czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 6 - Dzień pełen niespodzianek


Zszokowana Hermiona odsunęła się do tyłu potykając się przy tym. Czy Teodor Nott właśnie mnie uratował? Wyglądało na to, że tak. Ostrożnie podniosła wzrok i spojrzała w oczy mężczyzny. Były takie same jak w szkole – czarne i okrutne, więc dlaczego jej pomógł? Jakby tego było mało, ślizgon delikatnie podniósł ją z ziemi i spytał:

- Zrobił ci coś? – jego ton wyrażał zdenerwowanie.

- Nie – wymamrotała Hermiona wyraźnie zmieszana zachowaniem Teodora. W głowie miała mętlik i chciała to wszystko przemyśleć na spokojnie. – Dzięki – uśmiechnęła się słabo. Może to jest jej były wróg, ale podziękować musi.

- Nie ma sprawy – chłopak puścił jej ramię, które do tej pory mocno trzymał i rozejrzał się nerwowo. – Akurat przechodziłem w pobliżu… Dziwny zbieg okoliczności. – starał się ukryć kłamstwo uśmiechem. Ona nie może się dowiedzieć… Chociaż to jest pieprzona Granger – wiem wszystko… - Chodź, odprowadzę cię – dodał i nie pozwalając Hermionie nic powiedzieć wziął ją pod ramię.

Droga do mieszkania szatynki minęła spokojnie, ale dziewczyna zauważyła, że Nott zachowuje się bardzo dziwnie… Co chwilę rozglądał się wokoło, a gdy ona patrzyła na niego uśmiechał się nerwowo. Coś tu jest nie tak… Hermiona czuła, że chłopak nie przechodził w pobliżu przypadkowo. No bo jaki czarodziej, a szczególnie czystej krwi, chodzi po mugolskiej dzielnicy, w której nie ma ani jednego klubu, ani nawet baru? Nie, on nie mógł sobie tak po prostu spacerować… Z zamyślenia wyrwał ją dopiero głos mężczyzny mówiącego, że dotarli na miejsce. Pożegnali się krótko, a gdy zamknęła drzwi do mieszkania, postawiła sobie jeden cel – dowiedzieć się o co chodzi. I właśnie z taką myślą położyła się do łóżka i wyjątkowo szybko zasnęła.

***

Harry szedł wąską uliczką prowadzącą do jego domu. Wokoło panowała cisza i spokój, nie bez powodu zdecydował się na kupno domku właśnie w tej okolicy. Nie musiał długo jechać do centrum Londynu, a do ministerstwa podróżował siecią Fiuu, co było dużym atutem nieruchomości. Mijał właśnie błękitny budynek przedszkola, do którego mieli zamiar posłać Jamesa. Wraz z Ginny rozważał zapisanie synka do magicznego przedszkola, ale stwierdzili, że jest to zbędne. Gdy budynek został już w tyle, zauważył ogromny neon restauracji, w której czasami jadał obiady. W sumie był głodny, podczas „miłego” pobytu na komisariacie nie zdążył niczego zjeść… Nie wiedział jednak jak zareaguje Ginny. Chyba nie będzie zadowolona. Podrapał się po głowie. Ale łatwiej będzie mi znieść jej ochrzan, gdy nie będę głodny. Tak, to dobry pomysł. Uśmiechnął się sam do siebie, po czym skręcił w żwirową alejkę prowadzącą do dużych drzwi.

Tymczasem schowana za drzewkiem Laura obserwowała uważnie każdy ruch bruneta. Musiała z nim porozmawiać, jednak nie wiedziała jak. Gdy wszedł do restauracji odetchnęła z ulgą. Teraz już miała ułatwione zadanie, w środku nie było wielu klientów, więc mogli spokojnie porozmawiać. Ale co mu powiem? Że widziałam go jak biegł przez miasto, później byłam goniona przez dwóch zbirów, aż wreszcie znów spotkałam go na komisariacie? Albo uzna mnie za wariatkę, albo wysłucha… Po długiej bitwie z myślami, dziewczynka wyszła zza konara i odważnie ruszyła w stronę restauracji. Pchnęła duże drzwi, a do jej nozdrzy doleciał przyjemny zapach pizzy, spaghetti i frytek. Rozejrzała się i zauważyła, że tylko 4 stoliki były zajęte, brunet siedział przy oknie i zajęty był wpatrywaniem się w menu. Odetchnęła głęboko i ruszyła w jego stronę. Gdy stanęła tuż obok niego, podniósł zdziwiony wzrok i spytał:

- Pomóc ci w czymś? – jego ton był przyjazny i zatroskany jednocześnie.

- Ja muszę z panem porozmawiać – odparła piskliwym głosikiem. Była bardzo zdenerwowana, ale podniosła teatralnie podbródek, co mężczyzna skwitował miłym uśmiechem.

- Proszę, usiądź – wskazał jej siedzenie naprzeciwko. Cały czas się uśmiechał, co dodało trochę odwagi dziewczynce. – Napijesz się czegoś?

- Ja nie mam pieniędzy – wymamrotała cichutko wbijając zawstydzony wzrok w stolik.

- Nic nie szkodzi. To może sok? – dziewczynka pokiwała głową, a mężczyzna skinął na kelnerkę i złożył zamówienie. Gdy odeszła, pochylił się i cicho spytał – Więc o czym chciałaś porozmawiać?

- Ja… Drugiego lutego siedziałam sobie na placyku i nagle zobaczyłam jak pan biegnie przez tłum z jakąś brązowowłosą panią. Kilka dni później poszłam pod Teatr Wielki i tam spotkałam jakąś dziennikarkę, taką z blond lokami i śmiesznie umalowaną, i spytałam ją co tam się stało, ale ona była niemiła i mi nie chciała odpowiedzieć. Więc powiedziałam jej, że widziałam jak jakiś chłopiec wychodzi z tego teatru bocznym wyjściem, a ją to zainteresowało i tam poszłyśmy, ale… - tutaj urwała na chwilkę. – Jacyś mężczyźni nas napadli i mi się udało uciec, ale ta pani tam została.

- To już koniec? – spytał Harry patrząc na małą osóbkę ze zdziwieniem. Ta dziennikarka to Rita Skiteer. Blond loki, śmieszny makijaż, niemiłe zachowanie… Wszystko pasuje… Tylko jak ta dziewczynka uciekła?

- Nie, gdy uciekałam, straciłam przytomność i znalazła mnie jakaś kobieta. Przywiozła mnie na posterunek policji i tam zobaczyłam pana – skończyła i zaczęła uważnie przypatrywać się mężczyźnie. O dziwo wysłuchał jej, a z wyrazu twarzy odczytała, że jej wierzy. Na chwilę zapadło milczenie. Nagle Harry podniósł się z miejsca i skinął na dziewczynkę.

- Chodź, porozmawiamy u mnie w domu – podał Laurze rękę. – Nie bój się, nic ci nie zrobię – uśmiechnął się delikatnie, a blondynka nie wiedząc dlaczego mu zaufała.

I tak nie miała nic do stracenia.

***

Tego dnia w ministerstwie panował wyjątkowy chaos. To znaczy chaos panował tam na co dzień, ale tego dnia był on spowodowany przybyciem tajemniczego gościa. Tak tajemniczego, że każdy wiedział kim on jest. Zaczęło się od tego, że podająca kawę sekretarka przechodziła obok gabinetu ministra i podsłuchała jego rozmowę z gościem. Później poszło szybko – pobiegła do koleżanek i opowiedziała im zdarzenie, te wyszeptały wiadomości do ucha kilku aurorom i w ten sposób nim upłynęło pół godziny każdy w ministerstwie magii wiedział, że po 4 latach Draco Malfoy powrócił i rozmawiał właśnie z ministrem magii. Oczywiście powstało mnóstwo historii na ten temat, ale wszystkie były kłamstwami. Amanda, która została na czas rozmowy wyproszona, obserwowała właśnie z politowaniem sekretarki, które wciąż „przypadkowo” przechodziły obok drzwi do gabinetu ministra w nadziei, że dowiedzą się czegoś, lub zobaczą bożyszcze - Draco Malfoya. I tak nie mają u niego szans, są zbyt głupie. Uśmiechnęła się chytrze sama do siebie, gdyż to ona miała zamiar zapolować na słynnego arystokratę.

Obiekt plotek siedział w głębokim fotelu obitym skórą, a nie jedwabnym materiałem, co przyjął z lekkim grymasem. Spodziewał się po Rufusie większych luksusów, ale nie było najgorzej. Popijał leniwie zimną wodę, gdyż minister nie zgodził się podać alkoholu, jego zdaniem "źle wpływał na umysł" z rana. Blondyn był innego zdania, ale musiał wytrzymać przez całe spotkanie bez swojego ulubionego trunku. Scrieagomour cały czas mówił coś do gościa, ale ten myślał właśnie o pięknej doradczyni stojącej w tej chwili przed drzwiami. Tak długi celibat źle na mnie wpłynął – pomyślał i uśmiechnął się pod nosem. – Czas sprawdzić, czy nie wyszedłem z wprawy…

- Panie Malfoy, słucha mnie pan w ogóle?! – gdyby ostry głos ministra nie sprowadził go na ziemię, kto wie w jakim kierunku popłynęłyby jego myśli…

- Nie – odparł z rozbrajającą szczerością. – Niech pan powtórzy – starszy mężczyzna skwitował to jedynie cichym westchnięciem i mruknięciem czegoś pod nosem.

- Mówiłem, że potrzebujemy pana – usiadł naprzeciwko blondyna próbując wyczytać coś z jego twarzy. Niestety, nadaremno, młody Malfoy był mistrzem ukrywania emocji.

- To wiem, nie przeszukiwałby pan całej Anglii, żeby zaprosić mnie na herbatkę – jego usta wygięły się w wyrazie kpiny. Ktoś inny nie odważyłby się na takie odzywki do Rufusa Screiagomora, ale to był Draco Malfoy. – Czy to ma związek z masakrą w Teatrze Wielkim? – źrenice ministra poszerzyły się gwałtownie. Skąd on mógł wiedzieć?

- Tak panie Malfoy – odpowiedział zachrypniętym głosem. – Uściślając, ma pan zabrać pannę Granger w określone miejsce, gdy przyjdzie na to czas – wzrok arystokraty wyrażał zdziwienie. – Poinformuję wtedy pana.

- W jakie miejsce? – spytał zimnym tonem  Malfoy i tym razem na twarzy ministra pojawił się kpiący uśmieszek.

- Dowie się pan w swoim czasie.

***

Hermiona wróciła do domu po ciężkim dniu z ulgą opadając na kanapę. Miała dziwne wrażenie, że wszyscy czarodzieje nagle zmówili się i postanowili masowo zachorować akurat dzisiaj. Gdy trafiła do niej Padma ze złamaną ręką, zdziwiła się, ale na widok Neville’a poparzonego jadem Czułkoróżki Kwaśnej*, oczy wyszły jej z orbit. Na szczęście praca pozwoliła zapomnieć jej o większości problemów, tak jak kiedyś nauka… Ach, lata spędzone w Hogwarcie były jej najpiękniejszymi i gdyby mogła cofnęłaby czas. Nie wiedziała co się stało ze starą Hermioną – lekko zarozumiałą, ale przyjacielską, odważną i bardzo honorową. Nie tak wyobrażała sobie swoje życie, chciała ratować ludzi jako magomedyk, a wieczorem wracać do domu, w którym czekał mąż i małe dzieci… Owszem, została magomedykiem, ale praca była bardzo męcząca, a Ron ją zdradził i od tamtej pory nie umawiała się z nikim. Czuła, że postępuje głupio zamykając się w sobie, ale gdzieś głęboko siedziała rana, której nie potrafiła uleczyć i w ten sposób starała się jej nie pogłębiać. Nie spotykając się z nikim nie ryzykowała kolejnego zawodu. Iście Gryfońska postawa – pomyślała z ironią i nagle usłyszała pukanie do drzwi. Podniosła się niechętnie, a w głowie miała tylko jedno pytanie – Kto?

- Cześć Herm – na widok gościa szczęka opadła jej w dół. W drzwiach stał bowiem uśmiechnięty Ronald Weasley. – Mogę wejść?

Zszokowana dziewczyna odsunęła się od drzwi i wymamrotała w odpowiedzi coś co miało chyba znaczyć „Jasne”. Po chwili siedzieli naprzeciwko siebie i mierzyli się wzrokiem.

- Więc po co przyszedłeś? – zaczęła niepewnym głosem Hermiona.

- Ja chciałem cię przeprosić. Za to, że przeze mnie tam poszłaś i widziałaś te rzeczy… - urwał i zapadła niezręczna cisza. Hermiona siedziała zapatrzona w szklankę wody, a on nerwowo wyłamywał palce.

- To nie twoja wina – uśmiechnęła się słabo. Złość na chłopaka nieco zmalała, bo zdziwienie wciąż było zbyt duże.

Nagle Ron podniósł się i przybliżył do Hermiony. Usiadł obok niej i złapał jej rękę.

- Herm, kochanie – wymruczał jej do ucha gładząc jej dłoń. – Tak tęskniłem… - zaczął całować jej szyję, ale dziewczyna z obrzydzeniem poderwała się z kanapy.

- Ron, wyjdź – powiedziała stanowczym tonem łapiąc w pośpiechu swoją różdżkę leżącą na stoliku.

- Ależ Herm, ty też musiałaś tęsknić – podszedł do niej, ale ona wyciągnęła przed siebie różdżkę. Jej mina była groźna, ale chłopak zdawał się tego nie widzieć.

- Ronaldzie Weasley, wyjdź natychmiast! – wrzasnęła, a chłopak zatrzymał się.

- Zmieniłaś się Hermiono – wysyczał i rzucił jej spojrzenie pełne pogardy, po czym chwycił swój płaszcz i na odchodne rzucił – Życzę ci, żebyś zdechła samotnie – i wyszedł głośno trzaskając drzwiami.

Zszokowana dziewczyna wciąż patrzyła się w drzwi, za którymi przed chwilą zniknął Rudzielec. Wciąż nie mogła uwierzyć, że odważył się powiedzieć coś takiego! Przecież jeszcze niedawno był Ronem, tym wesołym, nieco ciapowatym rudzielcem… A teraz? Próbowała sobie wmówić, że te słowa jej nie ranią, ale tak nie było. Poczuła jak po jej policzku cieknie łza. Jedna… Druga… Trzecia… Gdy łzy zaczęły lać się obficie z jej oczu zrobiła coś, czego obiecała sobie już nigdy nie robić – wyjęła alkohol i nalała go do kieliszka.

Po pierwszym nie poczuła żadnej różnicy, można nawet powiedzieć, że jej humor się pogorszył. Zaczęła wyzywać się w myślach i wymieniać wszystkie swoje wady, oraz wszystkie błędy, które popełniła.

Gdy drugi kieliszek został opróżniony, poszła do sypialni i zaczęła ciąć, palić i masakrować wszystkie fotografie z Ronem. Z szalonym uśmieszkiem na ustach odcinała mu kończyny, dziurawiła głowę, dorysowywała pryszcze… Nim się obejrzała, dywan wokół niej pokryty był licznymi zniszczonymi fotografiami.

Kolejne kieliszki wypijała w zastraszającym tempie i nie wiedziała nawet dlaczego siedzi na dywanie i rozważa jaki sposób zabicia się byłby najlepszy. Położyła przed sobą pistolet, różdżkę, eliksir, żyletkę oraz sznur i myślała który z tych sposobów byłby najefektywniejszy. Nie żeby chciała popełnić samobójstwo! Ona po prostu rozważała wszystkie możliwości. Tak na przyszłość…

***

Harry spędził całe popołudnie wysłuchując licznych obelg ze strony Ginny. „Jak mogłeś dopuścić do bójki z Ronem! Zwariowałeś?! Co powie minister magii jak się dowie?!” – w jego uszach cały czas brzęczały słowa żony. Ginewra odziedziczyła po matce zdolność do bardzo głośnego krzyczenia, o czym brunet wielokrotnie się przekonał. Mimo wszystko uspokoiła się dość szybko, gdyż zauważyła, że mąż przyszedł z Laurą, a gdy wysłuchała historii dziewczynki, zajęła się karmieniem jej. Harry siedział właśnie w fotelu i zastanawiał się co zrobić. Dziewczynka była sierotą, więc nie miała gdzie wrócić, ale na pewno policja zacznie jej szukać… Z tego co opowiadała wynikało, że już dawno uciekła z sierocińca i mieszkała u starej bibliotekarki – pani Archer, która zajmowała się nią i dawała dach nad głową. Mężczyzna czuł, że musi z kimś porozmawiać, ale zaprowadzenie jej do ministra byłoby głupotą… Ron nie był zbyt mądry, więc jedyną osobą, której mógł się zwierzyć, była Hermiona. Postanowił, że odwiedzi ją wieczorem i zabierze ze sobą Laurę.

Gdy wybiła 21.00, wraz z dziewczynką wsiadł do samochodu i ruszył do mieszkania koleżanki. Nie mógł się teleportować, bo nie wiedział, czy mała jest czarodziejką, czy nie. Rzadko prowadził, ale wychodziło mu to całkiem dobrze. Droga minęła im w ciszy i szybko, co przyjął z dużą ulgą. Zaparkował przy ulicy Masterson Street* i zadzwonił domofonem. Odpowiedziała mu głucha cisza. Może bierze prysznic?- pomyślał i zadzwonił jeszcze raz. Znów bez odpowiedzi. Zrobiło się niezbyt przyjemnie… Jako czarodziej mógł się po prostu teleportować do jej mieszkania, ale stojąca za nim Laura przypatrywała mu się uważnie. Zaczął gorączkowo myśleć. Co zrobić?! Co zrobić?! I nagle wpadł na genialny pomysł. Bez słowa pociągnął za rękę zdziwioną dziewczynkę i zaczął się wspinać po drabinie pożarowej. Wdrapał się na balkon swojej koleżanki i, ku jego uldze, zauważył, że okno jest uchylone. Podciągnął je do góry i niezgrabnie wpadł do środka z hukiem lądując na twardej podłodze. Zaklął pod nosem, ale szybko zganił się w myślach, bo Laura zgrabnie wylądowała obok niego.

- Popatrz – wskazała palcem na dywan, na którym leżała nieprzytomna Hermiona. Potargane włosy zasłoniły jej twarz, a wokół niej walały się szczątki zdjęć. Jednak nie to było najgorsze…

Obok dziewczyny rozciągała się duża, szkarłatna plama wyraźnie odcinająca się na bieli dywanu. I wtedy Harry zauważył leżące obok rzeczy – żyletkę, nóż, linkę… Czy ona… - strach ścisnął mu gardło . Przygotowany na najgorsze podszedł bliżej i ukucnął przy kobiecie. Drżącymi rękami przewrócił ją na plecy i…
Wybuchnął głośnym, niepohamowanym śmiechem.
 
 
*Czułkoróżka kwaśna - roślina wymyślona przeze mnie. Prawda, że urocza nazwa? ;)
* Masterson Street - kolejna genialna nazwa :D Nie wiem, czy taka ulica istnieje :/
----------
Chciałam dodać rozdział wczoraj, ale miałam napad depresji i rozważałam usunięcie bloga :P Cóż, taka moja szalona natura :D Mało się dzieje w tym rozdziale, ale (zrymowało się ^^) nawet miło mi się go pisało :) Ron jest tutaj potworkiem, bo go nie lubię i już! ;) Wybaczcie te genialne nazwy, ale nie jestem mistrzem neologizmów :/
Wczoraj były urodziny Harry'ego - wszystkiego najlepszego! :D
Rozdział dedykuję Rose Grandes i emersonn - dziękuję za komentarze :* Nie odpowiadam na żadne, bo nie chcę zaśmiecać mojego bloga takimi rzeczami, ale możecie być pewni, że wszystkie czytam!
I na koniec ważna sprawa! Nie lubię "żebrania" o komentarze, ale to zrobię :)
5 komentarzy lub więcej - rozdział 05.08.
mniej niż 5 komentarzy - rozdział 08.08.
Całuję wszystkich!
Alicia*
Ps. Dobijecie do 2000? ;)

14 komentarzy:

  1. tak się zatanawiam czemu wybuchnął śmiechem zobaczył zdjęcie rona?XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie piszesz ;d Jestem ciekawa co wymyślisz dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. podoba mi się ten rozdział :) jedynie kwestia Hermiony i Notta jest dla mnie trochę nie zrozumiała :( możliwe, że nie doczytałam czegoś w poprzednim rozdziale ;P Ale w jaki sposób Teodor uratował Hermionę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uratował ją przed jakimś pijanym facetem :P

      Usuń
    2. Oj, widzę, że namieszałam :P Kwestia Notta się wyjaśni, nie bójcie się ;)

      Usuń
  4. Rozdział genialny :D nie mogę doczekać się nowej notki ;D proszę, dodaj jak najszybciej!!
    Pozdrawiam i życzę weny/ Julka :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział świetny! Tylko czemu Harry zaczął się śmiać?! Czekam na następną notkę z niecierpliwością ;*
    Pozdrawiam i weny życzę Rose.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nooo naprawdę jestem pełna podziwu dla twojego stylu i pomysłowości. Na razie jest więcej pytań niż odpowiedzi, ale wiem, że warto będzie czekać na ich wyjaśnienie! Pozdrawiam Cię Serdecznie i życzę ci dużo weny :)
    Venetiia

    PS. Sorry że nie zawsze komentuje, ale pamiętaj, że zawsze czytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nott? Mój Teoś? :)
    Będzie "dobry" ? Proooooooooooooszę :3
    No jak mogłaś przezwać w takim momencie? Salazarze, jak Cię znajdę to... :D
    pozdrawiam, em.
    potterowskie-co-nieco.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie jest dobry skoro uratował Herm? ;) I proszę mi nie grozić! :D Bo zrobię strajk!

      Usuń
  8. Nie mogę się doczekać, aż splotą się wątki Draco i Hermiony :D Pisz dalej, bo jest świetnie, tylko od takiej ilości wątków można się trochę pogubić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie wiem, że się można pogubić :P Ale mam nadzieję, że jakoś dajesz radę ;) A ja jestem zua i wątki się nie splotą szybko :D Więc mam nadzieję, że moi czytelnicy będą cierpliwi ;)

      Usuń
  9. Nott ją uratował? A kto by się spodziewał. Twoje opowiadanie jest bardzo nieprzewidywalne. Och, i w końcu zetknęły się drogi Harry'ego i dziewczynki.
    Amanda zapoluje na Malfoya? Nie sądzę by jej się to udało. Coś czuję, że już niedługo doczekam się spotkania Dracona i Miony.
    Ron jest prawdziwą świnią. Oby on zdechł samotnie. Zachowanie Hermiony też mnie nieco zszokowało.

    OdpowiedzUsuń