poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 12 - Plan doskonały



Najpierw ogarnęła go ciemność ze wszystkich stron. Głucha cisza i mrok – zestaw idealnie pasujący do Snape’a. Ale nagle w głębi błysnęło światło i Draco usłyszał charakterystyczny trzask towarzyszący aportacji. Światło nasilało się, do momentu, gdy mężczyzna mógł zobaczyć pomieszczenie w pełnej okazałości. Był to niewielki gabinecik, urządzony w dość chłodnym stylu. Jedynymi ozdobami były fiolki wypełnione różnokolorowymi płynami poustawiane w idealnym porządku w dębowej gablotce. Blondyn nie musiał się zbyt długo zastanawiać, żeby dojść do wniosku, że właścicielem pomieszczenia był Severus – siedzący przed biurkiem i uważnie lustrujący jakąś księgę.

- Severusie, długo już tak siedzisz? – pogodny głos Albusa Dumbledore’a podszyty był nieukrywaną troską. Dopiero teraz Draco zorientował się, że to dyrektor Hogwartu aportował się tu przed chwilą.

- Na tyle długo, żeby dojść do wniosku, że jesteśmy w beznadziejnej sytuacji – wycedził wyraźnie zirytowany Snape. – Nie ważne, czy pokonamy Voldemorta, i tak…

- Ach, Severusie – staruszek zaśmiał się nerwowo i drżącymi dłońmi przewrócił stronice księgi. – Jesteś niepoprawnym pesymistą, ja zaś muszę być wesoły za nas dwóch – zmarszczył brwi przypatrując się jakiemuś wyjątkowo paskudnemu obrazkowi, ale szybko zmienił stronę. Wreszcie odnalazł interesujący go fragment i przeleciał go wzrokiem. – „Aby czarodziej ten mógł posiąść moc silniejszą od wszystkich innych, potrzeba magii dużo potężniejszej od znanej nam wszystkim. Nawet najsilniejsze klątwy czarnomagiczne nie mogą się równać z prastarą magią, która wedle legendy spisana została na polecenie czterech założycieli Hogwartu – Godryka Gryffindora, Roveny Ravenclaw, Helgi Huffelpuff i Salazara Slytherina i ukryta na zawsze w czuleściach kaplicy w Ambersthox. Wielu śmiałków próbowało odnaleźć księgę oprawioną w szczery diament, jednak nikomu się nie udało. Ten, kto pierwszy odnajdzie zaginione klątwy, będzie niepokonany.”. Co o tym sądzisz Severusie? – spytał po chwili milczenia Albus.

- Że jeśli to prawda i, co gorsze, jeśli Voldemort nakazał swoim sługom poszukiwania tej księgi, jesteśmy straceni – wymamrotał Snape nalewając do szklanki ognistej whiskey i ignorując karcący wzrok starszego towarzysza.

- Obawiam się Severusie, że to nie my jesteśmy straceni… - staruszek pokręcił w zamyśleniu głową.

- Skoro nie my, to kto?

- Wiesz, do końca wojny zostało niewiele czasu – odparł po dłuższej chwili Albus. – Gdy mnie zabijesz, będzie trwała maksymalnie rok – nie więcej. Voldemort nie będzie żył wiecznie i nie sądzę, żeby to on chciał posiąść tę niewyobrażalną moc… Zostawi to raczej swym następcom. Ale Ci, których niedawno uczyłeś składu eliksiru wielosokowego – to na nich spadnie ten ciężar. Dlatego musimy już teraz się na to przygotować. Oddasz to wspomnienie Minerwie, miejmy nadzieję, że jej uda się przeżyć. A ona, gdy nadejdzie czas, pomoże tym, na których spadnie ten problem.

Nagle w oddali jakiś gruby, męski głos krzyknął niewyraźną komendę, a inny mu odpowiedział. Severus w pośpiechu schował księgę, a Dumbledore uśmiechnął się dobrodusznie i powiedział:

- Gdybyś potrzebował rady, mój przyjaciel, Arthur Stanley, mieszkający w Lackock chętnie ci pomoże.
Rozległ się głośny trzask i postać dyrektora zniknęła z pola widzenia. Obraz zaczął się rozmywać, aż w końcu Draco znalazł się w swoim pokoju.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Albus mówiąc ostatnie zdanie patrzył na NIEGO. I to nie było tylko wrażenie, blondyn był tego pewien jak niczego innego.

Czyżby czekała mnie wycieczka do Lackock?

***

- Co się dzieje Rufusie?

- Nic.

- Widzę, że coś cię trapi.

- Źle widzisz.

- Znam cię od 10 lat, potrafię rozpoznać gdy coś jest nie tak.

- Więc się mylisz.

- Ale…

- DO CHOLERY JASNEJ ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!

Krzyk ministra magii wypełnił jego biuro wprawiając Amandę w osłupienie. Ona próbowała mu pomóc, a on podnosi na nią głos? Pięknie, po prostu pięknie. Nie czekając na reakcję mężczyzny podniosła swoją torebkę z podłogi i pełnym gracji ruchem ruszyła do drzwi.

- Zabija zakładników – żałosny jęk mężczyzny sprawił, że Amanda zatrzymała się, stała jednak tyłem do ministra. – Zbyt długo zwlekałem, szukałem wszędzie rady, ale on teraz zabija zakładników. Muszę mu ich dać…

- Kogo? – kobieta odwróciła się gwałtownie i zmrużyła groźnie swoje zielone oczy. Miała dość tych ciągłych tajemnic. Dość ukrywania przed nią prawdy. Jeśli tym razem się nie dowie, Rufus rozmawiał z nią po raz ostatni.

Mężczyzna popatrzył na nią zrezygnowany i głęboko westchnął. Całkiem jakby czytał jej w myślach, otworzył szufladę pod biurkiem i wyciągnął z niej kilka listów, po czym bez słowa położył je na biurku. Amanda nie potrzebowała wyjaśnień, sięgnęła po pierwszy pergamin i zaczęła czytać. Ręce drżące od nadmiaru emocji nie pomagały w utrzymaniu cienkiej kartki. Gdy skończyła, podniosła skołowany wzrok na mężczyznę i wyszeptała:

- Czyli on będzie musiał…

- Tak.

To słowo zapadło niczym wyrok śmierci.

***

Ron krążył po mieścince (wsi tak naprawdę) od ponad godziny i robił się coraz bardziej nerwowy. 
Chodził od domku do domku w nadziei, że ktokolwiek widział Harry’ego. Niestety, brunet dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Był i nagle zniknął. W świecie czarodziei nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że byli na tajnej misji, a Harry traktował pracę bardzo poważnie.

- Co siem tak krencjisz Ronaldzje? – gruby głos Wadima wyrwał go z zamyślenia.

- O, Wadim! – niemal z ulgą krzyknął rudy. – Widziałeś Harry’ego?

- Ach, widzjałem go za stodołą, nje wjem co robił – mężczyzna wzruszył potężnymi barkami i poklepał go po plecach. – Nje martw się, chodzmy na setkję, poprawi ci humor.

Setka nie poprawiła Ronowi humoru, ale sprawiła, że szybciej zasnął. Nie poszedł za stodołę sprawdzić, co się stało z jego przyjacielem, przez co nie zauważył odcisków butów prowadzących do lasu. A szkoda, bo gdyby je zauważył, Harry mógłby nie być w niebezpieczeństwie…

***

- Co z Laurą? – Leonard przeżuwał leniwie tosta z dżemem przyglądając się otworzonemu na pierwszej stronie Prorokowi Codziennemu. Był to ostatni dzień, który miał spędzić u Hermiony i sama myśl o tym sprawiała mu ból. No, ale nic co dobre nie trwa wiecznie, a on i tak zdecydowanie nadużył gościnności gryfonki. Ostatnia rozmowa zbliżyła ich do siebie jeszcze bardziej, więc ból był podwójny.

- Jest u Gin i ponoć bardzo zaprzyjaźniła się z Albusem – wymamrotała brązowowłosa mocując się z jajkiem, które chciała wbić do masy naleśnikowej. Nigdy nie umiała ich robić tak dobrze jak matka. – Chyba ją zaadoptuję – powiedziała nagle wprowadzając mężczyznę w niemały szok.

- Zaadoptujesz? – wymamrotał cicho.

- Tak, nie mogłabym oddać ją do domu dziecka – kobieta cicho westchnęła i odwróciła się, żeby powstrzymać napływające do oczu łzy. Ona pamiętała jak czuła się po stracie rodziców – przed oczami wciąż miała uśmiechniętą twarz matki, której wyczyściła pamięć.

- Ach…

Zapadła nerwowa cisza. Kobieta uporała się z masą naleśnikową, ale straciła apetyt, usiadła więc na kanapie. Leonard próbował ukryć swoje zmieszanie czytając Proroka, ale bełkotliwe artykuły nie interesowały go ani trochę.

- Pójdę się spakować – powiedział nagle i już po chwili zniknął w pokoju gościnnym. Nie spieszył się, wręcz przeciwnie, starał się zwlekać jak najbardziej tylko mógł. Wszystkie ubrania składał dokładnie w kosteczkę, rozprostowując wszelkie zagniecenia. Wiedział, co go czeka po powrocie do swojej luksusowej, ale pustej kawalerki. Mnóstwo pracy, stres, przelotne romanse i brak JEJ. Pobyt u Hermiony, choć poprzedzony niemiłymi wydarzeniami, wydawał mu się czymś w rodzaju sielanki.

Dopiero, gdy zegar na ścianie pokazał 21.15, Leonard otrząsnął się z zamyślenia. Resztę rzeczy dopakował szybkim ruchem różdżki i był już gotowy. Wolnym krokiem wyszedł z pokoju i ciągnąc za sobą walizkę z miną skazańca doszedł do salonu. Hermiona jak zwykle czytała jakąś książkę, a była nią tak pochłonięta, że nie zauważyła zbliżającego się do niej mężczyzny.

- Hermiono… - powiedział cicho z nutką niepokoju w głosie. Szatynka podniosła wzrok znad lektury i uśmiechnęła się smutno.

- Nie widzimy się przecież po raz ostatni – jej czekoladowe oczy patrzyły prosto w twarz Leonarda. Wiedziała, że jest smutny i przytuliła go. Czuła jego miarowy oddech na swoim policzku, miarowo oddychającą klatkę piersiową i silne ramiona obejmujące ją nieśmiało. Uśmiechnęła się mimowolnie. – Wkrótce się gdzieś umówimy, nie martw się – posłała mu pocieszający uśmiech, ale w głębi duszy coś mówiło jej, że to kłamstwo. Nie wiedziała dlaczego. Po prostu jakiś cieniutki głosik szeptał jej złośliwie Nie zobaczycie się już nigdy… Nie rób mu nadziei!

- Masz rację – mężczyzna rzucił krótkie spojrzenie na swoje bagaże. – Dziękuję za wszystko, Hermiono Granger.

Głośny trzask i już go nie było.

Hermiona sięgnęła po butelkę wina mając nadzieję, że to wypędzi cienki głosik z głowy. Położyła się na kanapie i pogrążyła w myślach.

***

Szybkie kroki wypełniały opustoszałą uliczkę na obrzeżach Londynu. Nie była to luksusowa część tego miasta, latarnie świeciły słabo rzucając jedynie mgiełkę na czarną jak węgiel ulicę. Dodatkowo czarne chmury, z których obficie lał się deszcz, sprawiały, że ulica wyglądała wyjątkowo obskurnie. W zaułkach chowali się pijacy i bezdomni śpiący już dawno o tej porze, a szkoda, bo widok przystojnego mężczyzny w garniturze idącego spokojnym krokiem w tej części miasta to rzadkość. Oczywiście był to Draco Malfoy, a do kompletu miał jeszcze papierosa, którym zaciągał się niemal z czułością. Nagle mężczyzna stanął przed drzwiami do małej, ale zadbanej kamieniczki, zgasił skrupulatnie papierosa i, rozglądnąwszy się uprzednio dookoła, aportował się do środka.

Gdy tylko stanął w ciepło urządzonym salonie, na jego twarzy pojawił się paskudny uśmieszek. Granger była sama, spała na kanapie, a ubrana była w koszulkę na ramiączkach i szorty. Czego chcieć więcej? Niestety, blondyn musiał działać szybko, ruszył więc do pokoju szatynki i niedbałym ruchem różdżki przywołał wszystkie jej ubrania, zminimalizował i schował do zaczarowanego plecaka podróżnego. Nie przyglądał się zbyt dokładnie wystrojowi, zauważył jednak zdjęcie Hermiony i Kruma na półce. Szybki gest i po chwili Krum miał twarz pokrytą pryszczami. Błahostka.

Teraz przyszedł czas na trudną część planu, która miała polegać na podaniu Granger eliksiru usypiającego, a następnie aportowaniu się z nią do posiadłości na drugiej części Anglii. Arystokrata podszedł do śpiącej szatynki i mrużąc oczy przyjrzał się jej. Obok stała pusta butelka wina, eliksir był chyba niepotrzebny. Kolejny paskudny uśmieszek. Draco położył na stoliku karteczkę z wymownym „Pieprzcie się” napisanym niemal kaligraficznie i uniósł kobietę na ręce.  

Chwila skupienia i charakterystyczne szarpnięcie, a  po chwili szum morza rozbijającego się o klify. Zapach soli drażniąca nos i nareszcie… spokój.

***

Po powrocie do swojej kawalerki Leonard nie mógł usnąć. Cały czas przed oczami miał Hermionę siedzącą na kanapie, robiącą naleśniki, opatrującą mu rany… Wreszcie podjął decyzję. Nie zważając na późną porę teleportował się do mieszkania i już na progu krzyknął Hermiono! Nie doczekał się jednak odpowiedzi, sprawdził więc kolejno salon, sypialnię, pokój gościnny, kuchnię, jadalnię, łazienkę, a nawet balkon, ale kobiety nie było ani śladu. Znalazł za to karteczkę z napisem Pieprzcie się napisaną znajomym pismem.

Tego wieczora w Leonarda wstąpił szał i mężczyzna obiecał sobie, że uratuje Hermionę choćby nie wiem co.

A temu blond gogusiowi nogi z dupy powyrywa.

Choćby zaraz.

----------
Kto napisał rozdział? :D No kto?! Ja :D Hip hip - Hurra ^^ Nie wiem jak, ale mi się udało. Z góry przepraszam za błędy - nie mam siły sprawdzać, albowiem spałam 4 h :< A jutro sprawdzian z gegry na który nic nie umiem :/ Dobra, dzisiaj krótko ode mnie, ale jestem zmęczona.
Przepraszam za zwłokę, ale już postaram się dodawać częściej :)
Zapraszam na aska - tam możecie pytać kiedy nowe rozdziały itp :)
Rozdział dedykuję Sandrze :* Dzięki kochana!

12 komentarzy:

  1. Zajebisty rozdział! Warto było czekać. Wybacz, że tak krótko, ale jest dość późno, a muszę jutro wcześniej wstać. Obiecuję, że jutro się rozpiszę :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :) Oby takich blogów więcej ^^
    Zakochałam się w tym opowiadaniu. A co mi tam - całą noc zarwałam ale było warto ♥
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział

    Teraz także twoja czytelniczka Optymistyczna Pesymistaka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty zarwałaś czytając, ja pisząc :) Bardzo się cieszę, że mam nową czytelniczkę :)

      Usuń
    2. Kiedy następny ? :P

      Usuń
  3. O jaa jak miło dziękuje <3 Robi się coraz ciekawiej i już nie mogę się doczekać następnego.;3Genialne masz pomysły.Błędy to błachostka spokojnie ;3 Ja osobiście nie widziałam żadnego albo byłam za bardzo pochłonięta treścią xd. Ogarniesz wszystko.Niech ci nauczyciele mniej zadają tego wszystkiego ! ; c . Życzę weny i czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. No nareszcie nowy rozdział i jak zwykle genialny. Coraz więcej tajemnic. Czekam na kolejną notkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny, porywający, magiczny.
    Nie mam nic więcej do dodania.
    em.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oh świetny po prostu ten rozdział i czekam na więcej ;)


    Pozdrawiam E.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, jestem strasznie ciekawa co się stanie jak się Hermiona obudzi. Swoją drogą, czy ona nie ma jakiś problemów alkoholowych?
    Rozdział jak zwykle fantastyczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nie raczej nie ma ;) Po prostu czasem sobie wypije winko... To wszystko :)

      Usuń
  8. Oh, Matulo Przenajświętsza!!!! Natrafiłam tutaj przez bloga Artistico (czytając Twój komentarz pod prologiem) i w bardzo szybkim tempie pochłonęłam całe 12 rozdziałów! Bardzo ciekawy pomysł na Dramione i w ogóle cała historia zapowiada się świetnie! :D Na pewno będę dalej czytać i starać się komentować na bieżąco :) Mam nadzieję, że nie zrobię problemu, zapraszając Cię do siebie? Czytałam regulamin i napisałaś, że Ci to nie przeszkadza, ale wolę się upewnić :) http://dramione-wciaz-cie-kocham.blogspotcom

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przeszkadza, tylko mogę nie wejść od razu, bo ostatnio mało czytam blogow, dkatego możesz przypominać ;)

      Usuń