piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 11 - Moment szczerości



Po niemiłej wizycie Dracona Leonard unikał Hermiony jak ognia. Zamykał się w przeznaczonym dla niego pokoju gościnnym i nie wychodził nawet po jedzenie, przywoływał je zaklęciem. Nie chciał jeszcze bardziej denerwować dziewczyny, ale sumienie podpowiadało mu, że powinien z nią porozmawiać. Nie wiedział niestety, jak zareaguje szatynka, co bardzo go trapiło. A co jeśli się na mnie zdenerwuje i wyrzuci?

Załamany tą wizją postanowił przemknąć się do łazienki i wziąć prysznic. Delikatnie uchylił drzwi, upewnił się, że na korytarzu nikogo nie ma, i cicho wyślizgnął się z pokoju. Była już późno, bo dochodziła 23.00, ale zauważył palące się światło w salonie. Przystanął na chwilę i stoczył krótką bitwę z myślami.

Pogadać z nią?

Nie chcę jej zdenerwować…

A może się ucieszy?

Zachowałem się okropnie.

Przeprosić?

Ale czy przyjmie przeprosiny?

CHOLERA JASNA, ZACHOWUJĘ SIĘ JAK IDIOTA!

Wreszcie Leonard podjął decyzję i szybkim krokiem ruszył w stronę salonu. Gdy stanął w progu, zawahał się przez sekundkę, ale w końcu wszedł do środka. Wtedy ujrzał Hermionę. Siedziała po turecku na kanapie i uważnie czytała jakąś grubą książkę. Włosy podpięła czarną spinką tak, że nie opadały jej na oczy i nie przeszkadzały w czytaniu. Wyglądała ślicznie, zupełnie inaczej niż wszystkie kobiety z którymi Leonard się spotykał. Amanda, będąca niewątpliwie piękną kobietą, nie miała „tego czegoś”, co mężczyzna widział u panny Granger. Cały czas zastanawiał się dlaczego tak długo była samotna…

- Hermiono, możemy porozmawiać? – spytał ze skruchą w głosie, a dziewczyna oderwała się od lektury i spojrzała na niego.

- Oczywiście… - zmarszczyła ze zdziwieniem brwi, ale odłożyła książkę. Leonard usiadł obok niej tak blisko, że czuła jego ciepło i odruchowo się zarumieniła.

- Przepraszam za tę sytuację z Malfoyem… -westchnął cicho. – Zachowałem się jak totalny kretyn i rozumiem, że możesz być na mnie zła…

- Zła? – Hermiona zaśmiała się cicho. – Za to, że przywaliłeś Malfoyowi? Ja też miałam ochotę zdzielić go po tej pięknej buźce, i to niejeden raz – dodała z iskierkami w oczach, a szatyn zrobił głupią minę.

- Ale.. Ja myślałem… - przerwał na chwilę zastanawiając się co powiedzieć. – To dlaczego przyłożyłaś mu potem lód?

- No… - rumieniec na twarzy kobiety stał się bardziej intensywny. – Z przyzwyczajenia – wydukała wreszcie, a Leo pokiwał głową ze zrozumieniem. Dlaczego ja mu właściwie dałam ten lód? – dopiero teraz dotarło do niej co zrobiła. Chociaż z drugiej strony dlaczego nie? Czy taki drobny gest był podejrzany?

Zapadła krępująca chwila ciszy. Każdy pogrążył się w swoich myślach i nie śmiał przerwać tego milczenia. Hermiona wpatrywała się w kominek, a Leonard w swoje splecione dłonie.

- O co się pokłóciliście? – dziewczyna wyrwała szatyna z zamyślenia. Gdy spojrzał na nią ze zdziwieniem dodała – No wiesz, tamtego dnia w lesie…

- Ach – rzucił krótko, a na jego twarzy pojawiła się nutka smutku. Nie lubił opowiadać tej historii, niosła ze sobą wiele emocji i bolesnych wspomnień. Za każdym razem odpowiadał „Stara historia”, ale dziś poczuł potrzebę wyżalenia się. Brązowooka budziła w nim zaufanie, choć znał ją dopiero tydzień. – Podczas wojny śmierciożercy porwali wiele osób, jedną z nich była Elisabeth Sherman, dziewczyna w moim wieku ucząca się w Bouxbotons. Była piękna, a w dodatku pochodziła z najbogatszej rodziny w całej Francji, więc trafiła prosto do najwyższego kręgu… - w jego oczach pojawiły się łzy, a Hermiona nieznacznie objęła go ramieniem. – Oni… Te dziewczyny musiały znosić okropne rzeczy… Były bite, gwałcone, poniżane, głodzone i traktowane jak najgorsze ścierwo. A Elisabeth miała pecha i trafiła do Lucjusza Malfoya – urwał na chwilę i spojrzał kobiecie w oczy. Jej pocieszający wzrok podniósł go nieco na duchu, więc drżącym głosem kontynuował. – On był najokrutniejszy ze wszystkich. Po trzech dniach zrobił z niej marionetkę w opłakanym stanie. Musiałaby znosić ten horror niewiadomo jak długo, gdyby nie Draco – Hermiona wytrzeszczyła oczy, co nie uszło jego uwadze. – Znaliśmy się dość długo, a ja nie stałem po żadnej stronie w tej wojnie, więc kazał mi zabrać dziewczynę z ich głównej kwatery i uciec z nią na skraj Zakazanego Lasu. Mieszkaliśmy w tym domku dwa tygodnie, a ja nie spuszczałem jej z oka nawet na minutę. Wszędzie chodziliśmy razem i ja… - znów urwał na chwilę. – Pokochałem ją. Aż pewnego razu poszedłem do lasu upolować coś do jedzenia, ale ona chorowała i musiała zostać. Gdy wróciłem, była martwa. Lucjusz Malfoy rzucił na nią zaklęcie namierzające i śledził nas, by ją zamordować.
Hermiona spojrzała mu prosto w oczy i przytuliła jeszcze mocniej. Nie wiedziała dlaczego to robi, po prostu czuła, że on tego potrzebuje. Siedzieli tak wtuleni w siebie, a ciepło bijące od drugiej osoby pozwalało im stawić czoła powracającym wspomnieniom.

Gdy minęło pół godziny, zasnęli razem trzymając się nawzajem kurczowo, spragnieni bliskości drugiego człowieka.

***

Drzwi do gabinetu otworzyły się z cichym zgrzytem i do środka wszedł Draco Malfoy. Poprawił swoją marynarkę i podszedł do biurka, przy którym siedziała Minerwa McGonaggal lustrująca go wzrokiem. Musiała przyznać, że młody Malfoy bardzo się zmienił. Zamiast ironicznego uśmieszku, na jego twarzy widniał obojętny wyraz twarzy podszyty prawdziwym szacunkiem. Jego rysy wyostrzyły się i stały się bardziej dorosłe, co dodało mu powagi. A tak niedawno był jeszcze dzieckiem…

- Witam pani profesor – powiedział beznamiętnym tonem mężczyzna siadając na krześle. – Nie mam zbyt wiele czasu, więc zacznę od razu. Dowiedziałem się od prywatnej doradczyni ministra, że morderca wysłał list z żądaniem jakiejś rzeczy. Jeśli nie dostanie tego szybko, zacznie mordować zakładników. Jako podpis dał pieczęć z czaszką na klepsydrze.

- Wiesz czego zażądał? – kobieta ściągnęła usta w wąską linię, jak to miała zwyczaj robić, gdy myślała. – Przedmiotu, dokumentu…

- Nie – przerwał jej blondyn. – Podejrzewam, że chodzi o Granger – dyrektorka zmarszczyła ze zdziwieniem brwi.

- Hermiona Granger? – wyszeptała, a w jej oczach błysnął strach. Popatrzyła poważnie na mężczyznę. – Jesteś pewien? – jej ton drżał z przerażenia.

- Tak, minister kazał mi zaprowadzić ją w jakieś miejsce, gdy o to poprosi. Nie sądzę, żeby to był zbieg okoliczności – mruknął.

Minerwa wstała i podeszła do dużej przeszklonej szafki z fiolkami i wyszeptała coś, po czym machnęła różdżką, a drzwiczki się otworzyły. Drżącą dłonią sięgnęła w głąb i wyciągnęła zakurzoną fioleczkę ze srebrnym płynem w środku, podpisaną „Severus”. Wróciła do biurka i zaczęła przegrzebywać dolną szufladkę. Wreszcie znalazła mały rulonik zapieczętowany znakiem Hogwartu i wręczyła go wraz z fiolką Draconowi.

- W fiolce znajduje się wspomnienie Severusa, w którym wszystko jest wyjaśnione – szepnęła. -  Obejrzyj je w domu, bez żadnych świadków, a później je zniszcz, rozumiesz? – chłopak pokiwał głową. – Na pergaminie zapisane jest miejsce, do którego będziesz musiał się udać, a także wszystkie instrukcje. Nie otwieraj go dopóki nie wyruszysz w podróż, nie możesz pozwolić,  żeby wpadł w niepowołane ręce – spojrzała na niego z troską. – A teraz idź, nie mów nikomu o tej rozmowie.
Blondyn schował przedmioty do kieszeni i ruszył w stronę wyjścia. Gdy otworzył drzwi, usłyszał jeszcze zaniepokojony głos Minerwy:

- Nie daj się zabić Draco.

***

Ogromna, kamienna sala wypełniona była ludźmi ubranymi w krwistoczerwone peleryny. Wśród tłumu panowało zaniepokojenie i ekscytacja jednocześnie, powietrze aż wibrowało od tych emocji. Ciche szepty wypełniały zimną komnatę odbijając się echem od szarych ścian. Wszyscy patrzyli w jeden punkt – wielki, czarny tron stojący na środku. Nie był to zwykły tron, jego czerń miała tak intensywny odcień, że patrząc na nią czuło się jakąś niezdefiniowaną grozę. W pokoju panował półmrok rozświetlany jedynie niewielką liczbą świeczek wiszących w powietrzu. Amber przecisnęła się przez kilka rzędów ludzi i stanęła obok przyjaciela.

- Co się dzieje? – wyszeptała najciszej jak potrafiła. – Przecież niedawno było zebranie…

- Mają zabić kogoś z zakładników – ton mężczyzny wyrażał chorą ekscytację. – Cicho, zaczyna się – dodał, gdy do środka wkroczył mężczyzna w czarnej szacie zakrywającej twarz. Amber na ten widok przeszły ciarki, doskonale pamiętała tę sylwetkę…

- Drodzy poddani! – jego głos wypełnił całą salę, a tłum zamilknął. – Dziś odbędzie się publiczna egzekucja jednego z zakładników. Minister Magii nie wywiązał się z umowy, więc z każdym dniem zwłoki ginął będzie jeden zakładnik. Uroczystość czas zacząć! – na twarzach zebranych pojawiło się wyczekiwanie. Mężczyzna usiadł na tronie, a do Sali weszli strażnicy niosący związaną nagą brunetkę. Była to młoda kobieta z ostrymi, ale seksownymi rysami twarzy. Na jej bladej twarzy malował się strach. Strażnicy wnieśli ją do sali i za pomocą czarów zawiesili w powietrzu. Mężczyzna w czarnej pelerynie wstał i powoli podszedł do kobiety. Wyciągnął spod szaty nóż i delikatnie przejechał po nim opuszkami palców. Pochylił się nad uchem kobiety i ściągnął jej knebel, po czym wyszeptał:

- Możesz krzyczeć do woli złotko.

Przejechał dłonią po płaskim brzuchu kobiety i przyłożył do niego nóż. Sprawnym ruchem przeciął skórę i zaczął wycinać znak – klepsydrę z czaszką na wierzchu. Kobieta zaczęła krzyczeć z bólu, lecz im głośniej to robiła, tym głębiej wbijał nóż. Cała sala przypatrywała się temu w milczeniu. Gdy wreszcie mężczyzna skończył, odrzucił nóż w głąb sali i znów pochylił się nad ofiarą.

I wtedy zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. Szybkim ruchem wbił się w tętnicę kobiety i zaczął pić jej krew.

Ich władca był wampirem.


----------
Hej, wreszcie przybywam z nowym rozdziałem! :D Początkowa koncepcja była nieco inna, ale w tak wygląda efekt końcowy :) Nie jestem zbytnio z niego zadowolona, moim zdaniem jest zbyt brutalny, ale nie mogłam pominąć ostatniej sceny :/ Nie wiem dlaczego to zrobiłam, chyba dlatego, że czytałam ostatnio obrzydliwy horror, bleh! :< Postaram się robić nieco łagodniejsze rozdziały, bo wiem, że nie każdy lubi brutalność ;)
Co do Leonarda - wiem, że chcecie mnie zabić :D Ale nie martwcie się, od kolejnego rozdziału zaczyna się prawdziwe Dramione :D 
Pytania jak zwykle kierujcie na ask.fm ;) Odpowiadam na wszystkie.

Buziaki i cieszcie się ostakiem wakacji! :*
Alicia*

12 komentarzy:

  1. No nareszcie kolejny rozdział! Powoli akcja nabiera większego sensu, kilka wątków zostało wyjaśnionych, co bardzo mi przypadło do gustu. Nie podoba mi się, że Leonard mieszka Hermioną, to Draco powinien być na jego miejscu! :D Ciekawa jestem, dlaczego oni się tak nienawidzą, skoro Malfoy pomógł mu i tej kobiecie? Zastanawia nie też, co Granger ma wspólnego z całą sprawą! Nie mogę się już doczekać wątku dramione, coś czuję, że Hermiona nie będzie zadowolona, kiedy Draco ją gdzieś ukryje. ;>
    U mnie pojawił się rozdział trzeci, zapraszam. :)
    http://dramione-pod-oslona-nocy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Uważam, że to, że Herm podała wtedy lód Malfoyowi było SŁODKIE! A twój rozdział mnie zaintrygował. Wampirek... Kto by pomyślał... :D I ogólnie lubię Leonarda. Ale dla Hermiony jest Draco, sorry koleś :)
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. No... Mhrok, sekrety, wampiry- moje klimaty.
    W tej ostatniej scenie nie ma zbyt iele prutalności, jest napisanq tak delikatnie, że bardziej się nie da. Na mnie nie wywołała żadnych emocji, ale ja uwielbiam horrory, thrillery i kryminały, więc takie sceny nie robią na mnie wrażenia.
    Jestem zaintrygowana tym wzystkim i z niecierpliwością czekam na więcej.
    Pozdrawiam, em.
    potterowskie-co-nieco.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalnie starałam się ograniczyć opisy do minimum, bo wydają mi się na miejscu w Dramione ;) Ale cieszę się, że się podobało :D

      Usuń
  4. Nie lubię Leonarda... Po prostu od początku nie przypadł mi do gustu. Co do rozdziału to pasuje do Masakry w Tearze Wielkim, nie uważam, że jest zbyt brutalny. Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wampiry... hmmm, nie jestem przekonana, ale zobaczymy :D
    Nawet lubię Leonarda, choć coś mnie od niego odpycha. Ale pozyjemy zobaczymy, mam nadzieje, że w następnym rozdziale będzie więcej konfrontacji typu Miona- Draco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leoś jest postacią pozytywną, dlaczego go nie lubicie? :> Ja tam go uwielbiam, jest kochany i dużo przeżył ;)

      Usuń
    2. Być może dlatego go nie lubią, bo zbliżył się za bardzo do Hermiony. Mam nadzieję, ze Miona nie stanie są jego zabawką w łóżku.
      Co do brutalności, to nie jest tak tragicznie. Wszystkiego trzeba spróbować.
      Rozdział stawia jeszcze więcej pytań. Dodatkowo pojawiają się wampiry, ale to dobrze. Im więcej wątków umieszczasz tym oryginalniejsze jest opowiadanie.

      Usuń
  6. Ciekawy rozdział, strasznie dużo tajemnic. Czekam na kolejny:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger :)
    Więcej informacji na http://nowa-hermiona-granger.blogspot.com/p/blog-page_31.html.

    Pozdrawiam i zapraszam na nowy rozdział 12.
    Lacarnum Inflamare.

    OdpowiedzUsuń
  8. łał jestem pod duuużm wrażeniem twojego opowiadania;) Mała Mi

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja myślałam, że ją zgwałci...

    OdpowiedzUsuń