Hermiona stała wpatrując się w otwarte na oścież drzwi, w
których stał Draco Malfoy bezczelnie się uśmiechając. On jak gdyby nigdy nic
poprawił swoje gęste, platynowe włosy, a jego uśmiech stał się jeszcze szerszy
i, o ile to możliwe, bardziej bezczelny. Ubrany był w luźną, ciemnozieloną
koszulę z podwiniętymi rękawami i czarne materiałowe spodnie. Nie przypominał
szkolnego Malfoya – fretkę z przylizanymi włoskami i zasłaniającą się tatusiem.
Teraz, gdy Lucjusz siedział w Azkabanie i nic nie zapowiadało, że szybko z
niego wyjdzie, a Narcyza zaginęła w
tajemniczych okolicznościach, Draco musiał nauczyć się samodzielności. Zmężniał
i wyprzystojniał, co nie zmienia faktu, że Hermiona wciąż uważała go za
wrednego ślizgona arystokratę.
- Wiem, że wyglądam bosko, ale szkoda tego wina, Granger –
mruknął i jednym machnięciem różdżki posprzątał rozlany alkohol z podłogi,
wprawiając tym samym szatynkę w jeszcze większe osłupienie. Jakby tego było
mało, wszedł do salonu i rozejrzał się dookoła, po czym dodał – Luksusów to tu
nie ma, ale nieźle się urządziłaś.
Te słowa sprawiły, że Hermiona otrząsnęła się z pierwszego
szoku i, wciąż nieco skołowana, zamknęła drzwi, po czym czujnie sięgnęła na
półkę z różdżką. Niestety, nie poczuła znajomego kawałka patyka, usłyszała za to
śmiech nieproszonego gościa.
- Nie sądzę, aby różdżki były nam potrzebne – na potwierdzenie
tych słów Draco odłożył własność swoją i kobiety na komodę i rozsiadł się
wygodnie na kanapie. – Nie spodziewałem się takiego przyjęcia – rzucił w
powietrze wiedząc, że gryfonka zareaguje.
- Takiego? –
spytała kąśliwie. – Myślałeś, że rzucę ci się w ramiona? – dodała wciąż
złośliwym tonem czując rosnące zdenerwowanie.
- Byłoby miło… - blondyn uniósł znacząco brew, i teatralnie
westchnął. – Choć szczerze mówiąc spodziewałem się sierpowego jak w trzeciej
klasie, lub paskudnego zaklęcia – dodał beznamiętnym tonem wpatrując się w fotografię
Hermiony, Harry’ego, Rona i Ginny stojącej nad kominkiem.
- Ach, rozczarowałam cię? – szczerze zdziwiło ją zachowanie
mężczyzny. Przyszedł do niej po 4 latach ukrywania się i leżał teraz beztrosko
na jej kanapie. Mimo wszystko Hermiona czuła, że to tylko pozory, a uraza z
dawnych lat nie pozwoliła jej na milszy ton. – Jeśli tak, to mogę to szybko
naprawić – popatrzyła zimno w jego twarz, ale zobaczyła ten sam kamienny wyraz
twarzy, jak po Bitwie o Hogwart.
- Och, odsuńmy złośliwości na bok – Draco pokręcił głową z
politowaniem. – Wy, Gryfoni, nigdy nie odpuszczacie? – zironizował.
- A powinnam odpuścić siedem lat poniżania, wyśmiewania i
wyzywania od szlam? – popatrzyła mu hardo w oczy, a uśmieszek nagle zniknął z
twarzy Malfoya. Zamiast tego pojawiła się kamienna maska nie zdradzająca
żadnych emocji. Ale w jego stalowoszarych oczach błysnęło coś na kształt
smutku. A może tak jej się tylko wydawało?
- Nie przyszedłem tutaj po to, żeby się kłócić – odparł szorstko
mężczyzna podnosząc się nagle do pozycji siedzącej. Wlepił wzrok w ścianę i
splótł palce obu dłoni. – Gdzie jest Leonard? – spytał sucho.
- Myślisz, że pozwolę ci się do niego zbliżyć po tym, jak
musiałam ratować mu życie? – parsknęła i zmroziła go wściekłym wzrokiem. –
Lepiej się stąd wynoś – dodała podnosząc się z fotelu i sięgając po swoją
różdżkę. Niestety i tym razem ślizgon był szybszy, poczuła mocny uścisk na
swoim nadgarstku i gwałtowne szarpnięcie. Stała tyłem do Dracona i była mocno
przyciśnięta do jego ciała.
- Miła pogawędka się skończyła – wysyczał jej prosto do
ucha, a po jej ciele przeszły ciarki. – Gdzie jest… - nie dokończył, ponieważ
poczuł mocne uderzenie w tył głowy i puścił nadgarstki Hermiony. Odwrócił się i
poczuł kolejny cios, tym razem w szczękę. Upadł na podłogę klnąc głośno, a
kobieta wykorzystała moment i szybkim ruchem zgarnęła różdżki z komody, po czym
spojrzała na swojego wybawiciela. Nad blondynem stał Leonard ubrany w same
bokserki i oddychał niespokojnie. Z jego wilgotnych włosów kapały kropelki wody
i spływały leniwie po umięśnionym torsie mężczyzny. W przypływie złości szatyn
chciał jeszcze raz kopnąć leżącego Malfoya, ale powstrzymał go krzyk Hermiony.
- Zostaw go! – wrzasnęła wyczarowując między nimi
niewidzialną barierę. Uklęknęła przy leżącym blondynie i przyłożyła mu do
szczęki przywołany woreczek z lodem. Po chwili Draco z sykiem podniósł się
ostrożnie i popatrzył się z nienawiścią na Leonarda.
- Zabiję cię pierdolony sukinsynie! – wrzasnął i rzucił się
na niego, ale odbił się od niewidzialnej bariery.
- Przestańcie do jasnej cholery! – wydarła się Hermiona, a
mierzący się do tej pory wzrokiem mężczyźni popatrzyli na nią. Miała potargane
włosy i wściekły wyraz twarzy. – Leonard, idź natychmiast do pokoju gościnnego!
– spojrzała na niego znacząco, a on niechętnie wykonał polecenie. – A ty –
dźgnęła Dracona w pierś – zabieraj swoją różdżkę i wynoś się!
Przez chwilę stali tak naprzeciwko patrząc sobie w oczy –
Hermiona gniewnie i ze złością, Draco z chłodem i spokojem, aż wreszcie blondyn
zabrał swoją różdżkę i aportował się z głośnym trzaskiem.
***
- Strasznie tu śmierdzi – Ron skrzywił się zniesmaczony i
mocniej ścisnął różdżkę. Nie lubił kanałów od czasów wyprawy do Komnaty Tajemnic
z drugiej klasy, więc niezbyt przypadła mu do gustu lokalizacja kryjówki
organizacji, którą próbowali rozbić. Było to miejsce ciasne, brudne i niezbyt
przytulne. Szedł za Wadimem, który okazał się rosłym mężczyzną (miał ponad dwa
metry wzrostu!) z bujnym wąsem i brodą. Po spotkaniu Nadii zarówno Harry, jak i
Ron byli przekonali, że nie spotkają dziwniejszej osoby, ale jak widać mylili
się. Wadim miał surowe, ostre rysy twarzy, lecz jego charakter był zupełnie
inny. Cały czas rzucał żarciki, które były śmieszne tylko w jego mniemaniu, ale
aurorzy grzecznie udawali rozbawienie. Dodatkowo kilka razy próbował namówić
mężczyzn do „skosztowania” wódki robionej przez niego, ale udało im się
wymigać.
Wędrówka przez kręty labirynt korytarzy ciągnął się w
nieskończoność, ale w końcu dotarli do dużego pomieszczenia wypełnionego
różnymi sprzętami. Na samym środku stał ogromny stół z licznymi fiolkami,
próbówkami i innymi alchemicznymi sprzętami. Niektóre próbówki były wciąż
napełnione, a w pracowni panował niezmierny bałagan świadczący o opuszczaniu go
w pośpiechu. Mężczyźni rozdzielili się i Harry ruszył do magazynu ukrytego za
ledwo trzymającymi się we framudze drzwiami. Delikatnie je odsunął i ruszył do
pomieszczenia, w którym walało się mnóstwo pudełek. Przesuwał je ostrożnie
czubkiem buta zaglądając do każdego z nich ukradkiem. Przesuwał właśnie ogromne
tekturowe pudło nasiąknięte jakimś płynem, gdy usłyszał mrożący krew w żyłach
głos:
- Znów się spotykamy – z mroku wyszedł chłopiec. Dokładnie
ten sam, którego widział z Hermioną w Teatrze.
Harry ostrożnie cofnął się do tyłu, a chłopak zaśmiał się
chłodno.
- Wielki Harry Potter, który pokonał Czarnego Pana boi się
dziecka? – zakpił, po czym uśmiechnął się paskudnie. – Lepiej nie oddalaj się
od przyjaciół… Mogłoby ci się coś stać – odwrócił się i wszedł w mrok
rozpływając się w powietrzu.
Dopiero wołanie Rona przywołało Harry’ego do porządku, ale w
uszach wciąż dźwięczał mu zimny głos chłopaka.
Mogłoby ci się coś
stać.
***
- Ile jeszcze będziemy tkwić w tym zamczysku? – wysoki blondyn
jęknął cicho z nieukrywanym niezadowoleniem. Siedział przy stole jedząc udko z
kurczaka, a miejsce obok niego zajmowała kobieta z ogniście czerwonymi włosami.
- Wiesz, że Pan czeka, aż minister da mu tę rzecz – szepnęła
cicho rozglądając się nerwowo, jakby ktoś ich podsłuchiwał.
- A czy ktokolwiek wie czym jest TA rzecz? – mruknął
nabierając na widelec nieco ziemniaków. – No i ileż można czekać! Nie po to
zgodziłem się u niego służyć, żeby teraz tkwić w tym zamku przez wieczność –
westchnął załamany swoim losem.
- Scorpius wie, ale ponoć złożył wieczystą przysięgę. A poza
tym nie marudź, tylko jedz szybciej, bo mamy za godzinę zebranie – dodała widząc
tempo, w jakim jej przyjaciel przeżuwał pokarm.
- Ciekawe o czym będzie mowa – uśmiechnął się paskudnie. –
Jeśli wierzyć plotkom, najlepsi z nas dostaną zabaweczki…
- Och, błagam! – Amber skrzywiła się widząc minę mężczyzny,
ale on to zignorował.
- Zostałaś nową ulubienicą Pana, wiesz? – spytał kąśliwie. –
Co robiliście u niego w komnatach? – spojrzał na towarzyszkę znacząco, a ta
zbladła nagle.
- Skąd wiesz? – jej ton był ostry jak brzytwa, a oczy
ciskały błyskawicami.
- Plotki rozchodzą się szybko… A poza tym ja bym się na
twoim miejscu cieszył, to wielki zaszczyt – dodał, po czym odłożył sztućce na
pusty talerz. – Chodź, bo się spóźnimy.
***
Po wojnie Hogwart został odbudowany niemal od podstaw, lecz
odzyskał swoją dawną świetność. Minęło 5 lat od finału największej dotychczas
wojny w czarodziejskim świecie – II Bitwy o Hogwart i życie czarodziei było
spokojne i pełne dobrobytu. Na pokrytych resztkami marcowego śniegu Błoniach
przechadzali się uczniowie w czarnych szatach. Niektórzy siedzieli na ławkach,
inni rzucali w siebie śnieżkami, a tu i ówdzie widoczne były zakochane pary
tulące się pod ścianą. Przez te pięć lat nienawiść między domami nieco zmalała,
co bardzo cieszyło Minerwę McGonaggal stojącą teraz w oknie swojego gabinetu i
podziwiającą krajobraz. Była z siebie dumna widząc radość malującą się na
twarzy najmłodszych, jak i najstarszych uczniów Hogwartu. Wojna zebrała duże
żniwo i bardzo odczuwalny był brak Severusa, Dumbledore’a oraz innych
poległych, lecz starano się nie rozdrapywać starych ran.
Z zamyślenia wyrwał ją widok ptaka lecącego prosto do jej
gabinetu. Był to piękny, wyjątkowo zadbany, czarny puchacz. Kobieta
nieśpiesznie odwiązała list przywiązany do jego nóżki i przywołała miseczkę z
wodą. Usiadła wygodnie przy biurku i przyglądnęła się kopercie zapieczętowanej
znakiem Malfoy’ów. Zdziwiona otworzyła ją i wyciągnęła kartkę papieru ze
pismem, które dobrze poznała sprawdzając eseje z transmutacji.
Szanowna Pani Minerwo McGonaggal
Piszę do Pani w bardzo
pilnej sprawie. Zapewne czytała Pani ostatnie numery Proroka Codziennego, w
których opisywane są niepokojące wieści ze świata czarodziei. Mam na myśli
serię porwań oraz Masakrę w Teatrze Wielkim. Dowiedziałem się kilku rzeczy, o
których wiedzą tylko nieliczni, i sądzę, że światowi czarodziei może grozić
niebezpieczeństwo. Myślę, że mogłaby mi Pani pomóc, więc proszę o pilne
spotkanie.
Draco Malfoy
Kobieta drżącymi rękami odłożyła kartkę papieru na gładką
powierzchnię blatu i westchnęła.
Spokój nie trwał
długo.
--------
Witam po tak długiej przerwie i od razu przepraszam! Wena uciekła, zajęć było niemało i w efekcie rozdział pojawia się tak późno, ale jest mi naprawdę przykro! :/ Postaram się dodać kolejny rozdział jak najszybciej, w ramach rekompensaty :)
Dziękuję za wszystkie komentarze, bardzo mnie cieszą!
No i na koniec zachęcam do pytania na moim ask.fm - chętnie odpowiem na WSZYSTKIE pytania ;)
Buziaki i cieszcie się ostatnimi dniami wakacji!
Alicia*
No i na koniec zachęcam do pytania na moim ask.fm - chętnie odpowiem na WSZYSTKIE pytania ;)
Buziaki i cieszcie się ostatnimi dniami wakacji!
Alicia*
Uhh, czyżbym była pierwsza? ^^ :D rozdział świetny, najlepsza akcja na początku. A jak Harry i Ron znaleźli tego chłopca to aż ciarki mi przeszły. Pisz kolejny i więcej scen z Draco i Mioną
OdpowiedzUsuńNo, nareszcie doszło do spotkania Dracona i Hermiony. Muszę przyznać, że zaczęło się ostro. Harry i Ron jak zwykle znajdują się na zadupiu. Ta Amber już od początku wydawała mi się podejrzana. Mam nadzieję, że wena do ciebie powróciła. Czekam oczywiście na następną notkę.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że tak krótko było o Dramione, mam nadzieję, że się rozkręci. I ciekawi mnie ten Pan, wtf ?
OdpowiedzUsuńA.S.
Oczywiście, że się rozkręci! :) To jedynie początek, za niedługo będziecie mieli aż za dużo Dramione w Dramione :P
UsuńAle Hermiona ma temperament! :)
OdpowiedzUsuńStrasznie jetem ciekawa, o co chodzi z tym małym chłopcem.
Cieszę się, że Draco napisał do Minerwy. Jakoś tak lepiej się poczułam, bo akja nie kręci się tylko wokół kilku osób ;3
Pozdrawiam, em.
potterowskie-co-nieco.blogspot.com
Szkoda,że tak mało było Malfoya i Hermiony w jednym momencie, ale już widać, że będzie się między nimi działo!
OdpowiedzUsuńFajnie, że Draco napisał do McGonagall, jej charakter na pewno jeszcze bardziej rozkręci akcję. :D
Dzisiaj napisałam pierwszy rozdział mojego Dramione, więc jeśli chcesz to zapraszam do czytania :)
http://dramione-pod-oslona-nocy.blogspot.com/
No faktycznie mało naszych dramionków... ale pewnie w następnych rozdziałach się nimi nacieszymy :) Podziwiam twoją kreatywność i to jak budujesz emocje - super! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Venetiia
niedawno trafiłam na twoje opowiadanie. bardzo mi się podoba, szczególnie fajna jest wielowątkowość fabuły :) pozdrawiam i życzę dalszej weny :)
OdpowiedzUsuńPS. "czarodziejów", nie "czarodziei" :)
Bardzo mi miło, że zdobyłam nowego czytelnika :) Wydaje mi się, że obie formy są poprawne, ale dzięki za zwrócenie uwagi :)
UsuńMoże skorzystam jak dostanę szablon ;)
OdpowiedzUsuń