującej do opisu. – Mnie też jest zimno, więc ogarnij się i nie marudź –
dodał już nieco ciszej, co rudy skwitował cichym „Jasne”.
Brunet spojrzał na pokryty śniegiem zegar, po czym znów
rozejrzał się po dworcu, ale tym razem dostrzegł nową osobę. W ich stronę szła
wysoka, szczupła kobieta z wąską twarzą o mocnych, orientalnych rysach. Miała
bardzo wąskie usta i wyraźnie zadarty nos, a na bladej cerze wyraźnie odcinały
się duże rumieńce. Czarne jak smoła włosy, ukryte częściowo pod ciemnofioletową
czapką, sięgały jej łopatek i opadały luźno na grube futro. Było ono tak długie,
że prawie nie było widać czarnych skórzanych spodni wciśniętych w czerwone
kozaczki. Może nie wygląda na Rosjankę, ale
na pewno ubiera się jakby nią byłą – pomyślał Harry, a kamień spadł mu z
serca, ponieważ jej pojawienie się oznaczało koniec czekania. Delikatnie
szturchnął Rona i skinął w stronę kobiety.
- Wy musicje byc Harry Potter i Ron Łizli! – w jej głosie
słychać było ekscytację. – Ja przepraszam, ale moje auto utknięło w zaspa –
westchnęła i uśmiechnęła się przepraszająco. – Nje pamiętam kiedy ja się tak
zmęczyć.
- Nic się nie stało – przerwał jej Harry i odwzajemnił
uśmiech, po czym podniósł swoją walizkę. – Prowadź nas, bo zamarzliśmy – dodał,
a gdy kobieta odwróciła się i ruszyła przed siebie, szepnął Ronowi na ucho –
Bądź miły.
***
Nie wiedziała gdzie się znajduje, co się stało, ani co ma
się stać. Czyli po prostu nie wiedziała nic. Siedziała w ciasnym, brudnym
pomieszczeniu czując jak ciasne liny boleśnie ściskają jej nadgarstki. Była
przerażona, ale nie krzyczała – wiedziała, że to pogorszy jedynie sytuację.
Oddychała powoli starając się uspokoić przyspieszone tętno, ale powietrze
śmierdziało stęchlizną, potem i krwią. Podpełzła bliżej wilgotnej ściany i
oparła o nią głowę, po czym westchnęła cicho. Jej ubrania, fryzura i makijaż
były w opłakanym stanie i gdyby ktoś ją teraz zobaczył, nie uwierzyłby, że to
Rita Skiteer. Gdy poczuła, że jej głowa stabilnie opiera się o ścianę, zamknęła
oczy i zapadła w niespokojny, płytki sen.
Obudziło ją szczękanie zamka i mdłe światło, które oślepiło
ją nieco. Przymknęła oczy, a gdy jej źrenice przyzwyczaiły się do światła,
ujrzała dwóch mężczyzn stojących w drzwiach. Mieli na sobie szare, bezkształtne
szaty, ale i tak widać było, że są potężnie zbudowani. Podeszli do niej i, nie
zważając na jej protesty, brutalnie podnieśli do góry za ramiona. Wynieśli ją z
sali i pociągnęli wąskim korytarzem oświetlonym nielicznymi pochodniami. Rita
zauważyła, że ściany są z muru, a także, że jest tu wilgotno i zimo. Lochy – pomyślała i poczuła gęsią
skórkę. – Byłam trzymana w lochach
jakiejś twierdzy lub zamku. Nie zdążyła jednak ocenić wieku twierdzy,
ponieważ strażnicy zatrzymali się przed masywnymi, drewnianymi drzwiami i
zapukali. Gdy inny strażnik otworzył je, bez słowa wepchnęli ją do środka i
puścili tak, że upadła boleśnie na lodowatą posadzkę. Delikatnie uniosła wzrok
i zobaczyła, że znajduje się w sali z licznymi prowizorycznymi łóżkami. Już
chciała wstać, gdy poczuła jak ktoś delikatnie łapie ją za ramię i pomaga.
Odgarnęła loki, by zobaczyć kto to. To, co zobaczyła zszokowało ją.
Przed nią stał słynny gracz quidditcha, jej znajomy, Tony
Pierce*.
Co on tu do cholery
robi?
*Tony Pierce – „Wszystkie sławne osoby zaczęły znikać!
Najpierw Rita Skiteer, później Emily Forrester, Tony Pierce…” – rozdział 5 tak
dla przypomnienia :D
----------
Witajcie kochani! Rozdział był planowany na późny
poniedziałek/wtorek, ale wena przyszła, Internet jest, więc po co Was trzymać
dłużej w niepewności? :) Ten rozdział
jest krótki, ale moim zdaniem nawet przyjemny ;) Postać Nadii jest głupia, ale
ona jest tylko epizodyczna. Przepraszam za ten pseudoakcent, ale pisałam to o 2 w nocy i nie znam rosyjskiego :)
Kolejny rozdział na pewno nie pojawi się przed moim powrotem, tak samo miniaturka na którą się zdecydowałam :)
Cieszcie się pogodą i buziaki! :*
Alicia*
Ps. Angusa odpowiedziałam na Twój komentarz i obiecuję, że nadrobię zaległości! :D
No dzieje się dzieje, akcja się rozkręca, fabuła coraz bardziej wciąga, a pytań znów więcej niż odpowiedzi, ale bardzo mi się to podoba :) Czekam na więcej! Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się, szczególnie wątek Rosjanki, chociaż ja bym jej wypowiedzi napisała w innej wymowie (uczę się rosyjskiego)na przykład zamiast ''przepraszam''napisałam bym izwinitje, powplatałabym rosyjskie słówka :) ale akcent napisałaś całkiem dobrze :) (choć w rosyjskim najczęściej mówią zmęcic zamiast zmęczyć
OdpowiedzUsuńAle się nie będę czepiać rosyjskiego :D
Ron mnie wkurza, ale już się przyzwyczaiłam :). Hmm Draco przyznaje się, że podoba mu się Herm :3
Ale u ciebie tyle tej tajemniczości :D
Czekam z niecierpliwością na rozdział 9
I jakbyś kiedyś szukała kogoś do napisania czegoś po rosyjsku chętnie pomogę :D
Zapraszam do mnie na http://hgdm-baby-i-wait-for-you.blogspot.com/
Zaintrygowało mnie twoje opowiadanie ;) W szczególności depresyjny stan Hermiony, który jest mi niestety dość bliski... Puki co wiele jest niejasności, wiele niedopowiedzianych spraw między bohaterami(np. dlaczego Draco kazał śledzić Nottowi Hermionę itd.) Nie mogę się doczekać konfrontacji Hermiony i Dracona^^
OdpowiedzUsuńpozdr
Wiem, że jest wiele niejasności, ale ja uwielbiam tajemnice i WSZYSTKO się wyjaśni :) Co do Notta, chyba łatwo się domyślić ;) Ale powtarzam - w razie pytań 39686893 chętnie odpowiem! :D A konfrontacja już za niedługo...
UsuńUwielbiam tajemnice! Czytanie Twojego bloga to czysta przyjemność :)
OdpowiedzUsuńTeoś <3
Jesteś mistrzynią akcji i ciekawych sytuacji .
Pozdrawiam, emersonn
potterowskie-co-nieco.blogspot.com
Nurtuje mnie ta zagadka z porwaniem. Najgorsze jest to, że doszłam do końca i nie wiem kompletnie co będzie dalej.
OdpowiedzUsuń