piątek, 7 marca 2014

Rozdział 13 - Jak ptak w złotej klatce (cz.1)

Ginny nie wiedziała co przeszkadzało jej zasnąć. Po dłuższym zastanowieniu doszła do wniosku, że to nie jest wina zbyt wysokiej temperatury, kawy, którą wypiła kilka godzin temu, ani już zabitego komara. Nie chodziło również o wiatr, który o tej porze roku w Londynie istotnie szalał wywracając kontenery i siejąc zniszczenie. Nie, to były błahostki.

Wstała i leniwie przeciągając się przetarła zmęczone oczy, po czym ruszyła w dół po schodach. Weszła do przytulnej kuchni urządzonej w rustykalnym stylu. Ściany i meble utrzymane były w beżowo - brązowo - kremowych tonach. Wciąż pamiętała jak długo spierała się o kolorystykę z Harrym. On upierał się przy kolorach natury - zieleni, niebieskim i krwistoczerwonym. Podeszła do szafki z kubkami i wzięła pierwszy z brzegu, w kształcie głowy lwa. Prezent od Harry’ego na jej urodziny. Dał jej go wtedy, gdy byli parą w Hogwarcie, z dołączoną karteczką “Dla mojej jedynej lwicy”. Uśmiechnęła się pod nosem i sięgnęła po herbatę. Karmelową. Harry zawsze taką pijał...

Nie zdążyła nastawić nawet wody, gdy zorientowała się, że myśli o Harrym w czasie przeszłym mimo, że rozstali się tylko na chwilę. A wraz z tym przyszło drugie oświecenie - nie mogła spać, bo tęskniła za Harry’m. Teraz, gdy miała go na osobność, nie mogła się pogodzić z faktem, że mogła go znów stracić. W listach Harry pisał, że to niegroźna misja, że jego zadaniem jest przeszukiwanie różnych ukrytych dziur, gdzie największym niebezpieczeństwem są zmutowane od eliksirów szczury. Pocieszające. Gdyby nie fakt, że mówił podobnie, gdy wyruszał na poszukiwanie horkruksów.

Usiadła w oknie, jak to miała w zwyczaju robić, gdy myślała, i wtuliła się w koc. Paskudny deszcz padał za oknem zostawiając smugi na szkle. Będzie ślisko - pomyślała, po czym parsknęła śmiechem. Mój mąż jest w Rosji robiąc Merlin wie co, a ja myślę o pogodzie. Zastanawiała się też, kiedy przyjdzie kolejny list. O ile w ogóle przyjdzie, bo nie miała żadnych wieści od 5 dni...

- Pani też ma koszmary? - cichy głos Laury był tak niespodziewany, że kobieta podskoczyła przestraszona.

- Słucham?

- Czy pani też śniły się koszmary? - dziewczynka powtórzyła pytanie i podchodząc z trzymanym kurczowo w dłoni misiem usiadła obok Ginny.

- Nie kochanie, nie mogłam zasnąć - rudowłosa uważnie przyjrzała się dziewczynce. Włosy miała upięte w warkocza i ubrana była w za luźną pidżamę. Wpatrywała się beznamiętnie za okno, całkiem jakby coś obserwowała. - O jakich koszmarach mówisz?

- Co noc je mam. Widzę w nich czarnowłosego chłopca stojącego na skrzyżowaniu dróg - obojętność w głosie Laury sprawiła, że kobieta dostała gęsiej skórki.

- Co ten chłopiec robi, kochanie? - głos Ginny wyrażał czyste zaniepokojenie.

- Śmieje się.

***

Nie jest źle. Dochodzi południe, a Granger wciąż spokojnie śpi.

Rezydencja Malfoy’ów w Simrishamn wyróżniała się wśród innych stylem. Nie był to ogromny, przepełniony bogactwem i przepychem pałac, lecz dwupiętrowa willa umieszczona tuż nad urwiskiem. Niegdyś należała ona do “wyrzuconej” z rodziny prababki Malfoya, tej ze strony matki, więc wyposażenie miało ponad 200 lat. Fakt, że położona była ona w Szwecji, gdzie było raczej chłodno, sprawił, że nie była ona odwiedzana przez Lucjusza i Narcyzę. Zaszyta, cicha, zapomniana. To, czego teraz potrzebował.

Oczywiście zdawał sobie sprawę, że każda aportacja zostawia ślad, a dla ludzi takich jak minister magii odnalezienie ich było błahostką. Przewidział to w swoim planie. Miał zamiar podróżować pieszo z Granger po teleportacji w miejsce oddalone o 150 km od Lackok. Powinno wystarczyć pod warunkiem, że ta uparta gryfonka zgodzi się na całkowite nieużywanie magii. Jedno zaklęcie i po nich.

Dopalił papierosa i rzucił go w przepaść, po czym poświęcił chwilę śledząc jego lot. Fascynujące. Zanim odwrócił się na pięcie, sprawdził szybko godzinę - była 12.30, a to oznaczało, że mała dawka eliksiru nasennego, którą dał Granger przestawała działać. Czas się przygotować.

Podszedł do lustra wiszącego samotnie w holu i poprawił potargane nieco przez wiatr włosy. Upewnił się, że mankiety garnituru są nieskazitelne, wywinął kołnierz, rozpiął guzik i, co najważniejsze, złożył na nowo chustkę, po czym idealnie włożył ją do kieszeni. Po sprawdzeniu jeszcze kilka razy, czy wszystko jest na swoim miejscu, wszedł do kuchni i kilkoma machnięciami różdżki sprawił, że wszystkie produkty wyfrunęły z szafek i ustawiły się w rządku na długim stole. Kawa, naleśniki i owoce - czy istnieje lepszy zestaw na śniadanie dla kobiety? Zadbał o to, aby w kawie znalazły się 3 krople eliksiru uspokajającego, nie chciał odpierać ataku Granger. Kolejne machnięcie różdżką i taca wzniosła się w powietrze, a Draco ruszył do wyjścia. Stop, jeszcze woda z eliksirem na kaca. Idealnie - pomyślał i z uśmieszkiem ruszył na górę

----------
Hej wszystkim :) Tak, wstawiam połówkę rozdziału. Krótkie jest to coś i mnie nie zadowala, a blogger odmawia posłuszeństwa z formatowaniem tekstu, ale zawsze to jakiś start po kilku miesiącach. Jestem chora, jeśli kogoś to interesuje :D Nie zabijcie mnie za tak długą przerwę, błagam. Ale nie mogę obiecywać że będę regularnie pisać. Taka już jestem - niestabilna :/ No, to tyle. Mam nadzieję że ten skrawek Wam się podobał.
Buziaki!