Hermiona z cichym westchnięciem opadła na krzesło w swoim
gabinecie. Po całym dniu w pracy miała ochotę wejść do ciepłego łóżeczka,
zakopać się w nim i nie wychodzić co najmniej przez tydzień. Niestety jej
marzenia nie mogły się spełnić, ponieważ musiała jeszcze przejrzeć CV nowych
praktykantów mających nadzieję zostać w przyszłości magomedykami. Od jutra
zaczynało się szkolenie, które wiązało się z licznymi pytaniami, oprowadzaniem
ochotników i demonstrowaniem swojej pracy. Szczególnie to ostatnie wydawało jej
się istnym horrorem – musiała badać pacjenta przy kilkunastoosobowej widowni
wytrzeszczającej w skupieniu oczy i robiącej pilnie notatki. Nie spodziewała się
nawet odrobiny rozrywki, osiem lat pracy w Szpitalu św. Munga nauczyły ją, że
magomedykami zostają osoby kompletnie pozbawione życia towarzyskiego, a co za
tym idzie, mało rozmowne i dowcipne. Owszem, wśród licznego personelu trafiały
się pojedyncze wyjątki – na przykład Chris Palmer, o trzy lata starszy od niej
szatyn, który urodził się i dorastał w Stanach, więc gdy w Anglii trwała wojna,
on spokojnie kończył studia i wiódł beztroskie życie. Może dlatego tryskał
energią i wręcz emanował szczęściem? Wojna zmieniła wszystkich, którzy brali w
niej udział i to na stałe. Ron, ciapowaty rudzielec mający problem z
utrzymaniem języka za zębami, stał się zamknięty w sobie, poważniejszy i
bardziej odpowiedzialny. Rozstał się z Hermioną 3 miesiące po Bitwie o Hogwart,
ale nie było to poprzedzone kłótnią lub zdradą. Najzwyczajniej w świecie
poprosił dziewczynę na osobność i przeprowadzili długą, szczerą rozmowę, ale do
dzisiaj pozostawali w przyjacielskich stosunkach.
Odłożyła ostatnią kartę i pomasowała skroń palcami. Jeszcze
nigdy nie miała tak wyczerpującego dnia jak dziś. Zaczęło się od całej drużyny
Piorunów Królowej, czyli drużyny quiddicha, która w imię Elżbiety (którejśtam),
wygrywała mecze ze wszystkimi zagranicznymi drużynami. Niestety, ktoś rzucił paskudne zaklęcie na
wszystkich graczy i przez ponad dwie godziny Hermiona szukała sposobu na
przywrócenie ich głowom normalnych rozmiarów. Następnie przyszedł do niej
Neville z dość sporą grupką dzieci pokrytych paskudnymi bąblami i wytłumaczył,
że wszyscy pierwszoroczni gryfoni i puchoni oberwali od Plujki Kwaśnej, a pani
Pomufrey nie daje rady wszystkich opatrzyć w tak krótkim czasie. Gdy Hermiona
skończyła opatrywać wszystkie dzieciaki, pomknęła do stołówki coś przegryźć,
ale tam z kolei dowiedziała się od pielęgniarki, Dominique, że na izbie przyjęć
leży właśnie przeklęta jakąś czarnomagiczną klątwą kobieta w ciąży. A to i tak
nie są wszystkie rzeczy, z którymi musiała się dzisiaj zmagać.
Poukładała wszystkie papiery na biurku w odpowiednich
szufladach, folderach i teczkach, po czym dopiła zimną już kawę. Podeszła do
obdrapanego już ze starości stojaka na kurtki i założyła swój schodzony,
granatowy płaszczyk. Zabrała jeszcze torebkę i z lekkim uśmieszkiem na ustach
wyszła z gabinetu. Ciche korytarze wypełniał tylko odgłos jej kroków, o tej
porze jedynie garstka magomedyków pełniła nocny dyżur. Na szczęście dyżury Hermiony
wypadały dopiero w następnym miesiącu. Kobieta już mijała recepcję, gdy drzwi
do szpitala otworzyły się z głośnym hukiem i do środka wpadła duża grupa
ratowników terenowych, z Chrisem na czele, pchająca wózek z zasłoniętym ciałem.
- SZYBCIEJ DO JASNEJ
CHOLERY! – szatyn głośno się wydarł i spojrzał na przerażoną pielęgniarkę. –
Zawieźcie go na salę operacyjną, ale to już! Ja pobiegnę się przygotować! –
dopiero gdy reszta grupy pognała na salę, zwrócił się do Hermiony. – Wiem, że
miałaś dziś dużo pracy, ale potrzebuję Twojej pomocy – zrobił błagalną minę.
Wystarczyło jedno spojrzenie na jego twarz, żeby dziewczyna zgodziła się.
- Co się stało? – spytała porywając pierwszy lepszy fartuch
i nakładając go w pośpiechu.
- Jakiś czarodziej jechał sportowym autem ponad 300 na
godzinę i z całej siły rozbił się o mur – mruknął mocując się z rękawiczkami. –
Dobrze, że jeszcze nie wyszłaś, bo jako jedyna znasz się na mugolskich
sposobach – dodał i przejrzał półkę z eliksirami i innymi specyfikami, po czym
zgarnął kilka fiolek.
- Jak bardzo źle jest? – spytała związując włosy w koka
Hermiona.
- Fatalnie – to słowo mężczyzna wypowiedział niemal szeptem.
– Połamana większość żeber, część kości wbita w niektóre organy wewnętrzne, krwotok
wewnętrzny, złamanie otwarte ręki, zmiażdżona lewa stopa, odłamki szkła w
skórze i mocne obrażenia mózgu – gdy skończył wymieniać, Hermiona zbladła.
Zapowiadało się na wyjątkowo ciężką akcję ratunkową.
Nie tracąc więcej czasu weszli na salę operacyjną, gdzie na
stole leżał już przygotowany pacjent. Hermiona podeszła bliżej i omal nie
krzyknęła, gdy zobaczyła mężczyznę. Tuż przed nią leżał półżywy Draco Malfoy.
Doskonale pamiętała te platynoweblond kosmyki opadające niesfornie na czoło,
teraz potargane i całe we krwi, mleczną, nieskazitelną skórę i te usta, którymi
potrafił zadać jej tyle bólu… Ale teraz to on leżał na stole przed nią i od
niej zależał jego dalszy los. Nie mogła pozwolić mu umrzeć. Nie teraz.
- Ja zajmę się urazami głowy, ty spróbuj zatamować krwotok
wewnętrzny i usunąć odłamki – zarządził Chris i wyciągnął różdżkę, żeby
rozpocząć pracę. Pochylił się nad głową blondyna i w skupieniu zaczął szeptać
jakieś regułki kreśląc przy tym skomplikowane wzory.
Hermiona miała trudniejsze zadanie, ponieważ musiała rozciąć
brzuch mężczyzny, żeby móc działać w środku. Na szczęście nie musiała używać
skalpela, wyszeptała zaklęcie i nad brzuchem pacjenta wykreśliła linię. W swoim
zawodzie wiele razy widziała okropne rzeczy, ale to, co zobaczyła teraz,
przeraziło ją. Wnętrzności Malfoya były tak zmasakrowane, jakby został pobity
przez co najmniej 20 mężczyzn, a nie uderzył autem o mur. Ale teraz musiała
skupić się na pracy, wzięła głęboki oddech i zaczęła ostrożnie usuwać odłamki
żeber. Było to mozolne zajęcie, ale szło jej dość sprawnie. Do
czasu…
- Chris, mam problem! – krzyknęła zrozpaczona.
- Co się stało?
- Jeden odłamek utknął pomiędzy sercem, a płucami, nie dam
rady go wyciągnąć bez uszkodzenia
któregoś z nich – jej głos wyrażał czyste
przerażenie. Nie chciała, żeby ten dupek umierał! Nie mogła na to pozwolić! Za
każdym razem walczyła o życie pacjenta, ale ta sytuacja była wyjątkowa, choć
nie wiedziała dlaczego tak bardzo jej na nim zależy. No bo czy powinna aż tak martwić się o życie kogoś, kto
poniżał ją, wyzywał i traktował jak najgorsze ścierwo każdego dnia?
- Dobra, wyczaruję osłonę na tyle cienką, żebyś mogła go
wyciągnąć, ale musisz to zrobić szybko i precyzyjnie, bo jeśli nie uleczę
głowy, skończy jako warzywo – mruknął podchodząc do szatynki. Pochylił się nad
rozciętym brzuchem i wyszeptał Scuto tenius*, po czym skinął na nią. Hermiona
cudem opanowała trzęsienie dłoni i magią zaczęła powoli przesuwać kawałek
kości. Robiła to w ogromnym skupieniu, bo wiedziała, że jeden błąd może
oznaczać koniec.
Wreszcie udało się. Razem z Chrisem odetchnęła z ulgą i
zaczęła spokojnie usuwać krwotok wewnętrzny, wzmacniać tkankę uszkodzonych
organów i rekonstruować zarys żeber. Nie mogła odbudować ich całkowicie, ale
zrobiła wszystko, co potrafiła i ze spokojnym sumieniem „zamknęła” brzuch
mężczyzny. Chris również skończył, więc zajęli się wyciąganiem szkła ze skóry
arystokraty i usuwaniem ran. Gdy skończyli, spojrzeli na siebie z satysfakcją.
Udało się.
***
Blondwłosa kobieta sączyła leniwie poranną kawę dokonując
codziennego przeglądu prasy. Zaczęła oczywiście od Proroka Codziennego, którego
redakcja zmieniła się nieco (wyleciała kochana pani Rita ^^), co wyraźnie
podniosło jakość artykułów. Rzuciła okiem na pierwszą stronę i zamarła.
- Blaise, złotko, chyba powinieneś coś zobaczyć – wymamrotała starając się nadać swojemu głosowi w miarę normalne brzmienie.
- Co się stało? – czarnoskóry mężczyzna wszedł do salonu
poprawiając krawat. W odpowiedzi żona podała mu jedynie gazetę i rzuciła „Czytaj”.
TRAGICZNY
WYPADEK MŁODEGO ARYSTOKRATY
W
zeszłą noc, tj. 23.09., sławny w całym świecie czarodziei arystokrata, Draco
Malfoy, wjechał pędzącym ponad 300 km/h autem w mur. Ratownictwo magomedyczne
zostało natychmiast o tym poinformowane, co pozwoliło im na przeprowadzenie
szybkiej interwencji. Kierownik działu Ratowników Terenowych, Chris Palmer
odmawia jakichkolwiek wizyt u poszkodowanego mówiąc: „Dzięki szybkiej interwencji udało nam się w porę zadziałać i uratować
pacjenta. Jest już w lepszym, i co ważne stabilnym, stanie, ale wciąż jest w
śpiączce. Powinien wybudzić się do końca tygodnia, ale do tego czasu nikt poza
nielicznymi magomedykami nie będzie mógł go odwiedzać.”. Wypadek ten
wywołał u wszystkich szok, ponieważ rzadko kiedy poszkodowanymi są tak sławne
osobistości jak jedyna latorośl Malfoyów, duma Narcyzy Malfoy. Gdyby nie
błyskawiczna interwencja magomedyków – kto wie, może pisalibyśmy właśnie o
zgonie jednego z najbardziej pożądanych casanov w całej Anglii?
Będziemy
donosić wszystkie newsy na bieżąco.
Eric
Sherlmer
Nie minęło pół godziny, gdy Blaise
był już w szpitalu św. Munga i biegł do recepcji.
- Muszę porozmawiać z kimś na temat
Draco Malfoya. Kto się nim zajmuje? – wyrzucił z siebie i spojrzał
niecierpliwie na brunetkę w stanowczo zbyt obcisłej bluzce.
- Pan Chris, ale przed chwilką miał
wezwanie – odpowiedziała flegmatycznie.
- A ktoś inny?
- Hmm – brunetka przerzuciła plik
papierów i uważnie się czemuś przyjrzała. – Ach, pani ordynator pomagała
wczoraj w akcji, ale też jest zajęta, ma szkolenie praktykantów. Przykro mi –
dodała nawet nie próbując udawać współczucia.
- Gdzie ją znajdę? – warknął wkurzony
Zabini.
- Pani ordynator jest zajęta, pro…
- GDZIE DO JASNEJ CHOLERY ZNAJDĘ TĘ
ORDYNATORKĘ, POWIESZ MI ŁASKAWIE?! – wydarł się czarnoskóry, a pojedyncze osoby
stojące w holu przyglądnęły mu się z zaciekawieniem. Recepcjonistka
zaniemówiła, ale na szczęście szybko przybyła odsiecz.
- Zabini nie wydzieraj się na Sarę
i chodź – ciężko oddychający ze złości mężczyzna odwrócił się i zobaczył
Hermionę z plakietką „Hermiona Granger, Ordynator” patrzącą na niego z politowaniem.
- To ty? – wydukał wreszcie, a
dziewczyna zaśmiała się cicho i spojrzała na niego z błyskiem w oku.
- Tak, to ja – uniosła brwi i
zlustrowała go wzrokiem. – Chodź do mojego gabinetu, porozmawiamy – nie czekając
na odpowiedź ruszyła przed siebie. Mijała dużo drzwi, aż wreszcie doszli do
celu. Hermiona od razu podeszła do biurka i zaczęła porządkować papiery, które
leżały w dużej stercie.
- Co u niego? – Blaise podszedł do fotela
i niechętnie w nim usiadł. Najchętniej biegłby na salę, do Draco, ale wiedział,
że nikt mu na to nie pozwoli.
- Nie jest źle – mruknęła Hermiona
i usiadła naprzeciwko gościa. – Wczorajsza akcja była bardzo trudna, ale udało
się – dodała z niemałą satysfakcją.
- Co mu dokładnie było?
- Ech, dużo by tego wymieniać. Uraz
głowy, połamane żebra, uszkodzone organy, złamana ręka, zmiażdżona stopa… -
mężczyna otworzył szerzej oczy. – Trochę zbyt dużo jak na wypadek samochodowy…
- dodała świdrując go wzrokiem. Nagle coś błysnęło w jego oczach.
- Jasna cholera! – krzyknął chowając
twarz w dłoniach. Hermiona przyglądała się temu z szokiem. – Ja… Granger, on
chyba próbował popełnić samobójstwo – wyszeptał wreszcie.
- Samobójstwo?! – wrzasnęła. - Dlaczego
on miałby popełniać samobójstwo? – dodała
już nieco ciszej widząc wyraz twarzy Blaise’a. On wiedział.
- Po wojnie Draco miał cholerne
problemy. Najpierw wszyscy naskakiwali na niego, wyzywali za plecami od
śmierciożerców i nie wierzyli, gdy mówił, że to przez ojca wstąpił w jego
szeregi. Mówiłem mu, żeby postarał się jakoś przekonać do siebie ludzi, ale on
postanowił załatwić to po Malfoyowsku. Dawał łapówki wszystkim dziennikarzom,
robił sesje fotograficzne, wyprawiał bankiety… Jednym słowem robił wszystko, by
powrócić do dawnej pozycji. No i udało mu się – westchnął. – Codziennie miał
inną laskę, najdroższe fury, wielkie rezydencje… Ale pił. I to cholernie dużo.
Tylko ja o tym wiedziałem, bo pomagałem mu nie przeginać. Gdy wypił za dużo,
robiłem mu za niańkę, przebierałem, kładłem do łóżka i załatwiałem eliksir na
kaca. Ale później ożeniłem się i już nie mogłem codziennie ratować mu skóry –
pokręcił głową. – No i doszły te zaręczyny…
- Zaręczyny? – Hermiona czuła, że
jest coraz bardziej skołowana. Draco Malfoy upijał się, a teraz chciał popełnić
samobójstwo? Dlaczego?
- Tak, Narcyza chce go zmusić do
ślubu z Astorią Greengrass. Już są zaręczeni, a data ślubu wyznaczona.
- Na kiedy? – wyszeptała Hermiona.
- Za miesiąc.
----------
Hejloł :D Dziś taka niespodzianka - miniaturka! Yay! ^^ Już od dawna ją chciałam napisać i proszę - wena mnie napadła w środku nocy, więc po co zwlekać? :) Nie wiem, czy jest oryginalna, czy w ogóle Wam się spodoba, ale mam nadzieję, że COŚ z tego wyszło ;) Miała być tylko jedna część, ale byłaby gigantem, więc podzielę ją na dwie, no może trzy :>
Ach, przepraszam za ewentualne błędy dotyczące operacji (jestem nogą z biolcy) i inne, jeśli takowe są ;)
Cóż mogę dodać? ENJOY! :3
Buziaki! :*
Alicia*
Ojej, jakie mile zaskoczenie mnie spotkalo! Szkoda, ze miniaturka sie juz skonczyla. Tak cos czulam, ze Draco sam sobie zgotowal ten los. :( Hermiona jest prawdziwym Aniolem, bo to glownie dzieki niej jeszcze zyje. Oby tylko nie zaczal po przebudzeniu znowu wyzywac jej od szlam! :|
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy juz czytalas, ale u mnie pojawil sie Rozdzial 3. Zapraszam!
www.dramione-pod-oslona-nocy.blogspot.com
Pozdrawiam i czekam na dalsza czesc miniturki oraz rozdzial 12! :D
Łuhuuuu! Nieźle! Biedny Draco :C. Ale Alicia go uratuje prawda? I nie będzie musiał się żenić z tą głupią... Nie napiszę, co o niej sądzę, bo nie chcę kalać wspaniałego bloga takimi słowami... No, ale ufamy Alicii i jesteśmy pewni, że zrobi co się da, żeby było dobrze :D! A nawet jeśli nie będzie dobrze, to i tak będzie super! Bo już dowiodła, że potrafi wspaniale pisać i wciągnąć czytelników!
OdpowiedzUsuńPozdrowionka
Czupiradełko
Super!
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do The Versatile Blogger :)
Więcej informacji na http://widzialamtwojemarzenia.blogspot.com/
Pozdrawiam i zapraszam!
Kaki
Przeprowadzenie operacji wyszło Ci bardzo realistycznie. Ja też jestem słaba z biologii, ale nałogowo oglądam dr. House'a :D
OdpowiedzUsuńŚwietny pomysł na miniaturkę, jeszcze nic podobnego nie czytałam.
Nie pozostaje nic innego jak czekać na kolejną część ;)
Pozdrawiam, em.
Haha, dr. House nauczył mnie biologii lepiej niż moja nauczycielka :P A przy pisaniu pomagał mi niezastąpiony wujaszek Google :D
UsuńOby Hermiona uratowała go także od tego ślubu! ;)
OdpowiedzUsuń-----
clover.
http://hgranger-dmalfoy.blogspot.com
Super miniaturka :-) Czekam na kolejną część !!!
OdpowiedzUsuńmojeminiopowiadania.blogspot.com
Miniaturka świetna! Nie mogę się doczekać następnej części ;)
OdpowiedzUsuńSuper miniaturka :D uwielbiam operacje (mój konik xD)
OdpowiedzUsuńPS Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger :D
Więcej informacji na http://hgdm-baby-i-wait-for-you.blogspot.com w zakładce Hogsmeade - nominacje
Genialne!! więcej takich miniaturek ;DDD
OdpowiedzUsuńMiło się czytało. Jakoś nigdy nie przypuszczałabym, że taka osoba jak Draco Malfoy może chcieć popełnić samobójstwo. o-o W każdym razie, fajnie, lekko napisana miniatrurka. Czekam na kolejną część. ;D
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na miniaturkę dramione "Ukochany Krukon". ;D
Pozdrawiam,
Vilene (nie-pytaj-mnie-o-jutro.blogspot.com)
Fajna miniaturka. Nie mogę się doczekać kolejnej części.
OdpowiedzUsuńSpodobała mi się ta miniaturka i oczywiście czekam na ciąg dalszy, ale jedna rzecz mi się w niej nie podoba a mianowicie to, że Zabini tak otwarcie mówi Hermionie o Draco.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam E.
Nie mogę się diczekać następnej części. :D
OdpowiedzUsuńkiedy będzie następna część ? :)
OdpowiedzUsuńNastępna część miniaturki już jest, trzeciej jeszcze nie napisałam :) I chyba szybko nie napiszę, bo esej z Ikara czeka. :<
UsuńCudowna!
OdpowiedzUsuńNiesamowita!
Pozdrawiam
Layls
zapraszam do siebie:
dramione-teatr-uczuc.blogspot.com