- Nie wejdę tam Chris! – głośny krzyk Hermiony wypełnił
opustoszały korytarz świętego Munga. Kobieta stała oparta o ścianę, oddychając niespokojnie
i patrząc spode łba na mężczyznę naprzeciwko. On westchnął jedynie i pomasował
flegmatycznie skroń.
- Hermiono nie zachowuj się jak dziecko… - zaczął, ale
szatynka popatrzyła na niego z furią dając mu tym samym do zrozumienia, że
obrał złą taktykę. – Nie możesz tak długo chować do niego urazy… Cóż takiego
mógł ci zrobić? – rozłożył bezradnie ramiona mając nadzieję, że to przemówi
jakoś koleżance do rozumu, ale znów niefortunnie dobrał słowa. Kobieta
zaczerwieniła się ze złości i gwałtownie wyprostowała.
- Tak się składa Chris, że niewiele wiesz o moim życiu –
wysyczała głosem, który aż ociekał jadem, a mężczyzna zrozumiał, że przesadził.
– Draco Malfoy to arystokrata, sługa samego Voldemorta, który gardzi takimi szlamami
jak ja – wyszeptała patrząc na Chrisa beznamiętnie. Zapadła cisza,
która trwała pół minuty? pięć? Aż wreszcie kobieta odwróciła się i szybkim
krokiem ruszyła w głąb korytarza.
I mimo tego, że
cieniutki głosik w głębi duszy mówił jej, że Malfoy się zmienił, nie chciała
stanąć z nim oko w oko. Nie teraz. Nigdy.
***
Czuł się okropnie… Nie, okropnie to stanowczo zbyt słabe
określenie – do dupy to dużo lepsze określenie, ale i tak nie oddające
wszystkich uroków tego stanu. Precyzując,
głowa go bolała jakby wypił kilkanaście litrów ognistej, w klatce piersiowej
kłuło tysiąc igieł, ręka dziwnie mrowiła, a stopa… Właściwie to nie czuł stopy
i to go przerażało. Do tego doszła jeszcze ogromna suchość w gardle i totalny
zanik pamięci. Jedyne co sobie przypominał to kłótnia z matką i Astorią, ale i
to jakby przez mgłę.
Gdy przestał oglądać swoje obandażowane ciało rozejrzał się
wokoło. Leżał na pojedynczym, bardzo skromnym łóżku, z białą pościelą. W sali były
takie 4, jednak nikt inny na nich nie leżał. Ściany pomalowane były na kremowo
i widniały na nich całe sentencje po grecku i łacińsku, jednak mózg mężczyzny
nie dawał sobie rady z odczytywaniem liter, a sentencji już na pewno. Zgrabnie
namalowane literki dodawały jednak pustej sali uroku i wypełniały ją w pewien
sposób. Dopiero, gdy Draco zauważył szafkę stojącą obok i znajdujące się na
niej fiolki, płyny i różne kartki papieru, uświadomił sobie, że leży w
szpitalu.
- Cholera jasna! – zaklął podnosząc się na łokciach i
nerwowo rozglądając się po sali w
poszukiwaniu kogoś, kto mógłby mu powiedzieć co się stało. Jakby na komendę,
drzwi do pokoju otworzyły się i do środka wszedł wysoki, przystojny szatyn w
stroju magomedyka trzymający w dłoni plastikową magiczną kartę pacjenta (Draco
niejeden raz takie widywał).
- Och, widzę, że nasz uroczy pacjent się obudził! – zawołał z
udawaną radością lekarz i podszedł do szafki stojącej tuż obok łóżka
arystokraty, otworzył ją i zaczął w niej grzebać. Nie zważając na zdziwiony, i
morderczy zarazem, wzrok pacjenta, nieśpiesznie wyciągnął różnokolorowe fiolki,
po czym wyczarował sobie krzesełko i na nim usiadł. – Zanim zaczniesz
bombardować mnie serią pytań ostrzegam, że nic nie powiem jeśli nie przejdziesz
kontroli – uśmiechnął się z triumfem, ale Draco nie poddał się tak łatwo.
- A ja nie poddam się kontroli dopóki mi tego nie wyjaśnisz –
wymamrotał niewyraźnie, bo w głowie pulsował mu tępy ból. Ostatkiem sił zdobył
się na Malfoyowski uśmieszek „To ja tu jestem panem, zrozum to”, ale Chris
Palmer (tak przynajmniej było napisane na plakietce) pokiwał tylko głową z
politowaniem.
- Tyle, że mi nie zależy na tym, żebyś jak najszybciej
wyzdrowiał – powiedział patrząc na blondyna jak na dziecko z próchnicą, które prosi
mamę o lizaka. – Mogę stąd pójść i przysłać kogoś innego później, ty wciąż nie
będziesz nic wiedział i się źle czuł, a ja zyskam tylko dodatkowe 15 minut na
kawę – wzruszył teatralnie ramionami. – To co panie Malfoy, mogę zacząć… ?
Draco nie odpowiedział, zrobił jednak naburmuszoną minę
(jako Malfoy nienawidził przegrywać) i pokiwał w milczeniu głową. Magomedyk
uśmiechnął się i szepnął pod nosem coś, co brzmiało jak „Dobry chłopiec…”, a
następnie wziął się za odczytywanie długiej listy symptomów z plastikowej
karty.
- Nudności?
- Nie.
- Zawroty głowy?
- Cholerne.
- Suchość w gardle?
- Potworna.
- Krwawienie z… odbytu? – Chris uśmiechnął się niezręcznie.
- Proszę wybaczyć, ale nie sprawdzałem – odpowiedział zjadliwie
blondyn.
- Eee… Ból brzucha?
- Nie.
- Kłucie w klatce piersiowej?
- Taa.
Lista była bardzo długa, a Malfoy odpowiadał jedynie
zdawkowymi tak lub nie, co utwierdziło szatyna we wrażeniu,
że arystokrata faktycznie do milutkich nie należy. Gdy wreszcie skończyli,
lekarz podał Draconowi kilka fiolek i kazał je wypić, co mężczyzna (o dziwo!)
zrobił bez marudzenia. Gdy ostatnia fiolka zniknęła, blondyn otarł usta z
reszki płynu, jakby chcąc pozbyć się paskudnego smaku i spojrzał spode łba na
magomedyka.
- Co się stało? – spytał sucho nie mając zamiaru bawić się w
precyzowanie. Chciał dowiedzieć się wszystkiego, odbębnić badania i wyjść stąd
jak najszybciej.
- Cóż, przyjechałeś do nas
opłakanym stanie, połamane żebra, poważne uszkodzenia mózgu, złamana
ręka i zmiażdżona stopa i dużo, dużo więcej… - urwał na chwilę, żeby zebrać
myśli, ale arystokrata chrząknięciem dał mu do zrozumienia, że nie chce czekać.
– Powiedzieli nam, że miałeś wypadek samochodowy, wjechałeś sportowym autem
ponad 300km/h w mur i ktoś od razu wezwał nas. Miałeś szczęście, że pomagała mi
He… - odchrząknął nerwowo uświadamiając sobie, że koleżanka nie chciałaby, żeby
o niej wspominał - pani ordynator, bo sam nie dałbym rady – zakończył i w
niesamowicie szybkim tempie wstał z krzesła, które rozpłynęło się w powietrzu,
po czym udał się żwawym krokiem w stronę drzwi.
- Jaka pani ordynator? – z tyłu dobiegł go chłodny głos
pacjenta. – Jest tutaj?
- Pani ordynator… - Chris podrapał się po głowie w
poszukiwaniu wymówki. – Yyy… Ona ma teraz szkolenia, więc raczej nie jest
dostępna – widząc pełen niedowierzania wzrok blondyna. – No wiesz, nowe reformy
weszły i oprócz oprowadzania tej hołoty trzeba też zrobić tonę papierkowej
roboty… Protokoły, listy obecnych, przeglądanie CV, pisanie raportów… -
uśmiechnął się, żeby zamaskować kłamstwo, a gdy mężczyzna pokiwał głową na
znak, że zrozumiał, szybko opuścił tę salę.
***
Hermiona siedziała w pokoju wspólnym magomedyków rozmawiając
ze Stellą MacFrenk, nieco starszą koleżanką po fachu znajdującą się jednak na
niższym stanowisku, bo pielęgniarki. Wreszcie znalazła chwilę spokoju,
szkolenie młodych i przemądrzałych praktykantów nieźle dało jej w kość.
Sczególnie jeden dziewiętnastolatek, Robert Yellod, działał jej na nerwy. Był
to wysoki, szczupłej postury blondyn, mogący się pochwalić arystokratycznymi
francuskimi korzeniami czarodziej, który dopiero ukończył Bouxbotons. Przez
prawie całe zajęcia obsypywał ją komplementami, rzucał dwuznaczne propozycje, a
także „dyskretnie” obmacywał w nieodpowiednich miejscach… Gdy musnął jej udo,
przeżyła, lecz gdy jego dłoń przypadkiem zatrzymała się w okolicy biustu,
udzieliła mu ostrej reprymendy.
- Słuchaj, a co właściwie dzieje się z tym młodym Malfoyem? –
Stella zmarszczyła zabawnie zadarty nosek, a czarną grzywkę zmierzwiła tak, że
opadała teraz ona delikatnie na bok.
- Obudził się – odparła zdawkowo Hermiona mając nadzieję, że
koleżanka zaprzestanie dalszych pytań. Niestety, plotkarska dusza brunetki
miała teraz pole do popisu i zamierzała je wykorzystać.
- Wiesz, widziałam jego zdjęcia w Wizzzard World i nawet,
nawet niezłe z niego ciacho… - kobieta uśmiechnęła się filuternie. – Co ja
gadam, on jest po prostu boski! Poza tym ty to wiesz…
- Wiem? – spytała nieco zbyt szorstko Hermiona.
- No tak, chodziliście przecież razem do Hogwartu! –
pielęgniarka zmarszczyła ze zdziwieniem brwi. – W artykule jak wół było
napisane, że chodził do Hogwartu ze świętą trójcą…
- Ach tak? – spytała bez cienia zainteresowania panna
Granger.
- Mhm – czarnowłosa pociągnęła spory łyk kawy i zapatrzyła
się na koleżankę jakby szukając czegoś w pamięci. – Reporterka pytała o wasze
relacje, o wojnę którą rzekomo z wami toczył. Powiedział, że pogodził się z
wami po wojnie, więc w sumie miło, że się spotykacie po tylu latach! Co nie? –
wykrzyknęła radośnie, a Hermiona pokiwała jedynie w zamyśleniu głową. – Szkoda tylko,
że w takich okolicznościach.
Nagle do drzwi rozległo się głośne pukanie i szatynka
zerwała się z fotela mając nadzieję, że ktoś wybawi ją od trajkotu miłej, ale
zbyt hałaśliwej koleżanki.
- O, tu pani jest! – do środka weszła ta sama
recepcjonistka, którą kilka dni wcześniej Blaise porządnie ochrzanił. – Pan Palmer
kazał to przekazać, mówi, że pilne – wręczyła szatynce świstek i wolnym krokiem
wróciła na recepcję.
Herm,
Wiem, że mnie
zabijesz, ale musisz to zrozumieć.
Wezwano mnie na akcję, jakąś wyjątkowo paskudną (4-6 rannych), muszę
natychmiast jechać. Nikt poza mną i tobą nie może wejść do uroczego pana
Malfoya, dyrektor nie chce, żeby jakaś napalona pielęgniarka pobiegła do
Proroka i nagadała bzdur, a on musi dostać leki. Proszę, wejdź tam, zrób co
musisz i wyjdź.
Przykro mi.
Przykro mi.
Chris
***
- Zabiję go… Zabiję, zabiję, zabiję… - Hermiona przemierzała
korytarz do pokoju numer 8 z pchanym wózkiem, na którym znajdował się obiad,
picie i leki dla Malfoya. Wiedziała, że nie może nie iść, ale sama myśl o
przebywaniu w tym samym pokoju, co ON przyprawiała ją o samobójcze myśli.
Chciała użyć zaklęcia zmieniającego wygląd, ale wtedy ktoś mógłby pomyśleć, że
niepowołana osoba wchodzi do sali...
Była w kropce.
A jakby tego było mało, zauważyła otwarte drzwi do pustej
sali, a w niej Roberta zachłannie całującego niewielką blondyneczkę w
okularach, a jego ręka wyraźnie szukała pokaźnych gabarytów praktykantki. No
pięknie, zboczeniec w grupie!
Powstrzymując się przed wtargnięciem do sali i przerwaniem
spotkania studentów, pchnęła dalej wózek i już po chwili stanęła przed
szerokimi drzwiami oznaczonymi wielką, tłustą ósemką.
Wejdź tam, zrób co
musisz i wyjdź.
No tak, gdyby to było takie łatwe!
Krótkie pchnięcie drzwi i już po chwili ogarnął ją zapach
klinicznej czystości.
***
Draco leżał w łóżku wpatrując się tępo drzwi, przez które
już dawno miał ktoś wejść. Miał nadzieję, że przyślą mu jakąś pielęgniareczkę z
serii takich, które robią się mokre już na jego widok, a są łatwe i
niebrzydkie. W końcu jest tylko facetem i tylko Malfoyem. Wyjątkowo znudzonym,
należy dodać.
Już stracił nadzieję na jakąkolwiek rozrywkę, gdy usłyszał
ciche skrzypnięcie i do środka weszła…
- GRANGER?! – jego wrzask wypełnił pomieszczenie i odbił się
z echem od ścian. Tuż przed nim stanęła Hermiona Granger w stroju magomedyka.
Zmieniła się nieco od czasów szkolnych, to fakt. Przede wszystkim była kobietą
i miała wszystko co kobieta powinna mieć. Jedyne co się nie zmieniło, to burza
loków, upięta w koka, czekoladowobrązowe oczy, patrzące na niego z rezerwą i
chłodem (czyli jak zawsze) i delikatne piegi na nosie. No i doszła plakietka z
napisem Hermiona Granger, ordynator.
- Miło cię widzieć w jednym kawałku, Malfoy… - ostatnie słowo wyrzuciła z siebie z czymś na kształt
obrzydzenia i zatrzymała wózek. Wtedy blondyn doznał olśnienia.
Skoro to ona jest
ordynatorką… Czy Granger mnie uratowała?
- Co ty tu robisz? – zapytał sucho świdrując grzebiącą w
fiolkach kobietę.
- Przyjechałam na wakacje – parsknęła marszcząc brwi w
zamyśleniu. Ignorowała go, a zarazem ostro ripostowała. Ignorancja zdenerwowała
Dracona, a cięty język… Podniecił i zaimponował.
- Ach, a gdzie rudzielec? – uśmiechnął się złośliwie mając
nadzieję, że kobieta choć na chwilę oderwie wzrok od starannie opisanych
etykietek i spojrzy na niego.
- Siedzi sobie w domu z Lavender i pewnie je obiad –
podniosła jedną z cieczy i uśmiechnęła się ze znużeniem. – Wypij to, później
pomarańczowe, zielone, niebieskie i połknij te 4 tabletki – wskazała na
niewielki spodeczek. – Później coś zjedz i zażyj resztę leków i wypełnij kartę
przebiegu choroby, a gdy skończysz, prześlę ją do siebie – zlustrowała go
szybko wzrokiem i westchnęła. – Rozumiesz?
- Nie zostaniesz przypilnować, żebym wziął odpowiednie
eliksiry w odpowiedniej kolejności? – blondyn uniósł znacząco brew i poklepał
krzesło obok siebie.
- Nie potrafisz zapamiętać kilku kolorów? – spytała kąśliwie.
– Biały, pomarańczowy, zielony, niebieski i tabletki, kolory chyba znasz –
zironizowała i odwróciła się, żeby wyjść.
- Ach, ale jeśli się przypadkiem
pomylę, mogę pozwać św. Munga o niekompetencję ich chluby, ordynatorki,
samej Hermiony Granger – uśmiechnął się złośliwie, w głębi duszy układając plan
działania. Kobieta odwróciła się powoli i wbiła w niego zabójczy wzrok.
- Dobrze więc – wysyczała. – Jako chluba św. Munga, ordynatorka Hermiona Granger, zostanę i
dopilnuję, żebyś ty niczego nie
pomylił – pochyliła się nad nim i wycedziła mu prosto w twarz ostatnie słowa,
po czym usiadła na krześle i wzięła kartę pacjenta do ręki.
A Draco w głębi duszy triumfował, miał bowiem plan, żeby
poskromić tę cholerną gryfonkę. Skoro on musi poślubić Astorię, chce
przynajmniej udowodnić sobie, że może zdobyć każdą. Nawet samą Hermionę
Granger.
---------
Hej wszystkim, wreszcie druga część (i nie ostatnia!) miniaturki :D Zebrałam się i ją napisałam, trochę późno - fakt, ale nie mogłam zasnąć :/ Jutro pewnie będę nieprzytomna i nie będę uważała na lekcjach, ale chrzanić to :)
Miniaturka miała wyglądać inaczej, ale... Mogę z niej zrobić 18+. Muszę jednak wiedzieć, czy taka Was ucieszy, więc koniecznie piszcie w komentarzach, co chcecie :)
Kolejny rozdział pojawi się naprawdę wkrótce, na usprawiedliwienie powiem tylko, że mam 2 konkursy przedmiotowe w tym tygodniu (traktuję je poważnie) i nie chcę ich zawalić :) Tak więc PROSZĘ trzymajcie kciuki w czwartek i piątek ^^
Jeśli są jakieś błędy, przepraszam, jest za późno i mózg nie funkcjonuje jak powinien ;)
Pytania na aska (link w Informacjach) :)
Buziaki! :*
Alicia*
Ps. Dzięki za ponad 10 000! Kocham Was! :*
Ps. Dzięki za ponad 10 000! Kocham Was! :*
Akacja się rozkręca:) Bardzo mi się podoba Twoja miniaturka. Draco dalej ma zamiar poślubić Astorię po tym wszystkim? W ogóle dlaczego nie odwiedziła swojego narzyczonego??
OdpowiedzUsuń+18? Czemu nie:P!
Ile przewidujesz cześci:>?
Pozdrawaim!
Haha, Astoria odwiedzająca go w szpitalu? :) Błagam! Ona w ogóle nie wie, że jej narzeczony jest ledwo żywy! :P Planuję 3 lub 4 części , ale zobaczę jak wyjdzie :)
UsuńSuper miniaturka. Ciszę się, że nareszcie dodałaś. Akcja się rozkręca, jest bardzo ciekawie. +18 może być. Życzę weny.
OdpowiedzUsuńWspaniała miniaturka :) Życzę powodzenia w konkursach. Czekam na +18. Życzę weny i pozdrawiam, Dramione True Love :)
OdpowiedzUsuńStrasznie mi się spodobała :-) Czekam na +18 i powodzenia w konkursach !!
OdpowiedzUsuńmojeminiopowiadania.blogspot.com
OOo już jest , wyszła ci świetnie ! Ale grabisz sobie bo miałaś się wysypiać ;3 Trzymam kciuki za Ciebie,wiem że konkursy wypadną świetnie ;) A co do miniaturki + 18 będzie pasować do zakończenia ;p Życzę weny i wyczekuję następnego kochana ;*
OdpowiedzUsuńA tam, zawsze sobie obiecuję, że się wyśpię :D Konkurs z angielskiego poszedł nie najgorzej, ale polski D: Bojem siem :)
UsuńTeż mam konkursy, masę konkursów i w ogóle się do nich nie uczę, tylko pisze bloga xD Nie mogę się przełamać ;p
OdpowiedzUsuńFajna miniaturka, podoba mi się Twój styl pisania.
http://www.ginny--draco.blogspot.com/
Ja walczę o swoje być albo nie być laureatem, bo to już 2 klasa, więc naprawdę muszę się starać :) Z angielskiego przeszłam (na 99%), a z polskiego... PORAŻKA. :/ Tak czy siak życzę powodzenia w konkursach :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNiesamowicie mi ta miniaturka przypadła do gustu i nie mogę się doczekać, by dowiedzieć się, co też takiego wyniknie z tego spotkania oraz okrutnie zżera mnie ciekawość, dlaczego Draco popełnił samobójstwo. Mam nadzieję, że niedługo się dowiemy! :D
UsuńWitaj, kiedyś skomentowałaś moje opowiadanie, więc postanowiłam powiadomić o nowym blogu: dramione-jestesmy-jednoscia.blogspot.com
Serdecznie zapraszam.
Cave Inimicum z dramione-pod-oslona-nocy
Szczerze mówiąc usiłował popełnić, bo mu niezbyt wyszło :D Dziękuję za powiadomienie, postaram się zajrzeć, ale mam teraz urwanie głowy, zero czasu na nic :/ No, ale może znajdę chwilkę ;)
UsuńKiedy dodasz kolejną część miniaturki?
OdpowiedzUsuńNiebiańska !
OdpowiedzUsuńMagiczna!
Idealna!
Pozdrawiam
Layls
Zapraszam też do siebie
dramione-teatr-uczuc.blogspot.com
Hej!
OdpowiedzUsuńTrafiłam na tego bloga zupełnie przypadkiem. Rok szkolny się kończy, a mnie już dopadła bolesna nuda...
A przechodząc do sedna: ta miniaturka jest ZAJEBISTA! :)
Baaardzo mi się podobała i już nie mogę doczekać się kolejnych części.
Co do sceny 18+ to jestem absolutnie za!
Paradise