Zszokowana Hermiona odsunęła się do tyłu potykając się przy
tym. Czy Teodor Nott właśnie mnie
uratował? Wyglądało na to, że tak. Ostrożnie podniosła wzrok i spojrzała w
oczy mężczyzny. Były takie same jak w szkole – czarne i okrutne, więc dlaczego
jej pomógł? Jakby tego było mało, ślizgon delikatnie podniósł ją z ziemi i
spytał:
- Zrobił ci coś? – jego ton wyrażał zdenerwowanie.
- Nie – wymamrotała Hermiona wyraźnie zmieszana zachowaniem
Teodora. W głowie miała mętlik i chciała to wszystko przemyśleć na spokojnie. –
Dzięki – uśmiechnęła się słabo. Może to jest jej były wróg, ale podziękować
musi.
- Nie ma sprawy – chłopak puścił jej ramię, które do tej
pory mocno trzymał i rozejrzał się nerwowo. – Akurat przechodziłem w pobliżu…
Dziwny zbieg okoliczności. – starał się ukryć kłamstwo uśmiechem. Ona nie może się dowiedzieć… Chociaż to jest
pieprzona Granger – wiem wszystko… - Chodź, odprowadzę cię – dodał i nie
pozwalając Hermionie nic powiedzieć wziął ją pod ramię.
Droga do mieszkania szatynki minęła spokojnie, ale
dziewczyna zauważyła, że Nott zachowuje się bardzo dziwnie… Co chwilę rozglądał
się wokoło, a gdy ona patrzyła na niego uśmiechał się nerwowo. Coś tu jest nie tak… Hermiona czuła, że
chłopak nie przechodził w pobliżu przypadkowo. No bo jaki czarodziej, a szczególnie czystej krwi, chodzi po mugolskiej dzielnicy, w której nie ma
ani jednego klubu, ani nawet baru? Nie, on nie mógł sobie tak po prostu
spacerować… Z zamyślenia wyrwał ją dopiero głos mężczyzny mówiącego, że dotarli
na miejsce. Pożegnali się krótko, a gdy zamknęła drzwi do mieszkania, postawiła
sobie jeden cel – dowiedzieć się o co chodzi. I właśnie z taką myślą położyła
się do łóżka i wyjątkowo szybko zasnęła.
***
Harry szedł wąską uliczką prowadzącą do jego domu. Wokoło
panowała cisza i spokój, nie bez powodu zdecydował się na kupno domku właśnie w
tej okolicy. Nie musiał długo jechać do centrum Londynu, a do ministerstwa
podróżował siecią Fiuu, co było dużym atutem nieruchomości. Mijał właśnie
błękitny budynek przedszkola, do którego mieli zamiar posłać Jamesa. Wraz z Ginny
rozważał zapisanie synka do magicznego przedszkola, ale stwierdzili, że jest to
zbędne. Gdy budynek został już w tyle, zauważył ogromny neon restauracji, w
której czasami jadał obiady. W sumie był głodny, podczas „miłego” pobytu na
komisariacie nie zdążył niczego zjeść… Nie wiedział jednak jak zareaguje Ginny.
Chyba nie będzie zadowolona. Podrapał
się po głowie. Ale łatwiej będzie mi
znieść jej ochrzan, gdy nie będę głodny. Tak, to dobry pomysł. Uśmiechnął
się sam do siebie, po czym skręcił w żwirową alejkę prowadzącą do dużych drzwi.
Tymczasem schowana za drzewkiem Laura obserwowała uważnie
każdy ruch bruneta. Musiała z nim porozmawiać, jednak nie wiedziała jak. Gdy
wszedł do restauracji odetchnęła z ulgą. Teraz już miała ułatwione zadanie, w
środku nie było wielu klientów, więc mogli spokojnie porozmawiać. Ale co mu powiem? Że widziałam go jak biegł
przez miasto, później byłam goniona przez dwóch zbirów, aż wreszcie znów
spotkałam go na komisariacie? Albo uzna mnie za wariatkę, albo wysłucha… Po
długiej bitwie z myślami, dziewczynka wyszła zza konara i odważnie ruszyła w
stronę restauracji. Pchnęła duże drzwi, a do jej nozdrzy doleciał przyjemny
zapach pizzy, spaghetti i frytek. Rozejrzała się i zauważyła, że tylko 4
stoliki były zajęte, brunet siedział przy oknie i zajęty był wpatrywaniem się w
menu. Odetchnęła głęboko i ruszyła w jego stronę. Gdy stanęła tuż obok niego,
podniósł zdziwiony wzrok i spytał:
- Pomóc ci w czymś? – jego ton był przyjazny i zatroskany
jednocześnie.
- Ja muszę z panem porozmawiać – odparła piskliwym
głosikiem. Była bardzo zdenerwowana, ale podniosła teatralnie podbródek, co
mężczyzna skwitował miłym uśmiechem.
- Proszę, usiądź – wskazał jej siedzenie naprzeciwko. Cały
czas się uśmiechał, co dodało trochę odwagi dziewczynce. – Napijesz się czegoś?
- Ja nie mam pieniędzy – wymamrotała cichutko wbijając
zawstydzony wzrok w stolik.
- Nic nie szkodzi. To może sok? – dziewczynka pokiwała
głową, a mężczyzna skinął na kelnerkę i złożył zamówienie. Gdy odeszła,
pochylił się i cicho spytał – Więc o czym chciałaś porozmawiać?
- Ja… Drugiego lutego siedziałam sobie na placyku i nagle
zobaczyłam jak pan biegnie przez tłum z jakąś brązowowłosą panią. Kilka dni
później poszłam pod Teatr Wielki i tam spotkałam jakąś dziennikarkę, taką z
blond lokami i śmiesznie umalowaną, i spytałam ją co tam się stało, ale ona
była niemiła i mi nie chciała odpowiedzieć. Więc powiedziałam jej, że widziałam
jak jakiś chłopiec wychodzi z tego teatru bocznym wyjściem, a ją to
zainteresowało i tam poszłyśmy, ale… - tutaj urwała na chwilkę. – Jacyś
mężczyźni nas napadli i mi się udało uciec, ale ta pani tam została.
- To już koniec? – spytał Harry patrząc na małą osóbkę ze
zdziwieniem. Ta dziennikarka to Rita
Skiteer. Blond loki, śmieszny makijaż, niemiłe zachowanie… Wszystko pasuje…
Tylko jak ta dziewczynka uciekła?
- Nie, gdy
uciekałam, straciłam przytomność i znalazła mnie jakaś kobieta. Przywiozła mnie
na posterunek policji i tam zobaczyłam pana – skończyła i zaczęła uważnie
przypatrywać się mężczyźnie. O dziwo wysłuchał jej, a z wyrazu twarzy
odczytała, że jej wierzy. Na chwilę zapadło milczenie. Nagle Harry podniósł się
z miejsca i skinął na dziewczynkę.
- Chodź, porozmawiamy u mnie w domu – podał Laurze rękę. –
Nie bój się, nic ci nie zrobię – uśmiechnął się delikatnie, a blondynka nie
wiedząc dlaczego mu zaufała.
I tak nie miała nic do
stracenia.
***
Tego dnia w ministerstwie panował wyjątkowy chaos. To znaczy
chaos panował tam na co dzień, ale tego dnia był on spowodowany przybyciem
tajemniczego gościa. Tak tajemniczego, że każdy wiedział kim on jest. Zaczęło
się od tego, że podająca kawę sekretarka przechodziła obok gabinetu ministra
i podsłuchała jego rozmowę z gościem. Później poszło szybko – pobiegła do
koleżanek i opowiedziała im zdarzenie, te wyszeptały wiadomości do ucha kilku
aurorom i w ten sposób nim upłynęło pół godziny każdy w ministerstwie magii
wiedział, że po 4 latach Draco Malfoy powrócił i rozmawiał właśnie z ministrem magii. Oczywiście powstało mnóstwo
historii na ten temat, ale wszystkie były kłamstwami. Amanda, która została na
czas rozmowy wyproszona, obserwowała właśnie z politowaniem sekretarki, które
wciąż „przypadkowo” przechodziły obok drzwi do gabinetu ministra w nadziei, że
dowiedzą się czegoś, lub zobaczą bożyszcze - Draco Malfoya. I tak nie mają u niego szans, są zbyt
głupie. Uśmiechnęła się chytrze sama do siebie, gdyż to ona miała zamiar zapolować
na słynnego arystokratę.
Obiekt plotek siedział w głębokim fotelu obitym skórą, a nie
jedwabnym materiałem, co przyjął z lekkim grymasem. Spodziewał się po Rufusie
większych luksusów, ale nie było najgorzej. Popijał leniwie zimną wodę, gdyż
minister nie zgodził się podać alkoholu, jego zdaniem "źle wpływał na umysł" z
rana. Blondyn był innego zdania, ale musiał wytrzymać przez całe spotkanie bez
swojego ulubionego trunku. Scrieagomour cały czas mówił coś do gościa, ale ten
myślał właśnie o pięknej doradczyni stojącej w tej chwili przed drzwiami. Tak długi celibat źle na mnie wpłynął – pomyślał
i uśmiechnął się pod nosem. – Czas sprawdzić,
czy nie wyszedłem z wprawy…
- Panie Malfoy, słucha mnie pan w ogóle?! – gdyby ostry głos
ministra nie sprowadził go na ziemię, kto wie w jakim kierunku popłynęłyby jego
myśli…
- Nie – odparł z rozbrajającą szczerością. – Niech pan
powtórzy – starszy mężczyzna skwitował to jedynie cichym westchnięciem i
mruknięciem czegoś pod nosem.
- Mówiłem, że potrzebujemy pana – usiadł naprzeciwko
blondyna próbując wyczytać coś z jego twarzy. Niestety, nadaremno, młody Malfoy
był mistrzem ukrywania emocji.
- To wiem, nie przeszukiwałby pan całej Anglii, żeby
zaprosić mnie na herbatkę – jego usta wygięły się w wyrazie kpiny. Ktoś inny
nie odważyłby się na takie odzywki do Rufusa Screiagomora, ale to był Draco
Malfoy. – Czy to ma związek z masakrą w Teatrze Wielkim? – źrenice ministra
poszerzyły się gwałtownie. Skąd on mógł
wiedzieć?
- Tak panie Malfoy – odpowiedział zachrypniętym głosem. –
Uściślając, ma pan zabrać pannę Granger w określone miejsce, gdy przyjdzie na
to czas – wzrok arystokraty wyrażał zdziwienie. – Poinformuję wtedy pana.
- W jakie miejsce? – spytał zimnym tonem Malfoy i tym razem na twarzy ministra pojawił
się kpiący uśmieszek.
- Dowie się pan w swoim czasie.
***
Hermiona wróciła do domu po ciężkim dniu z ulgą opadając na
kanapę. Miała dziwne wrażenie, że wszyscy czarodzieje nagle zmówili się i
postanowili masowo zachorować akurat dzisiaj. Gdy trafiła do niej Padma ze
złamaną ręką, zdziwiła się, ale na widok Neville’a poparzonego jadem
Czułkoróżki Kwaśnej*, oczy wyszły jej z orbit. Na szczęście praca pozwoliła
zapomnieć jej o większości problemów, tak jak kiedyś nauka… Ach, lata spędzone
w Hogwarcie były jej najpiękniejszymi i gdyby mogła cofnęłaby czas. Nie
wiedziała co się stało ze starą Hermioną – lekko zarozumiałą, ale przyjacielską,
odważną i bardzo honorową. Nie tak wyobrażała sobie swoje życie, chciała
ratować ludzi jako magomedyk, a wieczorem wracać do domu, w którym czekał mąż i
małe dzieci… Owszem, została magomedykiem, ale praca była bardzo męcząca, a Ron
ją zdradził i od tamtej pory nie umawiała się z nikim. Czuła, że postępuje
głupio zamykając się w sobie, ale gdzieś głęboko siedziała rana, której nie
potrafiła uleczyć i w ten sposób starała się jej nie pogłębiać. Nie spotykając
się z nikim nie ryzykowała kolejnego zawodu. Iście Gryfońska postawa – pomyślała z ironią i nagle usłyszała
pukanie do drzwi. Podniosła się niechętnie, a w głowie miała tylko jedno
pytanie – Kto?
- Cześć Herm – na widok gościa szczęka opadła jej w dół. W
drzwiach stał bowiem uśmiechnięty Ronald Weasley. – Mogę wejść?
Zszokowana dziewczyna odsunęła się od drzwi i wymamrotała w
odpowiedzi coś co miało chyba znaczyć „Jasne”. Po chwili siedzieli naprzeciwko
siebie i mierzyli się wzrokiem.
- Więc po co przyszedłeś? – zaczęła niepewnym głosem
Hermiona.
- Ja chciałem cię przeprosić. Za to, że przeze mnie tam
poszłaś i widziałaś te rzeczy… - urwał i zapadła niezręczna cisza. Hermiona
siedziała zapatrzona w szklankę wody, a on nerwowo wyłamywał palce.
- To nie twoja wina – uśmiechnęła się słabo. Złość na
chłopaka nieco zmalała, bo zdziwienie wciąż było zbyt duże.
Nagle Ron podniósł się i przybliżył do Hermiony. Usiadł obok
niej i złapał jej rękę.
- Herm, kochanie – wymruczał jej do ucha gładząc jej dłoń. –
Tak tęskniłem… - zaczął całować jej szyję, ale dziewczyna z obrzydzeniem
poderwała się z kanapy.
- Ron, wyjdź – powiedziała stanowczym tonem łapiąc w
pośpiechu swoją różdżkę leżącą na stoliku.
- Ależ Herm, ty też musiałaś tęsknić – podszedł do niej, ale
ona wyciągnęła przed siebie różdżkę. Jej mina była groźna, ale chłopak zdawał
się tego nie widzieć.
- Ronaldzie Weasley, wyjdź natychmiast! – wrzasnęła, a
chłopak zatrzymał się.
- Zmieniłaś się Hermiono – wysyczał i rzucił jej spojrzenie
pełne pogardy, po czym chwycił swój płaszcz i na odchodne rzucił – Życzę ci,
żebyś zdechła samotnie – i wyszedł głośno trzaskając drzwiami.
Zszokowana dziewczyna wciąż patrzyła się w drzwi, za którymi
przed chwilą zniknął Rudzielec. Wciąż nie mogła uwierzyć, że odważył się
powiedzieć coś takiego! Przecież jeszcze niedawno był Ronem, tym wesołym, nieco
ciapowatym rudzielcem… A teraz? Próbowała sobie wmówić, że te słowa jej nie
ranią, ale tak nie było. Poczuła jak po jej policzku cieknie łza. Jedna… Druga…
Trzecia… Gdy łzy zaczęły lać się obficie z jej oczu zrobiła coś, czego obiecała
sobie już nigdy nie robić – wyjęła alkohol i nalała go do kieliszka.
Po pierwszym nie poczuła żadnej różnicy, można nawet
powiedzieć, że jej humor się pogorszył. Zaczęła wyzywać się w myślach i
wymieniać wszystkie swoje wady, oraz wszystkie błędy, które popełniła.
Gdy drugi kieliszek został opróżniony, poszła do sypialni i
zaczęła ciąć, palić i masakrować wszystkie fotografie z Ronem. Z szalonym
uśmieszkiem na ustach odcinała mu kończyny, dziurawiła głowę, dorysowywała
pryszcze… Nim się obejrzała, dywan wokół niej pokryty był licznymi zniszczonymi
fotografiami.
Kolejne kieliszki wypijała w zastraszającym tempie i nie
wiedziała nawet dlaczego siedzi na dywanie i rozważa jaki sposób zabicia się
byłby najlepszy. Położyła przed sobą pistolet, różdżkę, eliksir, żyletkę oraz
sznur i myślała który z tych sposobów byłby najefektywniejszy. Nie żeby chciała
popełnić samobójstwo! Ona po prostu rozważała wszystkie możliwości. Tak na
przyszłość…
***
Harry spędził całe popołudnie wysłuchując licznych obelg ze
strony Ginny. „Jak mogłeś dopuścić do bójki z Ronem! Zwariowałeś?! Co powie
minister magii jak się dowie?!” – w jego uszach cały czas brzęczały słowa żony.
Ginewra odziedziczyła po matce zdolność do bardzo głośnego krzyczenia, o czym brunet
wielokrotnie się przekonał. Mimo wszystko uspokoiła się dość szybko, gdyż
zauważyła, że mąż przyszedł z Laurą, a gdy wysłuchała historii dziewczynki,
zajęła się karmieniem jej. Harry siedział właśnie w fotelu i zastanawiał się co
zrobić. Dziewczynka była sierotą, więc nie miała gdzie wrócić, ale na pewno
policja zacznie jej szukać… Z tego co opowiadała wynikało, że już dawno uciekła
z sierocińca i mieszkała u starej bibliotekarki – pani Archer, która zajmowała
się nią i dawała dach nad głową. Mężczyzna czuł, że musi z kimś porozmawiać,
ale zaprowadzenie jej do ministra byłoby głupotą… Ron nie był zbyt mądry, więc
jedyną osobą, której mógł się zwierzyć, była Hermiona. Postanowił, że odwiedzi
ją wieczorem i zabierze ze sobą Laurę.
Gdy wybiła 21.00, wraz z dziewczynką wsiadł do samochodu i
ruszył do mieszkania koleżanki. Nie mógł się teleportować, bo nie wiedział, czy
mała jest czarodziejką, czy nie. Rzadko prowadził, ale wychodziło mu to całkiem
dobrze. Droga minęła im w ciszy i szybko, co przyjął z dużą ulgą. Zaparkował
przy ulicy Masterson Street* i zadzwonił domofonem. Odpowiedziała mu głucha
cisza. Może bierze prysznic?- pomyślał
i zadzwonił jeszcze raz. Znów bez odpowiedzi. Zrobiło się niezbyt przyjemnie…
Jako czarodziej mógł się po prostu teleportować do jej mieszkania, ale stojąca
za nim Laura przypatrywała mu się uważnie. Zaczął gorączkowo myśleć. Co zrobić?! Co zrobić?! I nagle wpadł na
genialny pomysł. Bez słowa pociągnął za rękę zdziwioną dziewczynkę i zaczął się
wspinać po drabinie pożarowej. Wdrapał się na balkon swojej koleżanki i, ku
jego uldze, zauważył, że okno jest uchylone. Podciągnął je do góry i
niezgrabnie wpadł do środka z hukiem lądując na twardej podłodze. Zaklął pod
nosem, ale szybko zganił się w myślach, bo Laura zgrabnie wylądowała obok
niego.
- Popatrz – wskazała palcem na dywan, na którym leżała
nieprzytomna Hermiona. Potargane włosy zasłoniły jej twarz, a wokół niej walały
się szczątki zdjęć. Jednak nie to było najgorsze…
Obok dziewczyny rozciągała się duża, szkarłatna plama
wyraźnie odcinająca się na bieli dywanu. I wtedy Harry zauważył leżące obok
rzeczy – żyletkę, nóż, linkę… Czy ona… - strach
ścisnął mu gardło . Przygotowany na najgorsze podszedł bliżej i ukucnął przy
kobiecie. Drżącymi rękami przewrócił ją na plecy i…
Wybuchnął głośnym,
niepohamowanym śmiechem.
*Czułkoróżka kwaśna - roślina wymyślona przeze mnie. Prawda, że urocza nazwa? ;)
* Masterson Street - kolejna genialna nazwa :D Nie wiem, czy taka ulica istnieje :/
----------
Chciałam dodać rozdział wczoraj, ale miałam napad depresji i rozważałam usunięcie bloga :P Cóż, taka moja szalona natura :D Mało się dzieje w tym rozdziale, ale (zrymowało się ^^) nawet miło mi się go pisało :) Ron jest tutaj potworkiem, bo go nie lubię i już! ;) Wybaczcie te genialne nazwy, ale nie jestem mistrzem neologizmów :/
Wczoraj były urodziny Harry'ego - wszystkiego najlepszego! :D
Rozdział dedykuję Rose Grandes i emersonn - dziękuję za komentarze :* Nie odpowiadam na żadne, bo nie chcę zaśmiecać mojego bloga takimi rzeczami, ale możecie być pewni, że wszystkie czytam!
I na koniec ważna sprawa! Nie lubię "żebrania" o komentarze, ale to zrobię :)
5 komentarzy lub więcej - rozdział 05.08.
mniej niż 5 komentarzy - rozdział 08.08.
5 komentarzy lub więcej - rozdział 05.08.
mniej niż 5 komentarzy - rozdział 08.08.
Całuję wszystkich!
Alicia*
Alicia*
Ps. Dobijecie do 2000? ;)
tak się zatanawiam czemu wybuchnął śmiechem zobaczył zdjęcie rona?XD
OdpowiedzUsuńHaha, nie rozważyłam takiej opcji :P
UsuńFajnie piszesz ;d Jestem ciekawa co wymyślisz dalej ;)
OdpowiedzUsuńpodoba mi się ten rozdział :) jedynie kwestia Hermiony i Notta jest dla mnie trochę nie zrozumiała :( możliwe, że nie doczytałam czegoś w poprzednim rozdziale ;P Ale w jaki sposób Teodor uratował Hermionę?
OdpowiedzUsuńuratował ją przed jakimś pijanym facetem :P
UsuńOj, widzę, że namieszałam :P Kwestia Notta się wyjaśni, nie bójcie się ;)
UsuńRozdział genialny :D nie mogę doczekać się nowej notki ;D proszę, dodaj jak najszybciej!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny/ Julka :*
Rozdział świetny! Tylko czemu Harry zaczął się śmiać?! Czekam na następną notkę z niecierpliwością ;*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i weny życzę Rose.
Nooo naprawdę jestem pełna podziwu dla twojego stylu i pomysłowości. Na razie jest więcej pytań niż odpowiedzi, ale wiem, że warto będzie czekać na ich wyjaśnienie! Pozdrawiam Cię Serdecznie i życzę ci dużo weny :)
OdpowiedzUsuńVenetiia
PS. Sorry że nie zawsze komentuje, ale pamiętaj, że zawsze czytam :)
Nott? Mój Teoś? :)
OdpowiedzUsuńBędzie "dobry" ? Proooooooooooooszę :3
No jak mogłaś przezwać w takim momencie? Salazarze, jak Cię znajdę to... :D
pozdrawiam, em.
potterowskie-co-nieco.blogspot.com
A nie jest dobry skoro uratował Herm? ;) I proszę mi nie grozić! :D Bo zrobię strajk!
UsuńNie mogę się doczekać, aż splotą się wątki Draco i Hermiony :D Pisz dalej, bo jest świetnie, tylko od takiej ilości wątków można się trochę pogubić
OdpowiedzUsuńNo właśnie wiem, że się można pogubić :P Ale mam nadzieję, że jakoś dajesz radę ;) A ja jestem zua i wątki się nie splotą szybko :D Więc mam nadzieję, że moi czytelnicy będą cierpliwi ;)
UsuńNott ją uratował? A kto by się spodziewał. Twoje opowiadanie jest bardzo nieprzewidywalne. Och, i w końcu zetknęły się drogi Harry'ego i dziewczynki.
OdpowiedzUsuńAmanda zapoluje na Malfoya? Nie sądzę by jej się to udało. Coś czuję, że już niedługo doczekam się spotkania Dracona i Miony.
Ron jest prawdziwą świnią. Oby on zdechł samotnie. Zachowanie Hermiony też mnie nieco zszokowało.