Najpierw ogarnęła go
ciemność ze wszystkich stron. Głucha cisza i mrok – zestaw idealnie pasujący do
Snape’a. Ale nagle w głębi błysnęło światło i Draco usłyszał charakterystyczny
trzask towarzyszący aportacji. Światło nasilało się, do momentu, gdy mężczyzna
mógł zobaczyć pomieszczenie w pełnej okazałości. Był to niewielki gabinecik,
urządzony w dość chłodnym stylu. Jedynymi ozdobami były fiolki wypełnione
różnokolorowymi płynami poustawiane w idealnym porządku w dębowej gablotce.
Blondyn nie musiał się zbyt długo zastanawiać, żeby dojść do wniosku, że właścicielem
pomieszczenia był Severus – siedzący przed biurkiem i uważnie lustrujący jakąś
księgę.
- Severusie, długo już
tak siedzisz? – pogodny głos Albusa Dumbledore’a podszyty był nieukrywaną
troską. Dopiero teraz Draco zorientował się, że to dyrektor Hogwartu aportował
się tu przed chwilą.
- Na tyle długo, żeby
dojść do wniosku, że jesteśmy w beznadziejnej sytuacji – wycedził wyraźnie
zirytowany Snape. – Nie ważne, czy pokonamy Voldemorta, i tak…
- Ach, Severusie –
staruszek zaśmiał się nerwowo i drżącymi dłońmi przewrócił stronice księgi. –
Jesteś niepoprawnym pesymistą, ja zaś muszę być wesoły za nas dwóch –
zmarszczył brwi przypatrując się jakiemuś wyjątkowo paskudnemu obrazkowi, ale
szybko zmienił stronę. Wreszcie odnalazł interesujący go fragment i przeleciał
go wzrokiem. – „Aby czarodziej ten mógł posiąść moc silniejszą od wszystkich
innych, potrzeba magii dużo potężniejszej od znanej nam wszystkim. Nawet najsilniejsze
klątwy czarnomagiczne nie mogą się równać z prastarą magią, która wedle legendy
spisana została na polecenie czterech założycieli Hogwartu – Godryka Gryffindora,
Roveny Ravenclaw, Helgi Huffelpuff i Salazara Slytherina i ukryta na zawsze w
czuleściach kaplicy w Ambersthox. Wielu śmiałków próbowało odnaleźć księgę
oprawioną w szczery diament, jednak nikomu się nie udało. Ten, kto pierwszy
odnajdzie zaginione klątwy, będzie niepokonany.”. Co o tym sądzisz Severusie? –
spytał po chwili milczenia Albus.
- Że jeśli to prawda
i, co gorsze, jeśli Voldemort nakazał swoim sługom poszukiwania tej księgi,
jesteśmy straceni – wymamrotał Snape nalewając do szklanki ognistej whiskey i
ignorując karcący wzrok starszego towarzysza.
- Obawiam się
Severusie, że to nie my jesteśmy straceni… - staruszek pokręcił w zamyśleniu
głową.
- Skoro nie my, to
kto?
- Wiesz, do końca
wojny zostało niewiele czasu – odparł po dłuższej chwili Albus. – Gdy mnie
zabijesz, będzie trwała maksymalnie rok – nie więcej. Voldemort nie będzie żył
wiecznie i nie sądzę, żeby to on chciał posiąść tę niewyobrażalną moc… Zostawi
to raczej swym następcom. Ale Ci, których niedawno uczyłeś składu eliksiru
wielosokowego – to na nich spadnie ten ciężar. Dlatego musimy już teraz się na
to przygotować. Oddasz to wspomnienie Minerwie, miejmy nadzieję, że jej uda się
przeżyć. A ona, gdy nadejdzie czas, pomoże tym, na których spadnie ten problem.
Nagle w oddali jakiś
gruby, męski głos krzyknął niewyraźną komendę, a inny mu odpowiedział. Severus
w pośpiechu schował księgę, a Dumbledore uśmiechnął się dobrodusznie i
powiedział:
- Gdybyś potrzebował
rady, mój przyjaciel, Arthur Stanley, mieszkający w Lackock chętnie ci pomoże.
Rozległ się głośny
trzask i postać dyrektora zniknęła z pola widzenia. Obraz zaczął się rozmywać,
aż w końcu Draco znalazł się w swoim pokoju.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Albus
mówiąc ostatnie zdanie patrzył na NIEGO. I to nie było tylko wrażenie, blondyn
był tego pewien jak niczego innego.
Czyżby czekała mnie
wycieczka do Lackock?
***
- Co się dzieje Rufusie?
- Nic.
- Widzę, że coś cię trapi.
- Źle widzisz.
- Znam cię od 10 lat, potrafię rozpoznać gdy coś jest nie
tak.
- Więc się mylisz.
- Ale…
- DO CHOLERY JASNEJ ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!
Krzyk ministra magii wypełnił jego biuro wprawiając Amandę w
osłupienie. Ona próbowała mu pomóc, a on podnosi na nią głos? Pięknie, po
prostu pięknie. Nie czekając na reakcję mężczyzny podniosła swoją torebkę z
podłogi i pełnym gracji ruchem ruszyła do drzwi.
- Zabija zakładników – żałosny jęk mężczyzny sprawił, że
Amanda zatrzymała się, stała jednak tyłem do ministra. – Zbyt długo zwlekałem,
szukałem wszędzie rady, ale on teraz zabija zakładników. Muszę mu ich dać…
- Kogo? – kobieta odwróciła się gwałtownie i zmrużyła
groźnie swoje zielone oczy. Miała dość tych ciągłych tajemnic. Dość ukrywania
przed nią prawdy. Jeśli tym razem się nie dowie, Rufus rozmawiał z nią po raz
ostatni.
Mężczyzna popatrzył na nią zrezygnowany i głęboko westchnął.
Całkiem jakby czytał jej w myślach, otworzył szufladę pod biurkiem i wyciągnął
z niej kilka listów, po czym bez słowa położył je na biurku. Amanda nie
potrzebowała wyjaśnień, sięgnęła po pierwszy pergamin i zaczęła czytać. Ręce
drżące od nadmiaru emocji nie pomagały w utrzymaniu cienkiej kartki. Gdy
skończyła, podniosła skołowany wzrok na mężczyznę i wyszeptała:
- Czyli on będzie musiał…
- Tak.
To słowo zapadło niczym wyrok śmierci.
***
Ron krążył po mieścince (wsi tak naprawdę) od ponad godziny
i robił się coraz bardziej nerwowy.
Chodził od domku do domku w nadziei, że
ktokolwiek widział Harry’ego. Niestety, brunet dosłownie rozpłynął się w
powietrzu. Był i nagle zniknął. W świecie czarodziei nie byłoby w tym nic
dziwnego, gdyby nie fakt, że byli na tajnej misji, a Harry traktował pracę
bardzo poważnie.
- Co siem tak krencjisz Ronaldzje? – gruby głos Wadima
wyrwał go z zamyślenia.
- O, Wadim! – niemal z ulgą krzyknął rudy. – Widziałeś Harry’ego?
- Ach, widzjałem go za stodołą, nje wjem co robił –
mężczyzna wzruszył potężnymi barkami i poklepał go po plecach. – Nje martw się,
chodzmy na setkję, poprawi ci humor.
Setka nie poprawiła Ronowi humoru, ale sprawiła, że szybciej
zasnął. Nie poszedł za stodołę sprawdzić, co się stało z jego przyjacielem,
przez co nie zauważył odcisków butów prowadzących do lasu. A szkoda, bo gdyby
je zauważył, Harry mógłby nie być w niebezpieczeństwie…
***
- Co z Laurą? – Leonard przeżuwał leniwie tosta z dżemem
przyglądając się otworzonemu na pierwszej stronie Prorokowi Codziennemu. Był to
ostatni dzień, który miał spędzić u Hermiony i sama myśl o tym sprawiała mu
ból. No, ale nic co dobre nie trwa wiecznie, a on i tak zdecydowanie nadużył
gościnności gryfonki. Ostatnia rozmowa zbliżyła ich do siebie jeszcze bardziej,
więc ból był podwójny.
- Jest u Gin i ponoć bardzo zaprzyjaźniła się z Albusem –
wymamrotała brązowowłosa mocując się z jajkiem, które chciała wbić do masy
naleśnikowej. Nigdy nie umiała ich robić tak dobrze jak matka. – Chyba ją
zaadoptuję – powiedziała nagle wprowadzając mężczyznę w niemały szok.
- Zaadoptujesz? – wymamrotał cicho.
- Tak, nie mogłabym oddać ją do domu dziecka – kobieta cicho
westchnęła i odwróciła się, żeby powstrzymać napływające do oczu łzy. Ona
pamiętała jak czuła się po stracie rodziców – przed oczami wciąż miała
uśmiechniętą twarz matki, której wyczyściła pamięć.
- Ach…
Zapadła nerwowa cisza. Kobieta uporała się z masą naleśnikową,
ale straciła apetyt, usiadła więc na kanapie. Leonard próbował ukryć swoje
zmieszanie czytając Proroka, ale bełkotliwe artykuły nie interesowały go ani
trochę.
- Pójdę się spakować – powiedział nagle i już po chwili
zniknął w pokoju gościnnym. Nie spieszył się, wręcz przeciwnie, starał się
zwlekać jak najbardziej tylko mógł. Wszystkie ubrania składał dokładnie w
kosteczkę, rozprostowując wszelkie zagniecenia. Wiedział, co go czeka po
powrocie do swojej luksusowej, ale pustej kawalerki. Mnóstwo pracy, stres,
przelotne romanse i brak JEJ. Pobyt u Hermiony, choć poprzedzony niemiłymi
wydarzeniami, wydawał mu się czymś w rodzaju sielanki.
Dopiero, gdy zegar na ścianie pokazał 21.15, Leonard
otrząsnął się z zamyślenia. Resztę rzeczy dopakował szybkim ruchem różdżki i
był już gotowy. Wolnym krokiem wyszedł z pokoju i ciągnąc za sobą walizkę z
miną skazańca doszedł do salonu. Hermiona jak zwykle czytała jakąś książkę, a
była nią tak pochłonięta, że nie zauważyła zbliżającego się do niej mężczyzny.
- Hermiono… - powiedział cicho z nutką niepokoju w głosie.
Szatynka podniosła wzrok znad lektury i uśmiechnęła się smutno.
- Nie widzimy się przecież po raz ostatni – jej czekoladowe
oczy patrzyły prosto w twarz Leonarda. Wiedziała, że jest smutny i przytuliła
go. Czuła jego miarowy oddech na swoim policzku, miarowo oddychającą klatkę
piersiową i silne ramiona obejmujące ją nieśmiało. Uśmiechnęła się mimowolnie. –
Wkrótce się gdzieś umówimy, nie martw się – posłała mu pocieszający uśmiech,
ale w głębi duszy coś mówiło jej, że to kłamstwo. Nie wiedziała dlaczego. Po
prostu jakiś cieniutki głosik szeptał jej złośliwie Nie zobaczycie się już nigdy… Nie rób mu nadziei!
- Masz rację – mężczyzna rzucił krótkie spojrzenie na swoje
bagaże. – Dziękuję za wszystko, Hermiono Granger.
Głośny trzask i już go nie było.
Hermiona sięgnęła po butelkę wina mając nadzieję, że to
wypędzi cienki głosik z głowy. Położyła się na kanapie i pogrążyła w myślach.
***
Szybkie kroki wypełniały opustoszałą uliczkę na obrzeżach
Londynu. Nie była to luksusowa część tego miasta, latarnie świeciły słabo
rzucając jedynie mgiełkę na czarną jak węgiel ulicę. Dodatkowo czarne chmury, z
których obficie lał się deszcz, sprawiały, że ulica wyglądała wyjątkowo
obskurnie. W zaułkach chowali się pijacy i bezdomni śpiący już dawno o tej
porze, a szkoda, bo widok przystojnego mężczyzny w garniturze idącego spokojnym
krokiem w tej części miasta to rzadkość. Oczywiście był to Draco Malfoy, a do
kompletu miał jeszcze papierosa, którym zaciągał się niemal z czułością. Nagle
mężczyzna stanął przed drzwiami do małej, ale zadbanej kamieniczki, zgasił
skrupulatnie papierosa i, rozglądnąwszy się uprzednio dookoła, aportował się do
środka.
Gdy tylko stanął w ciepło urządzonym salonie, na jego twarzy
pojawił się paskudny uśmieszek. Granger była sama, spała na kanapie, a ubrana
była w koszulkę na ramiączkach i szorty. Czego chcieć więcej? Niestety, blondyn
musiał działać szybko, ruszył więc do pokoju szatynki i niedbałym ruchem
różdżki przywołał wszystkie jej ubrania, zminimalizował i schował do zaczarowanego
plecaka podróżnego. Nie przyglądał się zbyt dokładnie wystrojowi, zauważył
jednak zdjęcie Hermiony i Kruma na półce. Szybki gest i po chwili Krum miał
twarz pokrytą pryszczami. Błahostka.
Teraz przyszedł czas na trudną część planu, która miała
polegać na podaniu Granger eliksiru usypiającego, a następnie aportowaniu się z
nią do posiadłości na drugiej części Anglii. Arystokrata podszedł do śpiącej
szatynki i mrużąc oczy przyjrzał się jej. Obok stała pusta butelka wina,
eliksir był chyba niepotrzebny. Kolejny paskudny uśmieszek. Draco położył na
stoliku karteczkę z wymownym „Pieprzcie się” napisanym niemal kaligraficznie i
uniósł kobietę na ręce.
Chwila skupienia i charakterystyczne szarpnięcie, a po chwili szum morza rozbijającego się o
klify. Zapach soli drażniąca nos i nareszcie… spokój.
***
Po powrocie do swojej kawalerki Leonard nie mógł usnąć. Cały
czas przed oczami miał Hermionę siedzącą na kanapie, robiącą naleśniki,
opatrującą mu rany… Wreszcie podjął decyzję. Nie zważając na późną porę
teleportował się do mieszkania i już na progu krzyknął Hermiono! Nie doczekał się jednak odpowiedzi, sprawdził więc
kolejno salon, sypialnię, pokój gościnny, kuchnię, jadalnię, łazienkę, a nawet
balkon, ale kobiety nie było ani śladu. Znalazł za to karteczkę z napisem Pieprzcie się napisaną znajomym pismem.
Tego wieczora w Leonarda wstąpił szał i mężczyzna obiecał
sobie, że uratuje Hermionę choćby nie wiem co.
A temu blond gogusiowi nogi z dupy powyrywa.
Choćby zaraz.
----------
Kto napisał rozdział? :D No kto?! Ja :D Hip hip - Hurra ^^ Nie wiem jak, ale mi się udało. Z góry przepraszam za błędy - nie mam siły sprawdzać, albowiem spałam 4 h :< A jutro sprawdzian z gegry na który nic nie umiem :/ Dobra, dzisiaj krótko ode mnie, ale jestem zmęczona.
Przepraszam za zwłokę, ale już postaram się dodawać częściej :)
Zapraszam na aska - tam możecie pytać kiedy nowe rozdziały itp :)
Rozdział dedykuję Sandrze :* Dzięki kochana!
Zajebisty rozdział! Warto było czekać. Wybacz, że tak krótko, ale jest dość późno, a muszę jutro wcześniej wstać. Obiecuję, że jutro się rozpiszę :))
OdpowiedzUsuńSuper :) Oby takich blogów więcej ^^
OdpowiedzUsuńZakochałam się w tym opowiadaniu. A co mi tam - całą noc zarwałam ale było warto ♥
Z niecierpliwością czekam na następny rozdział
Teraz także twoja czytelniczka Optymistyczna Pesymistaka
Ty zarwałaś czytając, ja pisząc :) Bardzo się cieszę, że mam nową czytelniczkę :)
UsuńKiedy następny ? :P
UsuńO jaa jak miło dziękuje <3 Robi się coraz ciekawiej i już nie mogę się doczekać następnego.;3Genialne masz pomysły.Błędy to błachostka spokojnie ;3 Ja osobiście nie widziałam żadnego albo byłam za bardzo pochłonięta treścią xd. Ogarniesz wszystko.Niech ci nauczyciele mniej zadają tego wszystkiego ! ; c . Życzę weny i czekam na następny ;*
OdpowiedzUsuńNo nareszcie nowy rozdział i jak zwykle genialny. Coraz więcej tajemnic. Czekam na kolejną notkę.
OdpowiedzUsuńŚwietny, porywający, magiczny.
OdpowiedzUsuńNie mam nic więcej do dodania.
em.
Oh świetny po prostu ten rozdział i czekam na więcej ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam E.
Oj, jestem strasznie ciekawa co się stanie jak się Hermiona obudzi. Swoją drogą, czy ona nie ma jakiś problemów alkoholowych?
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle fantastyczny.
Haha, nie raczej nie ma ;) Po prostu czasem sobie wypije winko... To wszystko :)
UsuńOh, Matulo Przenajświętsza!!!! Natrafiłam tutaj przez bloga Artistico (czytając Twój komentarz pod prologiem) i w bardzo szybkim tempie pochłonęłam całe 12 rozdziałów! Bardzo ciekawy pomysł na Dramione i w ogóle cała historia zapowiada się świetnie! :D Na pewno będę dalej czytać i starać się komentować na bieżąco :) Mam nadzieję, że nie zrobię problemu, zapraszając Cię do siebie? Czytałam regulamin i napisałaś, że Ci to nie przeszkadza, ale wolę się upewnić :) http://dramione-wciaz-cie-kocham.blogspotcom
OdpowiedzUsuńNie przeszkadza, tylko mogę nie wejść od razu, bo ostatnio mało czytam blogow, dkatego możesz przypominać ;)
Usuń